Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
22.02.2016 14:36

Opozycja – podzielona i bezradna. Na razie?

Opozycja jest równie głośna, co nieskuteczna. Często krytykuje rząd, lecz częstotliwość tych krytyk nie świadczy o ich jakości.

Opozycja jest równie głośna, co nieskuteczna. Często krytykuje rząd, lecz częstotliwość tych krytyk nie świadczy o ich jakości. Pytanie o merytoryczne inicjatywy legislacyjne przeciwników rządu może być uznane za nietaktowne – jest ich bowiem niewiele.

Partia Ryszarda Petru znacznie częściej prosi o przerwę w obradach Sejmu, niż zgłasza projekty ustaw. Platforma Obywatelska zachowuje się tak, jakby nie przegrała już trzech wyborów z rzędu (samorządowych, prezydenckich i parlamentarnych) i nadal używa cepa „anty-PiS”, nie dostrzegając, że dawno okazał się już zupełnie nieskuteczny. Ataki PO na prezydenta i rząd są tak rytualne i pozbawione logiki, że już nawet nie denerwują, tylko śmieszą. Polacy ocenili już ten stan rzeczy w sondażach. Jak choćby w tym wykonanym przez TNS Polska, w którym PiS uzyskał 40-proc. poparcie, podczas gdy PO uzyskało 15 proc., Nowoczesna – 13 proc. i ruch Kukiz’15 – 9 proc.

Jednak pierwszym realnym testem dla opozycji będzie 6 marca. To data wyborów uzupełniających do Senatu RP. Odbędą się one w okręgach: Łomża, Suwałki, Augustów. Okazało się, że oponenci Jarosława Kaczyńskiego nawet w sytuacji wyborczej nie są w stanie się zjednoczyć. Nowoczesna nie poparła w praktyce kandydata PSL u wspieranego przez PO. Zamiast szerokiego frontu „demokratycznego”, który miałby być jedyną alternatywą dla obecnej władzy, mamy kilku kandydatów, którzy mniej lub bardziej nie lubią PiS u, ale żaden z nich nie ma szans zdobyć poparcia pozostałych. Wśród nich nie ma reprezentanta partii Petru. Widocznie to ugrupowanie woli brylować w sondażach niż w realnych wyborach. Choć w sondażach też ostatnio pieszczochowi mediów idzie kiepsko: czas, w którym w jednym sondażu wyprzedził PiS (!) – niezależnie od wątpliwej jakości tych badań – już dawno minął. Teraz ma od dwóch do trzech razy gorszy wynik niż Prawo i Sprawiedliwość.

Anty-PiS już nie działa – co dalej?

Jednak od przykrej dla opozycji fotografii rzeczywistości ważniejsza jest przyszłość. Co zrobią krajowi wrogowie rządu, aby przejąć władzę? Czy się zjednoczą? Czy i jak duże będą mieli wsparcie zewnętrzne? Oto są pytania. Odpowiedzi na nie warunkują to, czy niepodległościowa prawica porządzi przynajmniej jeszcze jedną kadencję.

Wiadomo już wszak jedno. Teza dawnych prorządowych, a dziś proopozycyjnych mediów, że sondażowo PiS, w przeciwieństwie do poprzednich zwycięskich partii, nie wykorzystuje „bonusu wygranej” i nie zwiększył przewagi w sondażach, okazała się kompletnie bałamutna. Ostatnie badania opinii publicznej pokazują, że jeśli formacja Jarosława Kaczyńskiego ma 36 proc., a wyniki pozostałych partii, które przekraczają próg, dają w sumie wraz z PiS em ok. 80 proc., to po „doważeniu”, czyli zagospodarowaniu pozostałych ok. 20 proc. PiS może liczyć na wynik wyraźnie powyżej 40 proc. Dodatkowo potencjalny koalicjant (nie bójmy się tego słowa na wypadek różnych scenariuszy), czyli partia Kukiza, osiąga w nich regularnie powyżej 10 proc., ostatnio zrównując się już z ugrupowaniem Schetyny!

Pytanie na dziś jest następujące: jak duże będą przepływy osobowe i w sondażach między Platformą Obywatelską a Nowoczesną? Będą one dokonywały się zarówno spektakularnie na szczeblu centralnym, jak i zapewne lokalnym (sejmiki, rady miejskie czy powiatowe). Nie jest wykluczone, że partia Petru zacznie stopniowo „połykać” partię Schetyny. Czym to może skutkować? Ewidentnym wzrostem antagonizmów między obydwiema formacjami opozycyjnymi. Droga do antyrządowej jedności się wydłuży.

Kto liderem opozycji?

Kto byłby wygodniejszy dla Prawa i Sprawiedliwości jako lider opozycji: była partia rządząca, czyli PO, czy też „dziewicza” Nowoczesna. Wbrew pozorom nie będzie tu wcale jednoznacznej odpowiedzi. Platforma jako główna alternatywa ma wielki plus dla rządzącej centroprawicy: PO jest zużyta ośmioma latami władzy i afer, ludzie o tym pamiętają i długo pamiętać będą. Taka opozycja byłaby dla PiS u wygodna przez lata. Jednocześnie formacja Schetyny i Siemoniaka ma struktury, doświadczenie i znajomość politycznej kuchni – a to wszystko przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy partię czeka „długi marsz”. Nowoczesna ma atut świeżości, nie pobrudziła się rządzeniem i skandalami, może demagogicznie operować pseudoargumentem skierowanym nie tylko przeciw PO, ale i PiS owi: „oni już byli”. To jej wartości dodane. Ale są też minusy: nieprzytomny ciąg na medialną „bramkę” lidera partii, co dawno przekroczyło już granice śmieszności i obfituje licznymi memami (te niedawno pogrążyły choćby Komorowskiego) czy kompromitujące błędy z zakresu historii lub językowe („brytyjski premier Kamerun”... itd., itp.). Dodajmy kompletny brak politycznego doświadczenia i umiejętności politycznej gry. Tego się oczywiście można nauczyć, tylko czy panu Petru starczy czasu do najbliższych wyborów? Nie jest to oczywiste. A porównanie praktycznej „policy-making” Jarosława Kaczyńskiego oraz lidera Nowoczesnej może przypominać – proszę wybaczyć drastyczne porównanie – zderzenie pociągu z trabantem. Dla najmłodszych czytelników wyjaśnienie: ów trabant to kieszonkowy samochód (nazywany „mydelniczką”) produkowany w dawnej NRD, czyli Niemieckiej Republice Demokratycznej, napędzany mocą silnika zaledwie od 18–26 KM.

Presja zewnętrzna – ostatnia nadzieja opozycji

Zachodni nieprzyjaciele polskiego rządu będą wymuszali na liderach obu partii opozycyjnych nie tyle współpracę, ile zapewne formalne zjednoczenie, tylko w tym upatrując szansy na pokonanie PiS u. Skądinąd pamiętam, jak wysłannicy EPP – Europejskiej Partii Ludowej, namawiali mnie, jako ówczesnego prezesa Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, do „jednolitego frontu wyborczego” i łączenia sił przeciw postkomunistycznej lewicy – było to po wielkiej wiktorii SLD w 1993 r. I pamiętam swoją niechęć nie tyle do zjednoczenia prawicy, ile do tej metody „zewnętrznego” porządkowania sceny politycznej w Polsce. Takie „importowane” scenariusze mnie raziły. Czy będą raziły również Schetynę i Petru? Wątpię.

Tu rodzi się bardziej ogólne pytanie: na ile, parafrazując Cypriana Kamila Norwida, Polska będzie „kłaniać się okolicznościom” zewnętrznym? Na ile naciski Unii Europejskiej, agencji ratingowych, być może też Komisji Weneckiej, a na pewno międzynarodowych, nie tylko europejskich przecież mediów – okażą się skuteczne wobec polskiej władzy i polskiego społeczeństwa? Zakładam, że wobec władzy – nie. A czy Polacy ulegną międzynarodowej presji w obronie traconych wpływów politycznych i interesów ekonomicznych? Takie jest podstawowe założenie scenariusza opozycji i establishmentu. Takie samo mają nasi zachodni „przyjaciele”. Nasz naród szczególną wagę przywiązuje do tego, jak nas widzą za granicą. Czy nas tam lubią? Czy doceniają? A co mówią o Polsce? O tym doskonale wiedzą przeciwnicy nowej – polskiej – władzy: i ci wewnętrzni, i ci zewnętrzni. Dlatego właśnie na tym „fortepianie” opinii międzynarodowej tak mocno grają. Czy będzie to skuteczna gra? To zależy już od samych Polaków, naszych możliwości radzenia sobie z taką presją, a także naszej samooceny. Bo czy rzeczywiście na nasze samopoczucie, poczucie narodowej dumy i narodowej siły muszą mieć wpływ (aż taki) czynniki zewnętrzne?

Wszystko w polskich rękach

Na razie, mówiąc metaforycznie, w wojnie z polskim rządem i prezydentem nie liczą się, podzielone i niemające planu bitwy, krajowe oddziały – nacierają natomiast pułki zaciężne. I należy nauczyć się z tym żyć. Przywyknąć, że będzie to prawdopodobnie „stały fragment gry”. Póki co to właśnie ta „interwencja zewnętrzna”, „sojusznicza pomoc”, choć bez czołgów na ulicach, jest główną nadzieją słabej merytorycznie (póki co) i skłóconej opozycji. Tyle że ta międzynarodowa presja uruchomiona została tak wcześnie i wokół tematu tak mało chwytliwego dla normalnych Polaków (Trybunał Konstytucyjny), że wydaje się, iż na razie „spalono” – w sensie efektywności wobec społeczeństwa – ten instrument. A jednak cały czas będzie on używany.

Dziś opozycja i „elyty” medialno-biznesowe walczą w obronie traconych stołków (ten sam establishment gra też na Petru, więc niech się on nie obrusza i nie udaje niewiniątka, że o niego to na pewno nie chodzi). Są zatem mało wiarygodne dla przeciętnego Kowalskiego. Tak nie musi być zawsze. Jednak rząd na razie zyskał na czasie. Może, a w zasadzie musi go wykorzystać na realizację swoich głównych obietnic. Gdy tak się stanie, nawet zjednoczona i poważniejsza – w wymiarze własnych inicjatyw legislacyjnych i intelektualnie – opozycja będzie miała twardy orzech do zgryzienia.

Oczywiście możliwe są też pesymistyczne scenariusze. Jednak czy będą one miały szansę zaistnieć, zależy wyłącznie od umiejętności ministrów z PiS u, pracy posłów tej partii oraz sukcesów gabinetu Beaty Szydło i prezydenta Andrzeja Dudy. Wszystko w naszych rękach.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane