Gwałtu rety!!!
Skoro głosy Jerzego Stępnia, Andrzeja Zolla i innych nie działają, należy sprawdzonym zwyczajem odwołać się do kompleksu prowincji.
W sobotę w porannych serwisach radiowych pierwszą wiadomością była opinia z „The Economist, że „dobre relacje Polski z resztą Europy są zagrożone”. Kilka godzin później newsem nr 1 jest znów opinia, tym razem zatroskanego sytuacją w Polsce sekretarza generalnego Rady Europy Thorbjoerna Jaglanda, który oferuje pomoc w rozwiązaniu kryzysu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Tego dnia przyszło mi jeszcze wysłuchać kilku serwisów, zawsze przywołujących jakiś tytuł zagranicznej prasy lub nazwę stacji telewizyjnej i najczęściej podawanych jako najważniejsze doniesienia ze świata. Wszystkie alarmują, że gdzieś na Zachodzie piszą lub mówią o Polsce źle. Dlaczego tak mówią? To oczywiście wina obecnej władzy w Polsce, czyli PiS. Po południu nareszcie coś z kraju. Pierwszą wiadomością jest doniesienie z Poznania: „Prawie trzysta osób manifestowało w obronie demokracji”. Przywołany zostaje głos anonimowego demonstranta. „Wolność w Polsce zaczyna być zagrożona”. Prowadząca serwis informuje, że dziś wprawdzie manifestowało „prawie trzysta osób”, ale w najbliższą niedzielę „w obronie wolności i demokracji” zaplanowano dużą demonstrację w Warszawie. Przez kilka poprzednich dni mieliśmy bombardowanie przy użyciu rodzimych autorytetów. Wykorzystano już wszystkie możliwe określenia typu gwałt na konstytucji, porównania do reżimu komunistycznego, do putinowskiej Rosji, do hitleryzmu. I nic. Skoro głosy Jerzego Stępnia, Andrzeja Zolla nie działają, należy sprawdzonym zwyczajem odwołać się do kompleksu prowincji. Spece od propagandy wiedzą, że ludność peryferii najbardziej wyczulona jest na to, co mówi o nas Zachód. Ten mechanizm przeglądania się w lustrze opinii europejskiego salonu znakomicie widać było przez ostatnie osiem lat, gdy poklepywanie po plecach polskiego premiera przez możnych tego świata traktowane było jako dowód wysokiego międzynarodowego statusu Polski. Tresowana w ten sposób spora grupa Polaków nadal jest cynicznie rozgrywana przez obóz III RP. Działa tu wielokrotnie opisywany fenomen karuzeli informacyjnej. Nagonka polskich mediów wytransferowana jest przez zachodnich korespondentów do centrali, a stamtąd wraca do Polski jako głos Zachodu. Gwałtu rety! Ratunku! Świat się wali! Obok tego trwają komiczne próby wyprowadzenia ludzi na ulicę. – Demonstrowało prawie trzysta osób! Doprawdy, imponujący tłum. Jakoś tak się składa, że wielokrotnie liczniejsze demonstracje klubów „Gazety Polskiej”, marsze w obronie telewizji Trwam, pikiety w obronie sześciolatków pod MEN nigdy nie trafiały do serwisów informacyjnych. Ponadto doniesienia z Poznania stają się okazją, by w głównym wydaniu wiadomości publicznego radia wypromować manifestację planowaną dopiero za tydzień. Powyższe spostrzeżenia to obserwacja wyrywkowa, dalece niekompletna. Jestem przekonany, że przykładów tylko z ostatnich kilku dni skrajnego zaangażowania publicznych mediów w nakręcanie antyrządowej i antyprezydenckiej histerii czytelnicy mogliby dodać całe tuziny.
Na koniec dnia w TVP Jerzy Kisielewski, dziennikarz, niedawno członek komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego, Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PO, i Krzysztof Mieszkowski (który myli rolę posła z rolą performera, a publiczny teatr z domem publicznym) – otóż to „pluralistyczne” grono lamentuje, straszy i ostrzega, że po tym, co zrobił PiS z Trybunałem Konstytucyjnym, teraz planuje skok na media. Drodzy dyskutanci. Czy nie widzicie, jak jesteście śmieszni? Nic bardziej nie przekonuje o konieczności radykalnej zmiany w publicznych mediach jak właśnie takie wasze występy.