Albo dalszy drenaż, albo głęboka zmiana
Część klasy politycznej oraz mainstreamowe media starają się zdeprecjonować wszelką myśl o sanacji Polski.
Za długo powtarzaną Polakom opowieścią o „zielonej wyspie” kryje się o wiele mniej optymistycznie wyglądająca rzeczywistość. O wielu danych, analizach statystycznych i realnych wskaźnikach dotyczących polskiej sytuacji w ogóle się nie mówi. A to one pokazują, w jakim miejscu dziś jesteśmy i jaki kierunek nam grozi bez dość poważnej korekty politycznej i systemowej.
Zapoznałem się niedawno z obszernymi artykułami Marcina Malinowskiego „Liczby nie kłamią” oraz „Odzyskać państwo”, opublikowanymi na łamach „Nowego Obywatela”. Problem z tego typu publikacjami jest następujący – zawierają zbyt wielką dawkę uszczegółowionej wiedzy, trudną do przełożenia na proste konstatacje i bardzo niewygodną dla mainstreamowej propagandy społeczno-gospodarczej. Ale to właśnie te „zakazane dane” realistycznie opisują procesy zachodzące od lat w naszym kraju. Inna rzecz, że nikt nie lubi złych wieści, a Malinowski podaje je niemal w pigułce.
Drenaż państwa
Jak brzmi jego diagnoza? „Można obecnie zaobserwować postępujące niedofinansowanie sfery socjalnej, fiskalne uprzywilejowanie elit finansowych, drenaż nieopodatkowanych zysków kapitałowych z Polski, nepotyzm w sferze instytucji państwowych niezdolnych do strategicznego i długoterminowego działania, lekceważenie społeczeństwa obywatelskiego, ogólny wzrost ubóstwa, niepewności jutra u zapewne ponad 50 proc. społeczeństwa i pełzający neokolonializm. Malejące zaufanie społeczne do państwa nie bierze się znikąd”.
Przyjrzyjmy się bliżej niektórym rzadziej dyskutowanym w Polsce wskaźnikom. Z opracowania danych statystycznych Eurostatu, Głównego Urzędu Statystycznego, Global Financial Integrity wynika, że średni wzrost PKB jest dziś w Polsce niższy zarówno od sumy dotacji netto z Unii Europejskiej, jak i od długu publicznego. W latach 2021–1027 zdecydowanemu zmniejszeniu ulegną wpływy z unijnych transferów. A wtedy może się okazać, że jedyną formą ucieczki do przodu – znów działającą na krótką metę – będzie wyprzedaż lasów, zasobów naturalnych (minerały, woda pitna, ziemia), a wreszcie wyprzedaż infrastruktury energetycznej i transportowej. Istnieje wiele dość silnych sygnałów, że te procesy już zachodzą i widać wyraźnie, że znajdziemy wielu ich zwolenników wśród klasy politycznej. W ciągu kilku dekad takie zjawiska mogą zakończyć się gospodarczą neutralizacją Polski nawet jako słabego gracza na geoekonomicznej scenie.
Zapaść w rozwoju
Z danych Banku Światowego i Eurostatu wynika również, że udział polskich pensji w PKB to tylko 35,6 proc. Dla przykładu, w Niemczech ten wskaźnik wynosi 51 proc. Polska ma też niski wskaźnik zatrudnionych w całej populacji – tylko 51 proc., gdy dla Niemiec jest to 57 proc., dla Danii – 58 proc., a dla Czech – 55 proc. Do myślenia dają też procentowe dane dotyczące udziału kapitału zagranicznego w dziesięciu największych bankach. W naszym kraju to aż 60 proc., gdy w Niemczech tylko 5 proc., a w Danii 10 proc. O słabym stanie innowacyjności naszej gospodarki świadczy między innymi fakt, że eksport zaawansowanych technologii (jako procent całego eksportu produktów) to w polskich realiach tylko 7 proc., gdy w Niemczech i Czechach to aż 16 proc. Wiąże się to z innym problemem. Otóż Polska na badania i rozwój technologiczny wydaje zdecydowanie niższe kwoty niż inne państwa. A to z kolei ściśle skorelowane jest z brakiem własnej przemyślanej polityki przemysłowej, którą zarzucono już na początku lat 90. XX w. Kapitał technologiczny to w naszym kraju na ogół zagraniczne montownie, a nie własny strategiczny wysiłek państwa.
Polska w wielu obszarach rozwija się w sposób typowy dla kraju eksploatowanego. Oczywiście, nie jest to diagnoza dzisiaj nieznana. Zwykle jednak znacznie gorzej jest z próbą przedstawienia antidotum na taką sytuację. Badacz przedstawia kilka wniosków-rekomendacji, ale jak zauważa, trudność polega przede wszystkim na tym, że próby wyprowadzenia Polski z kolein obecnego modelu społeczno-gospodarczego spotkałyby się z bardzo dużym oporem ze strony naszej nielicznej i wpływowej oligarchii („superbogaczy” wedle jego terminologii) oraz „szeroko pojętej zagranicy”. Dlaczego? Ponieważ to im właśnie służy drenaż naszego państwa z zasobów za sprawą niekorzystnego dla ogółu obywateli systemu podatkowego, możliwości unikania płacenia podatku od zysków kapitałowych, nielegalnych wypływów kapitałowych oraz wysokich odsetek od długu publicznego. W dodatku, uszczelnianie systemu podatkowego zajęłoby w najlepszym razie kilka lat, a zapoczątkowane dzięki niemu oddłużanie państwa zajęłoby dwie, trzy dekady. Niestety, rzadko kto w Polsce myśli w tak długoterminowych kategoriach.
Zaprzedane elity
Warto sobie uświadomić, że już obecnie część klasy politycznej oraz mainstreamowe media starają się zdeprecjonować wszelką myśl o sanacji Polski. To naprawdę pouczające doświadczenie obserwować, jak licznym i wpływowym siłom zależy na tym, by nic się u nas nie zmieniło. Jak zauważa Malinowski: „już teraz, kiedy się mówi o podatku obrotowym dla dużych sieci handlowych oszukujących na podatku CIT, o przewalutowaniu kredytów we frankach czy o kwestii wzmocnienia konstytucyjnej ochrony lasów państwowych”, odpowiedzią są jednostronne artykuły w mediach, nagłaśnianie odpowiednich opinii ekspertów związanych z zagranicznym kapitałem, groźby międzynarodowego arbitrażu i zwalczanie sił politycznych, które w ogóle ośmielają się mówić o negatywnych zjawiskach kształtujących naszą rzeczywistość.
Często zwracam uwagę, że drobne przykłady są najlepszą ilustracją rodzimych bolączek. Ostatnie dni przyniosły kolejny „drobiazg”. Otóż byli pracownicy spółki Alpine Construction Polska, która wchodziła w skład konsorcjum budującego Stadion Narodowy w Warszawie, wystosowali list otwarty do premier Ewy Kopacz. Okazuje się, że najprawdopodobniej ponad 150 z nich wciąż nie otrzymało zaległych wynagrodzeń, w dodatku spółka nie odprowadziła składek do ZUS-u i zaliczek na poczet podatków.
Warto zacytować fragmenty listu oszukanych pracowników do premier Kopacz: „Stadion Narodowy był wizytówką Polski podczas realizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r. i wówczas cieszył się wielką atencją zarówno władz państwa polskiego, jak i mediów. Niestety wraz z zakończeniem tej międzynarodowej imprezy zakończyło się zainteresowanie także naszym losem, losem pracowników, którzy de facto wybudowali ten stadion i bez których zaangażowania terminowe ukończenie inwestycji nie byłoby możliwe. Apelujemy, by państwo polskie w pierwszej kolejności zadbało i ochroniło nas, obywateli tego kraju, a nie międzynarodowe spółki, które, jak można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, otrzymane w ramach ugody pieniądze wyprowadzą za granicę, nie regulując swoich należności wobec nas – polskich pracowników, polskich kontrahentów oraz Skarbu Państwa”.
Ten przykład pokazuje jak na dłoni to, jak wygląda nasz fasadowy rozwój. Niestety, zza fasady – co wygodne dla rządzących – nie widać bardzo wielu ludzi, którzy zostali oszukani, ani tych zdecydowanie mniej licznych, którzy na tym dobrze zarabiają. Wielkie statystyki i drobne sprawy potwierdzają to samo – wciąż kumulują się negatywne zjawiska związane z polskim modelem transformacji. W dodatku, gdy przyjrzeć się bliżej takim formacjom jak Nowoczesna Ryszarda Petru, to widać, że szalupy ratunkowe już podpłynęły na ratunek tonącej Platformie Obywatelskiej. Będzie lepiej dla większości Polaków, jeśli ich misja zakończy się fiaskiem.