Narodowa terapia
Na spotkaniu z czytelnikami, na które zaprosił mnie poseł Maks Kraczkowski, miałem opowiadać o problemach mediów.
Widzą to też wyborcy PO, a jednak ponad połowa z nich ciągle chce głosować na tę partię. Co ich trzyma przy tej ekipie? Strach przed PiS dawno przestał być główną motywacją. To coś zupełnie innego. Chodzi o pewien rodzaj chorego związku przypominający relacje tyranizującego kobietę męża z jego żoną. Istotą takiego związku wcale nie jest przemoc, ale ograniczenie dostępu do informacji, pozbawienie perspektywy, która może skłonić ofiarę do zmiany życia. Pierwszym działaniem terapeuty w takim związku jest właśnie pokazanie, że inne życie jest możliwe. Tego najbardziej boją się rządzący. Dla ich elektoratu w pewnym momencie możemy stać się takim terapeutą. To wyrzuci cały układ na polityczny śmietnik. Oczywiście wolne media spełniają też bardzo istotną rolę integrującą w elektoracie opozycji. Jeżeli mądrze się zachowują, trudno ją rozbić czy zmanipulować.
Nasze problemy będą więc narastać do wyborów. Nie wolno dać się złamać. Publikujemy nazwiska klubowiczów, którzy startują do parlamentu. To takie nasze drobne podziękowanie za pracę „terapeutyczną”. Wśród kandydatów jest wielu naszych publicystów. Pozwolę sobie zauważyć dwóch z nich. Krzysztof Czabański, który startuje z Torunia, miał odwagę zatrudniać dziennikarzy „Gazety Polskiej” w Polskim Radiu, i Marcin Gugulski, mój pierwszy nauczyciel dziennikarstwa, jeszcze w podziemiu. Startuje z Warszawy. Będziemy starali się zaprezentować różnych ludzi, którzy są naprawdę wartościowi. Najważniejsze jednak jest to, by to Państwo potrafili ich zauważyć.