Referendum „Puknij się pan w czoło”
Podobno w najbliższych dniach odbywa się jakieś referendum zarządzone przez byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Pytanie o jednomandatowe okręgi wyborcze jest dużo bardziej fascynujące. Oczywiście istnienie takiego systemu wyborczego odbiera liderom partii dysponowanie prawem życia i śmierci w polityce. Tylko że w nowym systemie, zamiast pięciu partii, do sejmu dostaną się dwie, trzy i raczej żaden poseł spoza partyjnych list. Ostatecznie więc będzie to system, w którym przynajmniej jedna trzecia głosujących nie znajdzie swojej reprezentacji. Nie chcę się wdawać w szczegóły tej dyskusji, ale Polska po wprowadzeniu JOW-ów nie stanie się bardziej obywatelska. Manipulując wielkością okręgów (JOW-ów), można nawet zrobić tak, że partia, która przegra wybory, będzie miała więcej mandatów. Zarówno system proporcjonalny, jak i JOW-owy mają poważne wady i zalety. Może należy wprowadzić system mieszany, żeby je trochę zniwelować?
Żeby nie było wątpliwości, jestem wielkim zwolennikiem referendów i demokracji bezpośredniej. Bardzo bym chciał kilka istotnych spraw na tej drodze załatwić. Jednak referendum Komorowskiego sensu żadnego nie ma.
W propagowanie tego referendum zaangażował się Paweł Kukiz. Pewnie nie potrafił się wyplątać z pułapki zastawionej przez byłego prezydenta. Tylko że to jest jego problem. Ważnych spraw tak się nie załatwia. I nie chodzi tu o obrazę, tzn. o to, że znieważył moją najbliższą współpracowniczkę i przyjaciółkę Kasię Hejke. Z tego powodu nie będę mu podawał ręki, dopóki nie zachowa się jak mężczyzna. W polityce nie ma obrazy. Jest za to ocena zdolności politycznych. I prawdę mówiąc, Paweł Kukiz zachowując się tak, jak się zachowuje, pokazał, że tych zdolności raczej nie ma.