Uśmiech piromana
Dawno nie byłem tak wściekły jak wtedy, gdy widziałem debilny uśmiech ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny cieszącego się, że prezydent Petro Poroszenko odciął się od pomysłu poszer
Reakcja Poroszenki wymuszona przez niemiecką dyplomację była niezwykle szkodliwa dla stosunków polsko‑ukraińskich i szans tego kraju na pozyskanie realnej pomocy Zachodu. Niemniej wynikała z realnej oceny sytuacji. Poroszenko nie ma żadnych partnerów w Europie poza Niemcami. Polska polityka, aktywna w sprawie Ukrainy jeszcze dwa lata temu, w kluczowym momencie, kiedy doszło do inwazji na Krym, przestała tam istnieć. Stało się tak mimo atrakcyjnej oferty Waszyngtonu złożonej przez prezydenta Baracka Obamę w czerwcu zeszłego roku, dotyczącej reprezentowania interesów regionów i w jakiejś mierze interesów samych USA na Ukrainie. Polska tę ofertę odrzuciła. Porzuceni Ukraińcy postawili na jedynego realnego partnera – Berlin. To oczywista klęska polskiej dyplomacji wywołana rządami PO. Radość ministra Schetyny to radość piromana, który spalił własną chałupę.