Wspólnota i nadzieja
Wbrew temu, co zapowiadają przeciwnicy Andrzeja Dudy rozczarowani wyborczą porażką Bronisława Komorowskiego, nowa prezydentura będzie próbą odbudowania polskiej wspólnoty.
Fobie antyprezydenckie w obozie przegranych już dają o sobie znać. A to przecież dopiero początek. Magdalena Środa w pamflecie opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” w przeddzień objęcia urzędu przez nowego prezydenta zapowiada państwo „wyznaniowe, prawicowe, hierarchiczne, symboliczne”. W jej wizji, która o wiele więcej mówi o strachach autorki niż rzeczywistej treści deklaracji programowych Dudy, Polska zamieni się w martyrologiczny skansen: „pomniki, uroczystości ku czci, msze, marsze, święte obrazy, deklaracje wiary, patriotyczny szum medialny i uliczny”. Krótki felieton wojującej od lat z prawicą liberalnej feministki uświadomił mi po raz kolejny, jak bardzo oderwana od polskich realiów jest mainstreamowa część nadwiślańskich elit. I dlaczego oni nigdy nie uczą się na swoich błędach.
Czytelny program
Magdalena Środa, gdyby tylko wykazała odrobinę dobrej woli, mogłaby wysłuchać ze zrozumieniem, co Andrzej Duda miał do powiedzenia o swojej przyszłej prezydenturze jeszcze przed zaprzysiężeniem. Intelektualne lenistwo i zacietrzewienie pewnie jej na to nie pozwalały. A szkoda. Zauważyłaby, że zwycięstwo Dudzie dały nie pompatyczne hasła, ale czytelny program skierowany do zwykłych Polaków. W znacznej mierze właśnie do tych, którzy martwili się o swoją i swoich bliskich przyszłość w III RP i którym Bronisław Komorowski kazał „zmieniać pracę i wziąć kredyt”.
Nie wiem, czy w czwartek, w dniu zaprzysiężenia, prof. Środa znalazła dość sił, by wysłuchać orędzia nowego prezydenta, czy skupiła się na fatalistycznych wizjach, jakie podsuwa jej rozgorączkowana wyobraźnia. Jeśli jednak publicystce „Gazety Wyborczej” udało się nawiązać kontakt z rzeczywistością, może usłyszała, o czym mówił prezydent Duda wczoraj w Sejmie. A były to zdania bardzo konkretne, co docenił nawet Aleksander Kwaśniewski, którego trudno podejrzewać o zbytek sympatii do nowej głowy państwa.
Odbudowa solidarności Polaków
Przyjrzyjmy się pokrótce prezydenckiemu orędziu. Duda zapowiada prezydenturę z misją: chce współuczestniczyć w odbudowaniu polskiej wspólnoty. Nie bez powodu padły odwołania do lat 80., czyli czasu pierwszej Solidarności. Tamtej wspólnocie kręgosłup przetrącił stan wojenny, a później dobiła ją – powiedzmy to sobie jasno – szokowa terapia Leszka Balcerowicza. Atomizacja społeczna, podział na uprzywilejowaną mniejszość i pozostawioną sobie większość stały się istotnym elementem krajobrazu III RP. Nie umiem odczytać słów prezydenta inaczej niż jako zachęty do odbudowy solidaryzmu społecznego. A równocześnie Duda podkreślił wagę szacunku dla ludzi o innych poglądach: „Mówię do ludzi wierzących i niewierzących. Abyśmy umieli się szanować nawzajem. Chciałbym, abyśmy budowali wzajemny szacunek”. Jeśli ponownie odwołać się do doświadczenia pierwszej Solidarności, to jasne jest, że nie tworzyli jej ludzie o identycznych opiniach na wszystkie sprawy, zarówno w wymiarze obyczajowym, społecznym, gospodarczym, jak i religijnym. I to wciąż może być punkt odniesienia dla naszej współczesnej sytuacji. Pytanie, czy słowa prezydenta zostaną docenione także przez tych, którzy na co dzień podnoszą sztandary tolerancji...
Zrównoważony rozwój
Punktem wyjścia dla prezydenta była szersza wizja społeczna i narodowa wraz z konkretnym historycznym odwołaniem do najnowszych dziejów Polski. Ale Duda szybko przeszedł do określenia priorytetów ustawodawczych i konkretnych zamierzeń. Potwierdził, że skupi się na prawie dotyczącym systemu emerytalnego i podwyższenia kwoty wolnej od podatku. To ważne wątki i współbrzmią z treścią opublikowanego kilka dni wcześniej „Specjalnego listu prezydenta Andrzeja Dudy do czytelników »Gazety Polskiej«”. W tym krótkim tekście prezydent zwraca uwagę, że rozwarstwienie społeczeństwa gwałtownie pogłębiło się w ostatnich latach. I zapowiada: „polityka, którą będę prowadził, będzie opierała się na zasadzie zrównoważonego rozwoju”.
Nic też dziwnego, że w czasie orędzia Duda zwrócił uwagę na te bolesne sprawy dotyczące społeczeństwa, o których wolałby nie wiedzieć obóz Platformy Obywatelskiej, ponieważ jest wprost za nie odpowiedzialny. Wskazał choćby na kryzys służby zdrowia, codzienny, niski i bardzo niski poziom życia wielu polskich rodzin. Mówił też o niedożywieniu wśród dzieci, szczególnie na wsi. Jak bardzo było to nie w smak posłom PO, pokazała ich żenująca reakcja, czyli buczenie z ław sejmowych. Stracili dobrą okazję, by milczeć, ale postanowili przypomnieć publicznie, dlaczego wyborcy mają ich już dość. Uwaga na marginesie: gdyby wielkomiejska lewica, za której reprezentantkę ma się także pani Środa, więcej mówiła o sprawach społecznych, które poruszył w orędziu prezydent Duda, a zdecydowanie mniej o swoich licznych fobiach, może nie musiałaby tak się dziwić, że jest odrzucona przez ogół wyborców.
Wspólnota Polaków z całego świata
Istotnym elementem orędzia były wątki związane z polityką zagraniczną, efektywnością naszej obronności i zależnościami, jakie w tym względzie wiążą nas z NATO. Zwrócę uwagę na wątek, który bardzo mocno wiąże się z odbudową wspólnoty polskiej, czyli wzmocnieniem instytucjonalnych relacji państwa polskiego z Polonią. Prezydent Duda z jednej strony zwrócił uwagę na Polaków na Wschodzie – społeczność często biedną, nierzadko straszliwie pokrzywdzoną przez wydarzenia historyczne, często bez żadnej siły przebicia, niejednokrotnie lekceważoną przez III RP, jak lekceważy się ubogich krewnych. A równocześnie zwrócił uwagę na liczną, wciąż rosnącą rzeszę emigrantów zarobkowych. Podkreślał, że wspólną sprawą Polaków, wyzwaniem dla państwa polskiego są wyjeżdżający za chlebem i godnym życiem młodzi ludzie. Stąd w ramach Kancelarii Prezydenta ma powstać biuro ds. Polonii i Polaków za granicą.
Obietnice, że głowa państwa chce być „prezydentem wszystkich Polaków” już słyszeliśmy. I niewiele z nich praktycznie wychodziło. Przeciwnie: budziły gorzkie rozczarowanie. Nowy prezydent Andrzej Duda stawia sobie i swojemu zapleczu skromniejszy cel: chce współtworzyć polską wspólnotę, chce pomagać w jej reintegracji, pokazuje metody i narzędzia, które mają temu służyć. Jego orędzie pokazało troskę o sprawę polską, o dobrostan licznych grup społecznych, a nie „bogoojczyźniane fajerwerki”, których tak obawiają się przeciwnicy Dudy. Jako zdeklarowany socjaldemokrata w kwestiach społeczno-gospodarczych patrzę z nadzieją na tę prezydenturę, choć nie mam wątpliwości, że nowy prezydent jest człowiekiem centroprawicy. Ważne jest jednak to, że widzi on Polskę znacznie szerzej niż zza salonowych wygodnych foteli.