Sztabowcy Bronisława Komorowskiego zrezygnowali z tego wyścigu szybko – wiedząc, że poniosą klęskę, bo Polacy wcale masowo nie składali podpisów pod jego kandydaturą. Złożyli ich raptem 250 tys. – musiało im iść jak po grudzie. Być może mści się na Platformie pogarda dla tych wszystkich Polaków, którzy swoimi podpisami popierali kolejne projekty obywatelskie – o referendum na temat emerytur, zebranych przez Solidarność, przeciw prywatyzacji lasów czy pod kolejnymi projektami w obronie sześciolatków wysyłanych przez obecny rząd i prezydenta przymusowo do szkoły. Projekty, które czasem mimo milionowego poparcia były przez PO-PSL bez żadnej pracy nad nimi wyrzucane do kosza. Ten milion sześćset tysięcy podpisów to także sygnał mobilizacji wyborców opozycji – jak w 2010 r., a gdyby mierzyć zebranymi podpisami, to nawet większej. Wtedy bardzo niewiele zabrakło do zwycięstwa. Teraz może się udać.
Mobilizacja da wygraną
Wprawdzie termin składania podpisów przez komitety wyborcze kandydatów na prezydenta mija dopiero jutro, to jednak można już z całą pewnością powiedzieć, że nikomu nie udało się zebrać ty
Sztabowcy Bronisława Komorowskiego zrezygnowali z tego wyścigu szybko – wiedząc, że poniosą klęskę, bo Polacy wcale masowo nie składali podpisów pod jego kandydaturą. Złożyli ich raptem 250 tys. – musiało im iść jak po grudzie. Być może mści się na Platformie pogarda dla tych wszystkich Polaków, którzy swoimi podpisami popierali kolejne projekty obywatelskie – o referendum na temat emerytur, zebranych przez Solidarność, przeciw prywatyzacji lasów czy pod kolejnymi projektami w obronie sześciolatków wysyłanych przez obecny rząd i prezydenta przymusowo do szkoły. Projekty, które czasem mimo milionowego poparcia były przez PO-PSL bez żadnej pracy nad nimi wyrzucane do kosza. Ten milion sześćset tysięcy podpisów to także sygnał mobilizacji wyborców opozycji – jak w 2010 r., a gdyby mierzyć zebranymi podpisami, to nawet większej. Wtedy bardzo niewiele zabrakło do zwycięstwa. Teraz może się udać.