Rynek wyzysku – część systemu Tuska
Jednym z najlepszych obecnie w Polsce biznesów, który prężnie rozwinął się w ciągu lat rządów Donalda Tuska, są agencje pracy tymczasowej.
Dane mówią za siebie: agencje pracy tymczasowej zrzeszone w Polskim Forum HR w II kwartale 2014 r. osiągnęły przychody wyższe o 26 proc. w porównaniu z II kwartałem 2013 r. A w II kwartale br. o ok. 9 proc. wzrosła liczba Polaków często zmuszonych do korzystania z ich usług. Ta tendencja wzrasta wyraźnie od lat. Z raportu „Rynek agencji zatrudnienia w 2011 roku” wynikało, że w 2011 r. w porównaniu do 2010 r. o 39 proc. wzrosła liczba pracodawców korzystających z usług agencji pracy tymczasowej. Z kolei w tym samym 2011 r. w ramach tego rodzaju podmiotów zgrupowanych w PF HR pracę świadczyło 199 tys. osób, czyli o ponad 21 proc. więcej niż rok wcześniej.
Nowoczesne niewolnictwo
Z całą świadomością wspomniałem wyżej o pracownikach zmuszanych do skorzystania z usług agencji zatrudnienia, gdyż poszczególne branże przyjęły w tym względzie bardzo dogodną dla siebie praktykę. I są to nie tylko hipermarkety, zwykle kojarzone z tego typu postępowaniem. Jak się okazuje, największe zatrudnienie pracowników tymczasowych, wyliczane na podstawie wartości umów pośredników z firmami danej branży, występuje w sektorze motoryzacyjnym, na który przypada 23 proc. obrotów. Ponad 13 proc. obrotów generuje przemysł maszynowy, elektryczny i paliwowy; branża spożywcza to ponad 10 proc. wszystkich zamówień na pracowników tymczasowych zatrudnionych za pośrednictwem agencji. Kolejne miejsca należą do przemysłu lekkiego, produkującego AGD oraz telekomunikacji i transportu.
Jak wygląda procedura? Otóż firmy zwalniają ludzi z etatów, a następnie przyjmują ich do pracy za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. Tyle że na umowy krótkoterminowe i oczywiście za niższe wynagrodzenie. A dodajmy do tego, że w Polsce większość wymienionych sektorów gospodarczych (od sieci handlowych po motoryzację) należy zwykle do zagranicznych podmiotów, które i tak nierzadko korzystają z ulg inwestycyjnych i podatkowych, a swoje zyski w większości transferują za granicę. Pokazuje to, łącznie z kwestią opisywanego tutaj oszczędzania na polskich pracownikach, skalę nowej kolonizacji naszej rzeczywistości społeczno-gospodarczej.
Triki wyzyskiwaczy
Tego rodzaju forma jawnego wyzysku przeciąga się na lata, choć zgodnie z prawem zatrudnieni nie powinni pracować w ten sposób dłużej niż półtora roku. Ale pracodawcy mają na to swoje sposoby, np. przed upływem ustawowych 18 miesięcy agencje przekazują sobie pracowników (jedynie formalnie, gdyż ich miejsce pracy się nie zmienia). I tak na papierze człowiek przechodzi do innej agencji tymczasowej, ale realnie wciąż pracuje za niższą stawkę w tym samym hipermarkecie.
Tymczasem system jest tak skonstruowany, że Państwowa Inspekcja Pracy jest bardzo często bezradna wobec zachodzących nadużyć, jakich dopuszczają się podmioty korzystające z usług agencji pracy tymczasowej i one same, grając na obopólną korzyść kosztem pracownika. I choć PIP stwierdza liczne nieprawidłowości, nie dysponuje żadnymi realnymi narzędziami zmiany sytuacji. A jaskrawość problemu dobrze oddaje znów statystyka: w 2013 r. pośród 349 agencji i firm korzystającym z ich usług, zatrudniających łącznie blisko 30 tys. osób, nadużycia stwierdzono w dwóch trzecich. Tyle że maksymalny mandat za powtarzające się regularnie łamanie prawa pracy wynosi... 5 tys. zł. Zyski i straty łatwo skalkulować.
Wolna amerykanka
Obecna sytuacja wiąże się nie tylko z tym, że rząd wciąż utrzymuje tzw. pakiet kryzysowy, czyli choćby przepisy o elastycznym czasie pracy, które pomagają na przykład znacznie mniej płacić za nadgodziny. Otóż w kwestii prawa obowiązującego agencje zatrudnienia rząd poszedł dalej. Przyznała to niedawno na łamach portalu Natemat.pl (który trudno uznać za antyrządowy) Alicja Szepietowska, pełnomocnik zarządu Polskiego Forum HR.
Przykładowo, zniesiono gwarancje finansowe, co sprawia, że agencję może założyć każdy, nawet jeśli nie ma kapitału gwarantującego wypłaty pensji. Stąd choćby medialne informacje o agencjach zatrudnienia niewypłacających pensji. Ponadto znacznie obniżono różne wymogi formalne dotyczące samych agencji i panujących w nich standardów.
Ewidentnie widać, że z premedytacją tworzy się segment rynku nastawiony na jak najszerszą eksploatację polskich pracowników i bardzo słabo kontrolowany, gdyż jak przyznaje Szepietowska, „agencje są co prawda kontrolowane przez Państwową Inspekcję Pracy, jednak najczęściej kontroli podlegają duże i średnie podmioty, a nasz polski rynek jest bardzo rozdrobniony”.
Nic też dziwnego, że hossa na „rynku wyzysku” trwa w najlepsze. Potwierdza to jeszcze inna statystyka. Otóż w 2010 r. według danych Departamentu Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w Polsce zarejestrowanych było 2998 agencji zatrudnienia (pracy tymczasowej). Na początku 2012 r. już 3537. A obecnie? Pod koniec maja tego roku na naszym rynku działało już 4814 takich firm.
Wiecznie tymczasowi
Interesujące jest jeszcze jedno. Otóż – także dzięki rynkowi wyzysku rozwijanemu przez agencje pracy tymczasowej – polski wzrost gospodarczy wciąż jest oparty na jak najtańszej sile roboczej. Wyciskanie Polaków jak cytryny trwa w najlepsze. Jesteśmy w tym względzie międzynarodowym liderem. Europejska Konfederacja Prywatnych Agencji Zatrudnienia (Eurociett) podaje, że w Polsce wystąpił zdecydowanie największy w skali badanych krajów wzrost obrotów agencji zatrudnienia z tytułu pracy tymczasowej. Rokrocznie wynosi on 21 proc. Za nami jest Dania, ale tam pracownicy są na różne sposoby, prawnie i socjalnie zabezpieczeni z tytułu utraty pracy. Z kolei w innych europejskich państwach wspomniany wzrost obrotów agencji pracy tymczasowej wynosił zaledwie kilka procent. Dane Eurociett wskazują także, że mamy jeden z najmniej stabilnych w skali Europy rynków pracy. A wciąż przekonuje się Polaków, że muszą być jeszcze bardziej elastyczni. Ale ta gimnastyka skończy się dla naszego społeczeństwa naprawdę źle.
Ekipa rządowa Platformy Obywatelskiej, mocno dbając o swój marketingowy wizerunek dobrego gospodarza „zielonej wyspy”, chętnie zapomniała o jednym fakcie. Otóż to wszystko działo się i siłą rozpędu wciąż będzie się działo kosztem coraz liczniejszych Polaków, „wiecznie tymczasowo” harujących na to, żeby (niedawny) premier Tusk mógł w kolejnych latach brylować choćby na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Ale czego spodziewać się po polityku, który przehandlował prawa polskich emigrantów zarobkowych w Wielkiej Brytanii w zamian za korzystną unijną synekurę? A salon medialno-polityczny bije mu i tak gorące brawa, bo przecież co oznaczają dla tej „elity” zwykli Polacy, których tak często to właśnie beznadzieja wygnała z kraju. Widać zatem wyraźnie, pod wieloma względami, że rynek wyzysku polskiego pracownika był istotnym elementem metod zarządzania Polską przez wciąż rządzące ugrupowanie. Czy aby nie to czyni z Tuska „męża stanu” w oczach liderów silniejszych od nas państw, które żyją także z polskiej taniej siły roboczej?