Żelazna reguła III RP
W ujawnionych taśmach symptomatyczna jest obawa Sienkiewicza, że wyborcy mogą zachować się nieprawidłowo i władza może dostać się w niepowołane ręce.
Oburzenie, szok, niedowierzanie! Czy nie tak powinna wyglądać naturalna reakcja obywateli normalnego kraju na ujawnienie afery taśmowej? Jeśli Polacy jeszcze nie wychodzą masowo na ulicę, by zmusić władzę do ustąpienia, to dlatego, że w ujawnionych rozmowach odczytali dobrze im znany kod – żelazną regułę III RP. Przecież podobne konszachty obserwujemy od lat. Strony, które zasiadły do stołu, i istota ujawnionych rozmów to nic innego jak powtórzenie reguły Magdalenki, na której ufundowana została III RP.
Kim są rozmówcy ujawnionych nagrań? Po jednej stronie Bartłomiej Sienkiewicz – przedstawiciel obozu tzw. rozsądnej antykomunistycznej opozycji, po drugiej Marek Belka i Sławomir Cytrycki, przedstawiciele PZPR z bezpieczniackim zabarwieniem. A co jest istotą spotkania? Według mnie, w wyznaniu Bartłomieja Sienkiewicza najważniejsze jest stwierdzenie, że wyborcy mogą zachować się nieprawidłowo i zagłosować tak, że władza dostanie się w niepowołane ręce. Ostrzeżeniem jest sondaż CBOS, który pokazuje dynamicznie rosnące poparcie dla „niewłaściwej” partii, czyli PiS.
Dokładnie 25 lat temu te same strony kontraktu, podczas spotkania komisji porozumiewawczej po 4 czerwca 1989 r., prowadziły bardzo podobne rozmowy. Z jednej strony przedstawiciele „rozsądnej” opozycji, czyli Lech Wałęsa i Bronisław Geremek, z drugiej bezpieka i PZPR: Czesław Kiszczak i Stanisław Ciosek. Lech Wałęsa przyznał, że społeczeństwo 4 czerwca popełniło „błąd” – że zachowało się nieprawidłowo. Na czym polegał ów błąd Polaków? Na odrzuceniu listy krajowej. Dlatego Bronisław Geremek ostrzegał, że „wynik wyborów rozbudził aspiracje społeczne, które niekiedy przekraczają granice realizmu politycznego”. Jak wiemy, te rozbudzone aspiracje zostały szybko skorygowane. W drugiej turze wyborów zmieniono ordynację tak, by do Sejmu dostała się ustalona wcześniej odpowiednia liczba komunistów.
W lipcu 2002 r. te same strony kontraktu znowu toczą podobne negocjacje. Z jednej strony przedstawiciel „rozsądnej” opozycji – Adam Michnik, z drugiej przedstawiciel strony postkomunistycznej i bezpieczniackiej – Lew Rywin. Istotą rozmów jest taki podział wpływów w mediach, aby te nigdy nie dostały się w niepowołane ręce. Rozmówcy doskonale wiedzą, że kluczem do utrzymania władzy jest zachowanie monopolu w środkach społecznej komunikacji. Media bowiem, gdy dostaną się w niepowołane ręce, mogą rozbudzić „aspiracje społeczne”, które „przekroczą granice realizmu politycznego”.