Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Wołodźko,
26.03.2014 13:41

Bezsilni kontra system: 1:0

Sejmowy protest opiekunów osób niepełnosprawnych jest najważniejszym w tym roku wydarzeniem dotyczącym samej Polski.

Sejmowy protest opiekunów osób niepełnosprawnych jest najważniejszym w tym roku wydarzeniem dotyczącym samej Polski. I jak w szkle powiększającym pokazuje blaski i cienie naszego życia społecznego i politycznego. Na szczęście zza fasady reglamentowanej i nadzorowanej demokracji à la III RP wciąż widać żywego człowieka.

Parafrazując znane powiedzenie Marksa: opiekunowie osób niepełnosprawnych nie mieli do stracenia nic oprócz upokorzenia. Dlatego wykazali się tak wielką determinacją w konfrontacji z premierem i pozostałymi prominentnymi politykami Platformy Obywatelskiej. Nie chcieli gładkich słów i kolejnych niespełnianych obietnic. Swoją twardą postawą udowodnili, że można wyjść z cienia i mocno postawić się władzy. Bo przecież jeszcze kilka miesięcy temu ich długotrwałe protesty nie były znane szerszej opinii publicznej, a rząd konsekwentnie lekceważył ich racje. Media głównego nurtu nie interesowały się tematem. Sytuacją opiekunów osób niepełnosprawnych zajmowały się nieliczne środowiska lewicy społecznej, na czele z „Nowym Obywatelem”, artykuły poświęcał im „Dziennik Trybuna”, ale także „Gazeta Polska Codziennie”. Z pozoru nic nie zapowiadało zmiany. A jednak przyszedł czas i na nią.

Ożywczy gniew

Myślę, że można tu mówić o efekcie kuli śniegowej. Media społecznościowe coraz bardziej zapełniały się tą tematyką. Opiekunowie osób niepełnosprawnych nie mieli za sobą wsparcia agencji marketingowych, specjalistów od public relations. Do świata postpolitycznej wzajemnej adoracji, uprawianej przez władzę i media głównego nurtu zaczął jednak przenikać ich gniew, rozpaczliwa konsekwencja, niekiedy też wściekłość ludzi, których nikt nie chciał traktować serio. Zdeklarowanie bezpartyjni opiekunowie niepełnosprawnych reprezentowali po prostu siebie, swoje problemy, obawy, krzywdę swoich dzieci. Nie dali się nabrać na plewy – skrupulatnie przypominali ministrom rządu Tuska niespełnione obietnice. Trzymali się także z daleka od parlamentarnej lewicy, bo dobrze pamiętali z własnego doświadczenia, że prędzej im zaszkodzi niż pomoże. Stworzyli oddolny, efektywny ruch społecznego sprzeciwu. Ludzie z całej Polski, z miasteczek i miast (z pozoru sobie obcy i oddaleni od siebie) skoncentrowani na jednym celu zdecydowali się na coś w rodzaju „wojny partyzanckiej” z politycznym establishmentem.

Siła bezsilnych

Im dłużej trwał protest, którego nie udało się uspokoić oddelegowanym urzędnikom państwowym, tym większa była konsternacja władzy. Tym bardziej że reprezentanci premiera, na czele z Ewą Kopacz, ministrami Bartoszem Arłukowiczem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, mieli do zaoferowania tylko kłamstewka i przeciąganie sprawy w nieskończoność. Ale kolejne lata traconych złudzeń pozbawiły opiekunów osób niepełnosprawnych nawet krztyny naiwności. Z miesiąca na miesiąc rosło też zainteresowanie nimi dziennikarzy. Istotny był tu również odpowiedni moment, czyli stopniowo narastające zmęczenie władzą Platformy także ze strony opiniotwórczych środowisk, które wcześniej dawały tej ekipie niemal bezwarunkowe wsparcie.

Fakt, że Tomasz Lis, którego trudno uznać za adwersarza premiera Tuska, zdecydował się zaprosić opiekunów osób niepełnosprawnych do swojego programu, nie był tu bez znaczenia. Protest stawał się coraz poważniejszym wizerunkowym problemem dla rządzących. Sondażowe słupki poparcia i tak już zaczęły mocno spadać. A tu jeszcze tak delikatna sprawa. Rząd, który akurat wziął kurs na „wrażliwość społeczną”, nie mógł sobie pozwolić na dalsze bagatelizowanie coraz silniejszego głosu słabych. Choć wyobrażam sobie, jaką wściekłość musi budzić w aroganckich reprezentantach politycznego establishmentu ten żywy dowód „siły bezsilnych”, by nawiązać do tytułu głośnej książki Václava Havla.

I stało się. Sejmowy protest opiekunów osób niepełnosprawnych toczy się na naszych oczach od wielu już dni. Premier Tusk postanowił wreszcie sam stanąć oko w oko z protestującymi. Poniósł kompletną klęskę: Polska zobaczyła człowieka, który i chciałby dobrze, i nie może. I boi się, że znów słupki poparcia polecą w dół. Nie pomógł szefowi rządu Adam Szejnfeld, skarżąc się opiekunom niepełnosprawnych, że i politycy nie mieli od dawna podwyżek. Arogancja i groteskowość tej wypowiedzi, rzuconej w stronę osób, które państwo skazało na życie z ochłapów opieki socjalnej, zrobiły wrażenie nawet na ludziach dalekich od prospołecznych sentymentów. W korytarzach sejmowych błąka się skonfundowany Stefan Niesiołowski: chciałby zakląć, zrugać pospólstwo, a nie może, najwyraźniej dyrektywy z góry są jednoznaczne: buzia na kłódkę. Nie wolno wysłać niepełnosprawnych dzieci na szczaw, trzeba udawać kulturalnego człowieka, choć – jak przyznał sam poseł – korci, by grubym słowem dać odpór warchołom, psującym nastrój samozadowolenia platformerskim decydentom.

Widok żywego człowieka

Ta historia to także opowieść o budzących politowanie i poczucie żenady obyczajach i standardach politycznego establishmentu. Krótki kurs tego, kto jest kim w III Rzeczypospolitej – także w kwestii elementarnej przyzwoitości. W imieniu Platformy Obywatelskiej podgryzaniem opiekunów osób niepełnosprawnych zajęła się Henryka Krzywonos, mainstreamowy autorytet w sprawach lewicowej wrażliwości. W studiu TVN24 zasugerowała, że obecny sejmowy protest rodziców jest inspirowany z zewnątrz, opiekunowie zostali zmanipulowani i „grają swoimi dziećmi”, w związku z czym ona nie może udzielić im wsparcia. Smutne, że osoba zasłużona dla pierwszej Solidarności robi wszystko, by rozmienić się na drobne, stając się tubą propagandową władzy. I szkoda, że nie rozumie dzisiejszej desperacji ludzi pokrzywdzonych, którzy walczą o elementarne prawa dla swoich podopiecznych. Widocznie zbyt wiele ją dziś dzieli od najlepszych dni własnej przeszłości.

Nie od rzeczy będzie tu dodać także Janusza Palikota, który zbeształ swoich politycznych podopiecznych, kandydatów w nadchodzących wyborach do europarlamentu, że nie wykorzystali szansy, jaką jest sejmowy protest opiekunów niepełnosprawnych. A przecież mogli – jak zasugerował – na ich akcji zrobić sobie i kampanię przedwyborczą, i karierę polityczną w kraju. Nie dziwi w tej sytuacji, że protestujący są tak krytyczni wobec polityków wszelkich ugrupowań i konsekwentnie prowadzą swoje działania, z całą świadomością odżegnując się od wszelkich prób jej upolitycznienia/upartyjnienia.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej