Zakazana litera
Może i niefortunnie się stało, że PiS nazwało akcję referendalną literką „W”.
To jednak jeszcze nic. Skoro „W” tak mocno kojarzy się z godziną wybuchu powstania, to z czym może kojarzyć się np. słowo „Warszawa”? Albo „Wiadomości TVP”? „wSieci”, „wPolityce”, „Wprost”? Nazwisko autora niniejszego felietonu też zaczyna się od zakazanej litery. Zaczyna robić się i niebezpiecznie, i straszno. Spin doktorzy kampanii referendalnej powinni więc w sposób jasny zripostować oburzonym salonowcom, że „W” oznacza... „Wyrzucenie” HGW. Pardon, HG.