Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Joanna Lichocka,
12.08.2013 07:13

Pisior jak solidaruch

Skandal z „pisiorem” w MSW sprawił, że osoba określona przez Tuska tym mianem - szef gabinetu politycznego ministra spraw wewnętrznych - może być spokojna o stanowisko. Teraz, dla zachowania pozorów, nikt go nie wyrzuci. Nagranie pokazało oczywistość

Skandal z „pisiorem” w MSW sprawił, że osoba określona przez Tuska tym mianem - szef gabinetu politycznego ministra spraw wewnętrznych - może być spokojna o stanowisko. Teraz, dla zachowania pozorów, nikt go nie wyrzuci. Nagranie pokazało oczywistość - że silna presja aparatu, by zatrudniać wyłącznie swoich, partyjnych i wycinać „pisiorów”, jest podzielana przez szefa rządu. Zdradza jednak, że chodzi nie tylko o zwykłe pilnowanie, by „nasi” dostawali stanowiska, bo to pewnie przypadłość aparatu każdej partii, gdy ona rządzi. Ale pogardliwe „pisior”, kpina z jego nazwiska, snute przez premiera skojarzenia ze światem przestępczym pokazują coś poważniejszego. Świadomie wprowadzoną przez liderów PO praktykę traktowania części społeczeństwa jako „obywateli drugiej kategorii”, niezasługujących nie tylko na pracę, ale i na szacunek. Pisiory, mohery, wzmożeni moralnie itp. - znamy te określenia wszyscy z wypowiedzi polityków i działaczy PO - to dzisiejsze odpowiedniki dawnego esbeckiego słówka „solidaruchy”. Język i metoda PO nie mają nic wspólnego z obywatelskością, wiele z dziedzictwem totalitarnym.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane