Obciach ma znaczenie
Rząd przyjął założenia budżetowe na przyszły rok. Teraz projekt ustawy trafi do sejmu. Od tego momentu ustawa w ciągu czterech miesięcy musi zostać uchwalona. Jeśli tak się nie stanie, prezydent będzie mógł rozwiązać sejm. Wygląda na to, że może to b
Oczywiście w ciągu kilku najbliższych miesięcy może wydarzyć się cud – trend się odwróci i PO znów zajmie miejsce partii cieszącej się największym poparciem. W polskiej polityce wiele rzeczy jest możliwych. Choć prawdopodobieństwo takiego obrotu sprawy to nie więcej niż 5 proc. Znacznie bardziej realistyczny jest scenariusz przeciwny – osuwania się PO w odmęty obciachu.
Koło kibla
Obciach to jedno z ważniejszych zjawisk w polityce – często kluczowe dla kształtowania nastrojów społecznych. Gdy jakaś partia staje się obciachowa, gdy „zabija się ją śmiechem”, to właściwie oznacza koniec jej marzeń o wielkości. Przełamanie raz uruchomionego procesu jest trudne – obciach rozlewa się szeroką falą na wiele dziedzin i sfer.
W ostatnich dniach przebojem portali społecznościowych stał się wpis na Twitterze i Facebooku polityka PO Adama Szejnfelda wysłany z zatłoczonego pociągu: „Stoję koło kibla w następnym składzie”. Wpis poprzedzały pełne zachwytu opisy wspaniałych dworców, które rzecz jasna zbudował lub wyremontował rząd PO. Ale zaraz potem polityk pożalił się, że uciekły mu dwa pociągi, na dworcu „zmarnował trzy godziny”, a skład, do którego wsiadł, był tak zatłoczony, że biedny musiał stać.
Obciachowe media
Nieoceniony w rozprzestrzenianiu się wrażenia obciachowości rządzącej ekipy jest w Polsce internet. Dziennikarze prorządowych stacji nie opowiadają co w Polsce dzieje się istotnego, ograniczają się do obsługi teatru politycznego. Nie zauważają ani skali zjawiska obciachu dotykającego partię, którą wspierają, ani obciachowości samych siebie. Jestem pewna, że Jarosławowi Kuźniarowi nie przychodzi do głowy, że staje się symbolem obciachowej, śniadaniowej propagandy, a Tomaszowi Lisowi – że stał się synonimem ośmieszającego serwilizmu wobec trzymających władzę.
Piarowska głupota
To oderwanie od rzeczywistości zarówno władzy, jak i wspierających ją mediów sprawia, że możemy w telewizji oglądać sceny, które przytomniejszym doradcom wizerunkowym powinny jeżyć włosy na głowie. Oto rzecznik rządu staje przed kamerami w sejmie i mówi, że „premier miał negatywny kontakt z piłką”, a stojący za kamerami dziennikarze z pełną powagą tę wypowiedź zamieszczają w serwisach informacyjnych. W samym środku potężnego kryzysu, jaki dotyka kraj i miliony Polaków, opowieść, że premier naharatał się w gałę tak, że będzie teraz kuśtykał (ale to nie Grzegorz Schetyna go kopnął) jest po prostu straszliwą piarowską głupotą.
Wyraźnie utykający przed kamerami premier będzie przez najbliższe dni przypominać owo haratanie w galę. Co więcej – widzom przypomni się także, że za wynajęcie boiska płaci pieniędzmi podatników. Za tym idzie oczywiście kolejne skojarzenie – o cygarach i winie kupowanych z pieniędzy publicznych dla polityków PO za – bagatela – 100 tys. zł. O garniturach od Armaniego za drobne 250 tys. zł. I o wydatkach w pewnego rodzaju lokalu go-go w wieczór wyborczy 2011 r.
Odwrócony trend
Być może im większa buta, tym potężniejsze odreagowanie oszukanych Polaków. Być może dlatego słupki sondaży tak gwałtownie umykają Platformie, że wcześniej tak bezczelnie przekonywała, iż „nie ma z kim przegrać” i… słała kierowców po cygara. Platformie zresztą szkodzi dziś niemal wszystko. Dymisja premiera Czech przypomina, jak nie podał się do dymisji Donald Tusk po aferze hazardowej. „Newsweek” pisze o wydatkach PO zapewne po to, by przygotować propagandowy grunt pod przeforsowanie w sejmie ustawy znoszącej finansowanie partii z budżetu, na czym chce wypłynąć Ruch Palikota. Ale uderza przy tym potężnie w partię Donalda Tuska. Choć Pluszak starał się i przy tej okazji zarobić punkty u premiera – tekst ozdobiony jest zdjęciem Grzegorza Schetyny i jego ludzi.
W tej sytuacji nie byłoby niczym dziwnym, gdyby PO dążyła do wcześniejszych wyborów. Jednak – przy braku zgody na nie PiS-u – jedynym niezbyt kosztownym politycznie sposobem na rozwiązanie sejmu jest nieuchwalenie budżetu państwa w terminie. Wtedy decyzja, czy doprowadzić do wcześniejszych wyborów, które mogą uratować resztki stanu posiadania PO pod przywództwem Donalda Tuska, będzie należeć do prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Jednak bez względu na tę decyzję Platformę czeka wyborczy egzamin w Warszawie. Referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz jest już przesądzone, jego wynik raczej także. Wiedzą to działacze PO i sączą do mediów nazwisko kandydatki PO na nową prezydent – ma nią być Małgorzata Kidawa-Błońska. Gdyby potwierdziły się informacje, że PiS chce wystawić do walki o fotel prezydenta Warszawy prof. Piotra Glińskiego, mielibyśmy do czynienia z ciekawym pojedynkiem. Prof. Gliński pomógł już raz PiS-owi obronić się przed budowaną przez propagandystów PO gębą obciachu. Szanse kandydatki PO obniży obciachowy wizerunek jej partii. Trend został odwrócony wprost proporcjonalnie.