Największy strach Zachodu
Jest źle, a nawet jeszcze gorzej. Wydawało mi się, że problem bezradności państw Zachodu wobec kwestii rosnącej mniejszości (jeszcze ciągle mniejszości) muzułmańskiej wynika głównie z uwikłania w ideologię poprawności politycznej, że jest to strach e
Takiej kapitulacji nie znały dzieje. Wygląda na to, że zderzenie cywilizacji zostało przegrane walkowerem, zanim się zaczęło. To naiwna wiara, że unikając prowokowania agresorów, schodząc z linii ciosu, przepraszając i płacąc, uda się jeszcze przez jakiś czas zachować dobrobyt i spokój. Otóż nie uda się. Możliwe scenariusze są tylko złe i gorsze.
Dziesięć lat temu Oriana Fallaci krzyczała: „Rzym płonie!” I co? I nic! Czy zmieniono politykę imigracyjną, czy ograniczono socjal dla nie-obywateli? Czy zrobiono coś w celu ułatwienia asymilacji obcych? Nie widać. Tylko tkanka rakowa stała się większa.
I samo poszukiwanie siebie osiąga zastraszające rozmiary – jak można wierzyć w asymilację, uprawiając multi-kulti? Jak liczyć, że przybysze, którzy w kolejnym pokoleniu separują się od języka i kultury kraju, w którym mieszkają, zaakceptują jego prawa i obyczaje? Przecież ich nie znają, odrzucają z góry i obdarzają rosnącą pogardą. A wartości takie jak demokracja i prawa człowieka, owszem, są wykorzystywane, ale przeciw tym, którzy je ustanowili.
Co gorsza, elity żyją ciągle w świecie złudzeń. Wierzą, że dobrobyt automatycznie prowadzi do zeświecczenia, homogenizacji obyczajów… Znajdują w Koranie moc dowodów, że islam jest religią pokoju.
Święte Księgi mają to do siebie, że można w nich znaleźć wszystko. A liczy się praktyka. Z wyjątkiem paru wyklętych (jaki Rushdie) nie ma postępowych, światłych muzułmanów. Reguły religii są jasne – chrześcijanie i żydzi mogą przetrwać jako obywatele drugiej kategorii. Płacący monstrualne podatki poganie – a do tej kategorii bez wątpienia zaliczają się ateiści – zamieniający swoje kościoły na puby, muszą umrzeć!
Musimy być przygotowani na exodus z Europy. Bo prędzej czy później albo Europejczycy zaczną się bronić i miasta Zachodu spłyną krwią, albo muzułmanie dzięki demografii osiągną taką siłę, że sami przystąpią do „ostatecznego rozwiązania”. Jak wieszczył Sienkiewicz, „kościoły zamienią na meczety i Koran śpiewać będą gdzieśmy Ewangelię świętą śpiewali...”.
Czy będziemy w stanie wysłać im z odsieczą jakichś potomków Sobieskich?
Na razie trwa strusia polityka, chowanie głowy w piasek, co oznacza całkowite wystawienie bezbronnego tyłka.
A swoją drogą, ciekawe, czy poprawnopolitycznym elitom nie przychodzi do głowy, że jak się zacznie – a się zacznie! – pierwszą ofiarą będą żydzi?