Na śmierć rotmistrza Pileckiego
W tę sobotę przypada rocznica śmierci Witolda Pileckiego. 25 maja 1948 r. ubek Piotr Śmietański uśmiercił rotmistrza strzałem w tył głowy. Bohater Polski Podziemnej zginął o godz. 21:30 w nieistniejącym już budynku kartoflarni na terenie aresztu przy
Nie żyje już żaden z funkcjonariuszy stalinowskiego wymiaru „sprawiedliwości” odpowiedzialny za mord sądowy na Pileckim. Sędziowie Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie: Józef Badecki, Jan Hryckowian i Stefan Nowacki (delegowany z Informacji Wojskowej). Sędziowie II instancji Najwyższego Sądu Wojskowego: Kazimierz Drohomirecki, Leo Hochberg i Roman Kryże. Prokurator Czesław Łapiński zmarł 6 grudnia 2004 r. w trakcie procesu, który wytoczył mu Instytut Pamięci Narodowej o podżeganie do zbrodni sądowej. Zmarł w szpitalu przy ul. rotmistrza Pileckiego!
Nie żyje także „góra”, która nadzorowała ubeckie śledztwo – szefowie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP): Stanisław Radkiewicz i jego zastępca Roman Romkowski (Natan Kikiel), Jacek Różański (Józef Goldberg), dyrektor Departamentu Śledczego MBP i Józef Czaplicki (Izydor Kurc), dyrektor Departamentu III, ze względu na nienawiść do AK-owców zwany Akowerem. Ich losy są na ogół znane.
Z ubecji do dyplomacji
Inaczej jest z „oficerami” śledczymi. Wymieńmy ich w kolejności alfabetycznej (w nawiasach data i miejsce śmierci). Stefan Alaborski (1972 r., Warszawa, pod zmienionym 12 lat wcześniej nazwiskiem Malinowski), Tadeusz Bochenek (1994 r., Warszawa), Henryk Buza (1970 r., miejsce nieznane), Walenty Chmiel (1952 r., Nieporęt – na skutek postrzelenia), Józef Dusza (1993 r., Warszawa), Władysław Fabiszewski (1987 r., Warszawa), Jan Janicki (1997 r., Toruń), Jerzy Kroszel (1989 r., Gdańsk), Stanisław Łyszkowski (1978 r., Radom; jego syn Leszek, jako dyrektor Departamentu MSW był dyplomatą w Chinach), Stefan Skrzypiec (1988 r., Tarnowskie Góry), Tadeusz Słowianek (1993 r., Łódź, jako podpułkownik, na przebieg jego kariery nie wpłynęła surowa nagana, potem zatarta, którą otrzymał w 1962 r. za upicie się), Ludwik Woźnica (1988 r., Łódź). Jak widać, po odejściu z MBP rozproszyli się po całym kraju.
W Warszawie w ciągu ostatnich trzech lat zmarli główni ubeccy oprawcy Pileckiego i jego współpracowników: Marian Krawczyński – podpisany pod kłamliwym aktem oskarżenia (przed wojną skończył zawodówkę, po wojnie pułkownik bezpieki, w latach 60–70. na placówce w Turcji, w III RP nie odpowiedział za swoje udokumentowane zbrodnie) i Eugeniusz Chimczak (najpierw był śledczym PUBP w Tomaszowie Lubelskim, w końcu pułkownikiem w Warszawie, w bezpiece do… 1984 r.; także był na placówce dyplomatycznej w Chinach). W latach 90. w procesie Adama Humera Chimczak dostał siedem i pół roku więzienia, m.in. za znęcanie się w stalinowskim śledztwie nad moim ojcem Tadeuszem Płużańskim, bliskim współpracownikiem Witolda Pileckiego, skazanym razem z rotmistrzem na podwójną karę śmierci (Bierut ostatecznie „ułaskawił” tatę na dożywocie). Podobnie jak pozostali sądzeni wówczas ubecy, Chimczak za kratki nigdy nie trafił. Temida pookrągłostołowej Polski uznała, że „ze względu na stan zdrowia” byłoby to niehumanitarne. Ale sam wyrok powinien dać do myślenia takim profesorom, jak Andrzej Romanowski, który twierdzi, że nie ma dowodów, aby w śledztwie przeciwko grupie Witolda Pileckiego stosowano tortury.
Niedaleko Krawczyńskiego i Chimczaka, przy ul. Spacerowej, mieszkał inny oberoprawca Jerzy Kaskiewicz. Przez nikogo „nienękany” zmarł w 1999 r. To on prowadził pierwsze przesłuchania grupy Pileckiego i wnosił o zastosowanie tymczasowego aresztowania, do czego „przychylił się” nadzorujący sprawę ppłk Henryk Hersz Podlaski, zastępca naczelnego prokuratora wojskowego do spraw szczególnych. Ten sam Kaskiewicz wydał postanowienie o wszczęciu śledztwa.
„Żadnego przymusu nie stosowali”
Ale dwóch brutalnych „śledzi” ze sprawy Pileckiego prawdopodobnie żyje nadal. To Edward Zając i Zbigniew Kiszel. Na Mokotowie Zając prowadził również ciężkie, wielomiesięczne śledztwo wobec Jerzego Woźniaka, osadzonego w celi izolacyjnej X Pawilonu. Ten żołnierz AK, NIE, 2. Korpusu gen. Andersa i Zrzeszenia WiN w listopadzie 1948 r. został skazany w tzw. procesie kiblowym na karę śmierci, zamienioną na dożywocie. W wolnej Polsce był m.in. kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Zając torturował też, razem ze wspomnianym Jerzym Kaskiewiczem, Stanisława Sędziaka, cichociemnego, szefa sztabu Okręgu Nowogródek AK. Drugi ubek, Zbigniew Kiszel, mówił prokuratorowi IPN, że „nie przypomina sobie sprawy rotmistrza Witolda Pileckiego i innych z nim zatrzymanych osób. Ww. po okazaniu mu sporządzonych przez niego protokołów przesłuchań podejrzanych […] potwierdził, że dokonywał czynności przesłuchania wymienionych osób, jednakże nie pamięta przebiegu tych przesłuchań”. Kiszel stwierdził oczywiście, że żadnego przymusu nie stosował, nie słyszał także, żeby robili to inni. Tak samo zeznawał Zając. Władysław Minkiewicz w książce „Mokotów, Wronki, Rawicz” wspominał, jak Kiszel – jego „główny oprawca” – bił go gumową pałką, kopał, kazał siedzieć na nodze odwróconego stołka i robić w nieskończoność przysiady: „Lubił również, kiedy byłem już zupełnie wyczerpany, dusić mnie, ściskając za gardło. Podczas śledztwa dwa razy zemdlałem”. Ciekawe, co na to prof. Romanowski. Nadal – wzorem ubeków Zająca czy Kiszela – będzie szedł w zaparte, że stalinowscy śledczy „żadnego przymusu nie stosowali”?
Znęcali się fizycznie i psychicznie
Wobec wszystkich śledczych ze sprawy „grupy szpiegowskiej Pileckiego” prowadzone przez IPN postępowanie zostało umorzone. W uzasadnieniu można przeczytać: „Analiza zgromadzonego w postępowaniu karnym materiału dowodowego pozwala na ustalenie w sposób nie budzący wątpliwości, iż funkcjonariusze MBP w 1947 r. znęcali się fizycznie i psychicznie nad przesłuchiwanymi podejrzanymi: Witoldem Pileckim, Marią Szelągowską, Tadeuszem Płużańskim, Makarym Sieradzkim, Witoldem Różyckim, Ryszardem Jamontt-Krzywickim, Jerzym Nowakowskim i Maksymilianem Kauckim vel Antonim Turskim. Stwierdzić należy jednakże, że w chwili obecnej w sytuacji, gdy nie żyją wszyscy pokrzywdzeni, a członkowie ich rodzin posiadają jedynie szczątkowe informacje o przebiegu przesłuchań ich bliskich, nie ma możliwości ustalenia, który (którzy) z kilkunastu funkcjonariuszy MBP […] stosował (stosowali) przemoc wobec przesłuchiwanych […], a więc nie da się zindywidualizować odpowiedzialności i przypisać sprawstwa konkretnej osobie. Pomimo podjęcia wielu działań, nie zdołano w oparciu o istniejące dowody przedstawić zarzutu popełnienia przestępstwa znęcania byłym funkcjonariuszom”.
To niestety efekt braku deubekizacji i uznania całego komunistycznego systemu za przestępczy. Dzięki temu odpowiedzialności uniknęli sadyści, tacy jak Dusza czy Kaskiewicz, a ostatnio Krawczyński i Chimczak. Czy żadnej kary nie poniosą też ich ubeccy towarzysze Kiszel i Zając?
25 maja 1948 r. rotmistrz Witold Pilecki, bohater obu okupacji, dobrowolny więzień Auschwitz, świetny żołnierz i dowódca, człowiek bez skazy został zamordowany, a winnych jak nie było, tak nie ma. Prof. Romanowski uzna to zapewne za godne i sprawiedliwe, bo przecież twierdzi, że Pilecki był szpiegiem, a w konsekwencji sadystycznych śledczych powinien uważać za dzielnych obrońców pojałtańskiego systemu bezpieczeństwa.
Tadeusz Płużański jest publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu”, autorem książek o zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”