To nie jest film dla lemingów
Państwo zawiodło. W dodatku państwo amerykańskie. W ciągu niecałych 15 minut najbardziej strzeżony (pewnie poza Kremlem) obiekt na świecie – Biały Dom – wpada w ręce komanda z Północnej Korei. Uwięziony zostaje prezydent, na oczach kamer dokonuje się
Nikomu też nie przychodzi do głowy poświęcenie prezydenta-zakładnika, choć to pozwoliłoby uniknąć szantażu i odwrócić wizję globalnej katastrofy. Nie mówiąc już o szansie zagarnięcia opróżnionych stanowisk. Prezydent jest symbolem, podobnie jak posiekana kulami flaga, zdzierana z pogardą przez napastników, jak zdewastowany i zmieniony we wrak Biały Dom.
Jednak mimo doskonałych procedur batalia mogłaby skończyć się przegraną, gdyby nie jeden człowiek, zwykły Amerykanin, „mężczyzna z sąsiedztwa”, taki, używając swojskich terminów, były BOR-owiec zwolniony ze służby... Oczywiście w walce, w którą włącza się jako ochotnik, sprzyja mu nadzwyczajne szczęście i ponadludzkie (zda się) umiejętności, nie o to jednak chodzi. Agent Banning (grany przez Gerda Butlera) też jest symbolem. Wolnego człowieka, dla którego takie pojęcia jak ojczyzna, służba, lojalność, odwaga nie są pustymi frazesami. Tacy ludzie, zwłaszcza gdy jest ich więcej, zmieniają bieg historii. Oczywiście mają za sobą wsparcie państwa, które drugi raz nie popełni podobnych błędów, a z pewnością nie wsadzi swojej elity do jednego samolotu – pardon, nie pozwoli zamknąć w jednym bunkrze!
Film pojawił się na naszych ekranach w doskonałym momencie – pokazany jest realny przeciwnik (bez uciekania w poprawnopolityczne konstrukcje „szalonych naukowców”, „prawicowych wariatów” czy terrorystów bez narodu i barwy), konkretny „bandycki reżim” i jego cele. Towarzyszy mu jednoznaczny przykład państwa, które (jak w Bostonie) dało się wprawdzie zaskoczyć, ale natychmiast wyciągnęło wnioski, nie zaniedbało żadnych szczegółów, skrupulatnie gromadząc dowody i zbierając poszlaki, w błyskawicznym tempie unieszkodliwiło sprawców, a jednego nawet wzięło żywcem, uprzedzając działania ewentualnego „seryjnego samobójcy”.
Dlatego jestem za dalszym rozpowszechnianiem filmu z adnotacją: „Lemingom wstęp wzbroniony!”. Jeszcze mogłyby coś skumać na naszym podwórku.