Gdyby Jakub Sobieniowski znał publicystykę Maurycego Mochnackiego, znalazłby w niej bardzo wiele bulwersujących treści, dowodzących niezbicie, że już niecałe 200 lat temu tliły się w Polsce zalążki złowrogiego kaczyzmu. To zgubne wzorce Mochnackiego pobrzmiewają dziś w naszym nieposłuszeństwie wobec Komisji Europejskiej i TSUE. Wszak pisał on:
„Z uśmiechem, z dumą niechaj pogląda Polak na wszystkie rady zachodnich społeczeństw, na wszystkie wymysły teraźniejszych polityków. Wszystko to wielcy przodkowie nasi albo przeczuli, albo rozplenili w swej rzeczy społecznej, we własnym umyśle wynaleźli. Polska dzisiejsza mądrość w polityce nie zależy na przyswajaniu sobie obcych, nowych wyobrażeń, bo w tej mierze nie masz dla nas nic nowego, ale raczej na odbudowaniu tego ogromnego ciała politycznego, w którym by i dla zachodniej cywilizacji nowe, niepewne, a dla nas już stare, przetrawione pojęcia swoje moc i zastosowanie miały”.
Sobieniowski był w latach 2010-2014 dziennikarzem najbardziej gorąco wspierającym polsko-rosyjskie ocieplenie i wprowadzanie przez Polskę Rosji do Europy. Aż zaniemówiłby wówczas z oburzenia czytając słowa:
„Ziemia ojczysta nie jest utopią ani metafizyką polityczną. Czegóż chcieliśmy? Być najdzielniejszym ludem Słowiańszczyzny, a Moskwę przywrócić do tego stanu nicości politycznej, z którego wyszedłszy wspólnictwem w kabale rozbioru Polski, potęgi swojej i wpływu zewnętrznego dotąd nie usprawiedliwiła żadną zasługą dla rodu ludzkiego, żadną cnotą moralną, żadną biegłością w nauce, żadnym pomysłowym dla cywilizacji zarobkiem…. Odciąć ten lud od Europy, wskrzeszeniem Polski naznaczyć mu w Azji plac do obszernego i uczciwego zawodu, raz na zawsze uwolnić Europę od niebezpiecznego działania na jej część ruchomą nowej, nieruchomej północy, tym uwolnieniem wyjarzmić wszystkie zagadnienia społeczne spod przymusu, w jakim je dotąd Moskwa utrzymuje: ten był kolosalny zamysł naszego powstania. Póki Moskwa w Europie, nie masz Polski całej i niepodległej”.
To właśnie m. in. za podobne rozumienie polityki wschodniej Laur Mochnackiego otrzymali, jak zapowiedział Tomasz Sakiewicz: „Śp. Prezydent Lech Kaczyński i premier Jarosław Kaczyński. Im dwóm chcieliśmy tę nagrodę przyznać za romans z Polską”.
Maurycy Mochnacki zasługuje na potępienie „Faktów” TVN także dlatego, że można go uznać za protoplastę obrzydliwych pisowców, którzy wypominają wciąż Moskwie jej winy oraz – co gorsza – domagają się reparacji od Niemiec! Krakowski historyk Józef Gollenhofer w książce „Polityczna strona działalności Maurycego Mochnackiego…” tak opisywał tę jego rolę:
„Nikt za czasów Królestwa Polskiego nie wypowiedział z taką dobitnością i precyzją tego, co wrzało w myślach i sercach młodszego zwłaszcza pokolenia. Wypominał więc Rosji stuletnie przeszło dążenie do zagłady narodu i imienia polskiego, przywodził na pamięć rozbiory, wyliczał wreszcie krzywdy najbliższe: nadużycia z epoki Kongresowego Królestwa. A nie przepuścił niczego. Wytaczał przed sąd opinii i służalstwo rządu i stałe dążenie do ograniczenia i spaczenia edukacji i rozpanoszenie się szpiegostwa; przede wszystkim jednak podnosił zakaz myślenia, mówienia i pisania, mający lud przywieść ku temu >>żeby o krzywdach swoich nie rozpamiętywał i skarg swoich przed światem nie rozwodził, żeby zapomniał jakim był i jakim jeszcze być może na pogrom swych ciemiężycieli, a na zbawienie reszty Europy<<”.
Służalstwo wobec obcych? Dążenie do zagłady narodu i imienia polskiego? Spaczenie edukacji? – cóż to za obrzydliwy język! Trzeba go wyeliminować z naszej debaty za wszelką cenę! Sobieniowski do boju!