Jak stwierdza publicysta, w najbardziej wyrazisty sposób różnicę między Polską z roku 2020 i 2010 pokazuje porównanie ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego i ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz z jej kłamstwami na temat świetnej współpracy z rosyjskimi lekarzami.
Niedojdy Nitras i Szczerba z roku 2020 to tylko… Tusk 2010
Lisiewicz pisze, że tego, co zrobiłaby teraz w Polsce opozycja, gdyby była u władzy, możemy się tylko domyślać. Ale dodaje: „znając jej dotychczasową postawę zapewne czekałaby na to, co zrobią Niemcy i inne „ważniejsze” państwa europejskie, z wiadomym skutkiem”.
Jak stwierdza, obecne zachowania opozycji kopiują zachowania władzy z 2010 r. Historia powraca więc dziś jako farsa: „Po wybuchu epidemii słyszeliśmy żałosne popiskiwania Nitrasów i Szczerbów, że rząd coś ukrywa. Niespecjalnie chciały cytować je nawet wspierające opozycję media, bo wiedziały, że owe niedojdy nie mają na swoje tezy śladu dowodu. I w tych bardzo szczególnych okolicznościach tylko szkodzą opozycji. Wyobraźmy sobie, że Nitras i Szczerba byliby dziś u władzy… A właściwie nie musimy sobie wyobrażać. Wystarczy, że przypomnimy sobie Donalda Tuska, powiedzmy między kwietniem a grudniem 2010… to był odpowiednik dzisiejszych bredni Nitrasów i Szczerbów, tylko że nie groteskowy, a ponury, gdy tak działało polskie państwo”.
To po Smoleńsku zawzięliśmy się, że nigdy nie chcemy oglądać państwa w takim stanie
Według Lisiewicza, to Smoleńsk spowodował, że zrozumieliśmy, iż musimy naprawdę odbudować polskie państwo: „To wszystko, co media opisywały po Smoleńsku jako nienawiść, budzenie demonów, odradzanie się faszyzmu, niechęć do elit, podział w społeczeństwie itp. było w istocie odradzaniem się państwa, reakcją polskiego organizmu na uświadomienie sobie toczącej go strasznej choroby. Można powiedzieć, że tragedia smoleńska zadziała na nas jak szczepionka. Wszyscy świadomi tego co się stało Polacy powiedzieli sobie: nigdy nie chcemy oglądać siebie w takim stanie, jak po 10 kwietnia 2010. Wszystkie ogniska chorobowe musimy wyrzucić poza organizm państwa, a najlepiej także z życia publicznego”.
Publicysta zwraca uwagę na informację, która przemknęła słabo zauważona przez media: dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej odnotowało, że w czasie epidemii… wzrosło nieporównywalnie zainteresowanie wstępowaniem do tej służby. W dniach, w których żołnierze WOT ryzykują - wspierają służby sanitarne, pomoc społeczną, osoby starsze i będące na kwarantannie, a także Straż Graniczną.
Gotowi do poświęceń, bo wychowani na Żołnierzach Wyklętych
Skąd ten fenomen? Lisiewicz wyjaśnia: „od razu przypomniały mi się wypowiedzi Agnieszki Holland, która zarzucała przez te lata Jarosławowi Kaczyńskiemu, że „ewidentnie marzy o inżynierii społecznej” i chce wymienić dotychczasowe elity na nowe, by stworzyć „nowego Polaka”. Tak, to właśnie ten „nowy Polak” w obliczu zagrożenia zgłosił się do walki na linii frontu… Antoni Macierewicz zbudował Wojska Obrony Terytorialnej w oparciu o wartości Żołnierzy Wyklętych – poświęcenie, patriotyzm, walkę o odrodzenie państwa polskiego. Jest oczywistością, że ktoś wychowany na wzorach bezprzykładnego poświęcenia, częściej gotowy będzie się sam poświęcać”.
Kim jest ów „nowy Polak”, którym straszyła Holland? „To po prostu stary Polak, który zrzucił z siebie skutki wynaradawiania go przez środowisko Agnieszki Holland w czasach komunizmu i III RP” – wyjaśnia zastępca redaktora naczelnego Gazety Polskiej.
Polski LOT, polskie media, polskie sklepiki
Zdaniem publicysty, walka z epidemią zmieni podejście wielu z nas do państwa polskiego, jako instytucji nie tylko na dobre, ale i na złe czasy. „W tych dniach przekonaliśmy się na własne oczy, jak ważne jest, że mamy wciąż Polskie Linie Lotnicze LOT, które przywiozą gdy trzeba Polaków do domu z całego świata. Jak potrzebny jest polski przemysł farmaceutyczny. Jak istotne są polskie spółki Skarbu Państwa. Ale i jak ważne jest to, żebyśmy ocalili nasze osiedlowe czy wiejskie sklepiki. Do tej samej kategorii zaliczyć trzeba polskie media, w tym media publiczne. Po 2010 r. jako naród byliśmy bezbronni, bo istniał niemal monopol medialny. Dysponentami mediów byli postkomuniści oraz koncerny zagraniczne, niezainteresowane realizacją polskiego interesu narodowego, a niekiedy zainteresowane zakłamywaniem prawdy o Smoleńsku. Jaka może być skala ich hipnotyzowania ludzi, przeżyliśmy na własnej skórze”.
Według zastępcy redaktora naczelnego „GP”, obecne wydarzenia będą końcem zarządzania Polakami za pomocą pedagogiki wstydu. „Kto widzi perspektywę dłuższą niż parę tygodni czy miesięcy, rozumie już, że epidemia definitywnie zakończy niesławną karierę pedagogiki wstydu jako narzędzia panowania nad Polakami. Kto nie zna polskiej historii, przekonał się w tych dniach, że współcześnie nie musimy się wstydzić za własny rząd ani za własny naród czy też obywateli” – pisze Piotr Lisiewicz.