Obradowaliśmy wciąż w formie hybrydowej: po części europosłowie występowali na sali plenarnej (jak ja), a po części były to przemówienia transmitowane z biur informacyjnych Parlamentu Europejskiego w poszczególnych krajach.
EBC przeciwny umorzeniu długów Eurolandu
Omówiliśmy raport za rok 2020 Europejskiego Banku Centralnego. Występowała jego nowa prezes, Francuzka Christine Lagarde, wcześniej dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Trzeba przyznać, że nie uległa presji i wypowiedziała się przeciwko automatycznemu umorzeniu długu krajów strefy euro. Bardzo się z tej deklaracji ucieszyłem, bo mój kraj nie jest w strefie euro i nikt nie występuje z propozycją umorzenia nam długów.
Debatowaliśmy też o wdrożeniu dyrektywy ws. zapobiegania handlowi ludźmi. Innym tematem sesji był „Europejski program na rzecz umiejętności służący zrównoważonej konkurencyjności, sprawiedliwości społecznej i odporności”. Mieliśmy też debatę na temat niewątpliwie socjalny: „Ograniczenie nierówności ze szczególnym uwzględnieniem ubóstwa osób pracujących”. O polityce azylowej UE mówiliśmy w kontekście dyrektywy europarlamentu i Rady sprzed ośmiu lat o procedurach udzielania i cofania „ochrony międzynarodowej”. Głosowaliśmy też nad sprawozdaniem ws. kontroli nabywania i posiadania broni palnej.
Dużymi pieniędzmi zapachniało w trakcie długiej debaty zakończonej głosowaniem następnego dnia na temat „Ustanowienia Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności”. Chodzi o 672,5 mld euro na walkę ze skutkami gospodarczymi kryzysu wywołanego przez COVID-19. Jest to kluczowa część słynnego Funduszu Odbudowy, który opiewa na 750 mld euro. Tenże Fundusz Odbudowy zwany jest też Next Generation EU. Za tym oceanem pieniędzy było 582 posłów, przeciwko 40, wstrzymało się 69.
Warto zwrócić uwagę na pewien haczyk. Aby otrzymać dostęp do tych pieniędzy, trzeba się zobowiązać, że 37 proc. z nich będzie przeznaczone na „cele klimatyczne”, a 20 proc. – na cyfryzację. Zatem poszczególne kraje członkowskie nie będą mogły tych pieniędzy przeznaczyć na swoje najpilniejsze potrzeby, ale zgodnie z rozpiską ustaloną wcześniej na poziomie unijnym.
O szczepionce, której nie ma
Parlament Europejski nie byłby sobą, gdyby nie odbyła się na jego forum debata na temat „Faktycznego zakazu aborcji w Polsce”. Zwracam uwagę na ten przymiotnik „faktyczny”, który w oryginale brzmiał „de facto”. Został użyty po to, aby odeprzeć protesty, że przecież w wymiarze formalnoprawnym żadnej nowej ustawy w Polsce nie uchwalono.
Poza omówieniem stosunków Bruksela–Moskwa i wystąpieniem szefa unijnej dyplomacji, Hiszpana Josepa Borrella, który opowiadał, że udał się do Moskwy, bo… nie chciał prowadzić polityki zagranicznej „zza biurka” (!), omawialiśmy też sytuację humanitarną i polityczną w Jemenie i w Birmie (Mjanmie) oraz układ stowarzyszeniowy z Ukrainą.
Polaków pewnie bardziej zainteresuje debata na temat „Bezpieczeństwa elektrowni jądrowej w Ostrowcu na Białorusi” niż te, które odbywały się w ramach punktu dotyczącego „Łamania praw człowieka, zasad demokracji i państwa prawa”. Omówiliśmy sytuację w czterech krajach: Rwandzie, Ugandzie, Etiopii i Kazachstanie. W tym ostatnim przypadku odnotowałem sporo wręcz bezmyślnych wypowiedzi. Atakowanie Kazachstanu, który coraz bardziej otwiera się na Zachód i na robienie interesów z nami, a nie z Federacją Rosyjską, jest bowiem wpychaniem Astany w łapy Kremla.
Do pandemii COVID-19 odnosiła się przedostatnia debata podczas tej sesji PE, poświęcona „Homologacji i dystrybucji masek przezroczystych”. Także ta o „Wpływie COVID-19 na młodzież i sport” to swoisty signum temporis.
Jednak najważniejszą debatą w tym zakresie była aż czterogodzinna dyskusja, która rozpoczęła środowy dzień obrad. Chodzi o dyskusję na temat „Stanu realizacji strategii UE dotyczącej szczepionek przeciwko COVID-19”. Głos zabrali w niej nie tylko europarlamentarzyści, lecz także przedstawiciele portugalskiej prezydencji oraz Komisji Europejskiej. Trudno im było wytłumaczyć europosłom, dlaczego nie ma wynegocjowanych szczepionek.
Postępująca ideologizacja europarlamentu
Kolejnym tematem ideologicznym, poza „faktyczną aborcją” w Polsce, była także debata poświęcona „Wyzwaniom związanym z prawami kobiet: ponad 25 lat po deklaracji pekińskiej i pekińskiej platformie działania”.
Dwuznacznie, żeby nie powiedzieć – złowrogo, wybrzmiał temat dyskusji, w której część europarlamentarzystów udowadniała prawdziwość tezy, iż „nie ma wolności dla wrogów wolności”. Chodzi o debatę, również z udziałem przedstawicieli prezydencji Portugalii i Komisji Europejskiej, na temat „Demokratycznej kontroli nad mediami społecznościowymi i ochrony praw podstawowych”. Oczywiście, należy dostrzegać zewnętrzne ingerencje Rosji i być może Chin, fake newsy, ataki hakerów, ale nie może to być pretekstem do ograniczania wolności słowa, debaty publicznej i wprowadzenia cenzury na niesłuszne poglądy. Czyli tego wszystkiego, co robią ostatnio Facebook, Twitter i inne media społecznościowe.
Parlament Europejski debatował też o „Pakiecie na rzecz naprawy rynków kapitałowych”. Jest to ważne szczególnie w kontekście gospodarczej odbudowy państw UE po kryzysie związanym z pandemią. Tematem oddzielnej debaty były „Rynki instrumentów finansowych”. Dyskusja ta była efektem sprawozdania o dyrektywie odnoszącej się do „Wymogów informacyjnych, zarządzania produktami i limitów pozycji w celu wsparcia odbudowy w następstwie pandemii COVID-19”.
Osobną debatę poświęcono działaniom UE w kontekście pośredników finansowych i ich roli w wychodzeniu gospodarek UE-27 z kryzysu popandemicznego.
W czasie lutowej sesji europarlamentu byłem zapisany do głosu w czterech punktach. Szczególnie ważna była debata na temat wizyty Borrella w Moskwie i represji wobec opozycji w Rosji. Zabierałem głos w debatach „nad przypadkami łamania praw człowieka, zasad demokracji i państwa prawa”. Wystąpiłem w dyskusji na temat Rwandy, sytuacji politycznej w Ugandzie oraz sytuacji humanitarnej w Etiopii.
Parlament Europejski to unikat w skali świata, bo mimo że jest jednym z dwóch największych parlamentów (po Zgromadzeniu Przedstawicieli Ludowych w Chinach), nie może samodzielnie zgłaszać inicjatywy ustawodawczej. Jednak jego rola po traktacie lizbońskim (ratyfikowanym ostatecznie w 2009 r.) znacząco wzrosła, bo choć nie wysuwa własnych projektów legislacyjnych, to musi wyrazić zgodę na wszystkie projekty wychodzące z Komisji Europejskiej i Rady UE. Oznacza to, że może wszystko zablokować. Szkoda, że kolejną kadencję ideologia wydaje się być dla niego ważniejsza niż gospodarka i pragmatyzm.