Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
15.10.2020 13:00

Słaba płeć zarządzająca

W cieniu absurdalnych oskarżeń Polski na forum Parlamentu Europejskiego o niemal wszystkie możliwe grzechy uwadze opinii publicznej umknęła znamienna debata w PE, której tytuł mógł być odbierany jako manifest feministek. Jednak fakty związane z tematem tej debaty są dla Polski bardzo korzystne.

Chodzi tu o dyskusję nad sprawozdaniem „Women in decision making on company boards, including the ­state of play on the directive on improving the gender balance among non-executive directors of companies listed on stock exchanges and related measures” („Kobiety w procesach decyzyjnych w zarządach spółek, w tym stan prac nad dyrektywą w sprawie poprawy równowagi płci wśród dyrektorów niewykonawczych spółek notowanych na giełdzie i odnośnych środków”). Można to ująć znacznie krócej polskim podsumowaniem: „Równowaga płci w zarządach przedsiębiorstw”.

Za PiS wzrost liczby kobiet na stanowiskach kierowniczych w spółkach

Akurat fakty są w tej kwestii po stronie Polski. Oto w naszym kraju w ostatniej dekadzie nastąpił systematyczny wzrost udziału kobiet na stanowiskach dyrektorów generalnych i zarządzających. Przed dwoma laty był to udział na poziomie niemal 30 proc., co oznaczało wzrost o 4,4 proc. w stosunku do roku 2010.

W 2018 r. w Polsce kobiety zajmowały blisko 16 proc. stanowisk w zarządach przedsiębiorstw. Stały na czele 6 proc. spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) oraz stanowiły 13 proc. członków zarządów wszystkich spółek giełdowych. Bardzo charakterystyczne, że najwięcej kobiet należy do kadry kierowniczej w firmach branży finansowej: przed dwoma laty było to prawie 19 proc. Oznaczało to wzrost o 1,6 pkt proc. w porównaniu z sytuacją na początku rządów Prawa i Sprawiedliwości w 2016 r. Trzeba tu zauważyć, że ten systematyczny wzrost liczby kobiet na stanowiskach kierowniczych w naszym kraju ma miejsce wyraźnie w ostatnich pięciu latach, za władzy PiS.

Obala to różnego rodzaju stereotypy na temat rządów polskiej prawicy oraz Prawa i Sprawiedliwości. Skądinąd warto podkreślić, że w ostatnich latach w Polsce kobiety zajmowały najwyższe stanowiska we władzach państwowych: premiera i wicepremiera, a obecnie przedstawicielki PiS sprawują funkcje marszałka Sejmu RP (Elżbieta Witek) i wicemarszałka Sejmu RP (Małgorzata Gosiewska). Prezesami Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego też są kobiety, co nigdy nie miało miejsca za rządów lewicy czy PO-PSL (odpowiednio: Julia Przyłębska i Małgorzata Manowska). Skądinąd od lat liczba kobiet parlamentarzystek zarówno w Sejmie, jak i w Senacie jest tradycyjnie wyższa niż w wielu krajach członkowskich Unii Europejskiej. Widoczne było to do niedawna zwłaszcza w porównaniu z krajami Europy Południowej.

Co i kiedy przeforsuje prezydencja Niemiec?

Wracając jednak do europarlamentarnej debaty o „równowadze płci” w przedsiębiorstwach, warto powiedzieć, że za rządów PiS warszawska Giełda Papierów Wartościowych uruchomiła tzw. listę dobrych praktyk spółek notowanych na GPW. Jest na niej też zasada prezentowania owego „balansu płci” na stanowiskach kierowniczych spółek na ich stronach internetowych. Znamienne, że aż 25 proc. spółek giełdowych zastosowało się do owej polityki równorzędności.

Dodajmy, że w zeszłym roku Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB) wraz z Deloitte stworzyło ranking „integracji i różnorodności” w naszym kraju (Diversity & Inclusion Rating). Jego celem ma być zagwarantowanie przejrzystej oceny firm w ich działaniach na rzecz zapewnienia nie tyle parytetów, ile większej niż dotychczas równowagi płci.

Odnośnie do „poprawy równowagi płci wśród dyrektorów niewykonawczych spółek giełdowych” to stanowisko Polski jest jasne – zwiększenie udziału kobiet na najwyższym szczeblu to cel ważny, ale jego realizacja musi być adekwatna do warunków gospodarczych i społecznych. Skądinąd prace nad tą dyrektywą trwają w strukturach Unii Europejskiej już od ośmiu lat. Jest prawdopodobne, że prezydencja Niemiec w UE może się starać o doprowadzenie do przyjęcia tej regulacji na samym finiszu półrocznego kierowania Unią przez Berlin. Mówi się o decyzjach, które mogą zapaść w grudniu 2020 r.

Europejskie „złote spódniczki”? Nie: każdy kraj ma swoje doświadczenia

Parlament Europejski dotychczas podkreślał, że dobrowolne rozwiązania w tym obszarze nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, zatem konieczna jest droga podobna do tej, jaką poszły Stany Zjednoczone Ameryki w kontekście regulacji wspierających Murzynów, czyli „dyskryminacja pozytywna” – takie rozwiązania prawne, które będą wprowadzały wiążące, a nie nieobligatoryjne narzędzia.

Strona polska zwracała uwagę w tym kontekście, że nałożenie na podmioty prawa handlowego sztywnych „norm parytetowych” może zaowocować… spadkiem motywacji wśród kobiet (businesswomen) ze względu na spodziewane traktowanie preferencyjne. Innym zagrożeniem jest postępujące w Europie zjawisko „złotych spodniczek”. Polega to na uczestniczeniu przez relatywnie niezbyt dużą grupę kobiet jednocześnie w zarządach i radach nadzorczych wielu spółek. Praktycznym rezultatem funkcjonowania owych „złotych spódniczek” jest to, że procentowy udział kobiet w najwyższych gremiach decyzyjnych spółek nie uległ bynajmniej zwiększeniu, choć znacząco zwiększyły się zarobki samozwańczej „elity”, ograniczającej się do małego w gruncie rzeczy grona kobiet.

Jest rzeczą oczywistą, że tego typu zjawiska w naszym kraju miałyby zupełnie odwrotny do zamierzonego efekt dla społecznego odbioru form i sposobów realizowania konstytucyjnej zasady równości kobiet i mężczyzn.

Rząd Rzeczypospolitej Polskiej uważa, że dyrektywa dotycząca „Równowagi płci w zarządach przedsiębiorstw” jest wręcz niezgodna z zasadą pomocniczości oraz zasadą proporcjonalności, a więc łamie – albo, mówiąc językiem dyplomatycznym, obchodzi, nie uwzględnia, nie respektuje – Traktat o Unii Europejskiej. Chodzi rzecz jasna o art. 5 ust. 3. traktatu. Polska zajęła stanowisko, że cele zakładane przez unijną dyrektywę „równościową” mogą przecież zostać realizowane i osiągnięte w wystarczającym stopniu dzięki inicjatywom i regulacjom na poziomie państw członkowskich Unii Europejskiej.

Konkludując, można te (i inne) kwestie rozstrzygać na poziomie państwa narodowego, państw członkowskich, a nie poprzez narzucanie odgórnie poprzez formalne struktury UE-27 regulacji w tym zakresie.

Słowem: to poszczególne kraje Unii powinny rozstrzygać o zasięgu takich regulacji, ich zakresie, skali i instrumentach prawnych z tym związanych. Należy oczywiście uwzględniać specyfikę danego państwa, jego historię, tradycję, obyczajowość. Zupełnie inna sytuacja jest w krajach skandynawskich, zwłaszcza w Szwecji i Finlandii, gdzie wręcz przyjęto parytety „pół na pół”, gdy chodzi na przykład o stanowiska w rządzie (sic!), a kompletnie inna chociażby w Grecji. Polska jest zapewne gdzieś pośrodku między tymi dwoma skrajnymi modelami udziału kobiet w kierowaniu giełdowymi spółkami handlowymi, ale też strukturami państwowymi. Każdy kraj ma po prostu swoją drogę i odrębne doświadczenia. Polska również. Bruksela o tej europejskiej różnorodności powinna pamiętać.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane