Putin i Erdoğan mają podobną mentalność, dlatego dotychczas zawsze umieli się porozumieć, dzielić wpływami i unikać otwartych konfliktów w Syrii czy Libii, gdzie praktycznie oba kraje są zaangażowane militarnie po przeciwległych stronach. Ba, Turcja i Rosja rozpoczęły w poprzednich latach nawet współpracę energetyczną (Turkish Stream) i wojskową (kupno przez Turcję rosyjskich zestawów S-400). Jednak nie da się tak bez końca, co pokazuje przykład Kaukazu. Turcja, wspierając Azerbejdżan przeciwko Armenii, powiedziała Rosji „sprawdzam” i na razie reakcja Rosji jest bardzo opieszała. Albo Rosja ustąpi Turcji, co byłoby dla niej upokorzeniem, albo pójdzie na otwarty konflikt, a to z kolei byłoby bardzo niebezpieczne i dla Rosji, i dla Turcji.