Rzeczpospolita przede wszystkim zainteresowana jest tymi elementami działań sekretarza stanu Antony’ego Blinkena i sekretarza obrony Lloyda Jamesa Austina, które odnosić się będą do Starego Kontynentu, a w szczególności Europy Środkowo-Wschodniej jako najbardziej proamerykańskiego regionu w UE, wreszcie – samej Polski.
Unia Europejska
Polityka Stanów Zjednoczonych Ameryki względem UE będzie z całą pewnością inna niż ta, która charakteryzowała 45. prezydenta w dziejach USA Donalda J. Trumpa. Republikańska administracja Białego Domu ostentacyjnie lekceważyła Unię Europejską, deprecjonowała ją, a jeżeli w ogóle się do niej odnosiła, to żeby pokazać swój krytycyzm. Bruksela nie była dla kolejnych, często zmienianych przez Trumpa sekretarzy stanu, istotnym, a nawet jakimkolwiek punktem odniesienia. Teraz to się zmieni. Nie tylko dlatego, że nowy sekretarz stanu biegle zna francuski i sporą część życia spędził w Europie, w tym – co ważne – swoją młodość. Demokraci pilnie poszukują tych obszarów polityki zagranicznej, gdzie w sposób spektakularny i tanim kosztem mogą się różnić od republikańskich poprzedników. Z całą pewnością do tego posłuży im Unia Europejska. Relacje na linii Waszyngton–Bruksela będą nie tylko lepsze niż w ostatnich czterech latach, lecz także lepsze niż za pierwszej kadencji Baracka Husseina Obamy, gdy sekretarzem stanu była kompletnie nieznająca Europy (prawdę mówiąc to polityki międzynarodowej) Hilary Rodham Clinton. Oczywiście UE te zmiany w relacjach amerykańsko-unijnych przyjmie z pocałowaniem ręki, z dużym entuzjazmem, jak Pokojową Nagrodę Nobla, którą niespodziewanie i raczej mało zasłużenie, na wyrost, przyznano ledwie po dziewięciu miesiącach urzędowania prezydentowi Obamie.
Niemcy
Donald Trump mimo swoich niemieckich korzeni, zarówno jako kandydat na prezydenta, jak i prezydent elekt, a później prezydent, bardzo ostro krytykował Niemcy. Szczególnie, gdy chodzi o relatywnie niewielkie zaangażowanie budżetowe w kontekście obronności. Pod jego naciskiem, choć tego Niemcy nie przyznają, Republika Federalna zwiększyła wydatki w tym obszarze z nieco ponad 1,2 proc. PKB do ponad 1,3 proc. PKB (teraz znowu to spadło poniżej 1,3). Prawdę mówiąc, zarzuty te były całkowicie uzasadnione, jednak należy je odbierać w szerszym politycznym kontekście: republikański lokator Białego Domu atakował Berlin bezpardonowo, jednocześnie oszczędzając w tej samej kwestii Hiszpanię (zaledwie 0,99 proc. PKB przeznaczonego na obronność) i Włochy (1,18 proc. PKB). W gruncie rzeczy Trump widział w Berlinie gospodarczego konkurenta USA w Europie, którego działania mogły spowodować np. zmniejszenie eksportu amerykańskiego gazu na Stary Kontynent. Stąd zresztą bardzo podobająca się Polsce i krajom bałtyckim krytyka Nord Streamu 2 i zapowiedź sankcji wobec firm europejskich – w praktyce głównie, choć nie tylko, niemieckich, które miały realizować Gazociąg Północny.
Teraz relacje amerykańsko-niemieckie zapewne wrócą do czasu tandemu Obama–Biden. Ten pierwszy w ogóle nie interesował się Europą, koncentrując się na Bliskim Wschodzie, Azji i Afryce, i z ulgą – przypominając powiedzenie Henry’ego Kissingera – dzwonił do kanclerz Merkel z poczuciem, że z nią załatwi wszystkie europejskie sprawy. Berlin zatem wróci do roli głównego partnera USA w UE. To dla nas sytuacja trudniejsza niż podczas ery Trumpa, jednak wcale nie wyklucza podtrzymania uznania faktu, że po odejściu Wielkiej Brytanii z UE to Polska stała się sojusznikiem numer 1 USA w Unii. Zatem scenariusz Bidena i Blinkena będzie taki: szczególne relacje z Niemcami jako liderem UE wraz ze szczególnymi relacjami z Polską jako liderem obozu proamerykańskich państw w Unii Europejskiej. Ocieplenie relacji Waszyngtonu z Berlinem nie będzie wcale oznaczało taryfy ulgowej dla Nord Streamu 2, który dla interesów ekonomicznych Waszyngtonu jest nie do przyjęcia – stąd wtorkowe ostre oświadczenia prezydenta Bidena w tej kwestii.
Organizacje międzynarodowe
Psychologiczny portret Donalda Trumpa pokazywał, że świetnie czuje się w rozmowach bilateralnych, a bardzo nieswojo w spotkaniach multilateralnych. Prezydent Trump po prostu nie lubił struktur międzynarodowych i mnogości osób obecnych na szczytach tychże, na co nakładały się obiektywne względy, że to USA są sponsorem różnych organizacji, takich jak ONZ i WHO, które w praktyce często wykorzystywane są do krytyki Stanów Zjednoczonych Ameryki i ograniczania ich wypływów.
Zatem na pewno zmieni się stosunek USA nie tylko do Unii Europejskiej, lecz także do bardzo ostro atakowanej przez Trumpa Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) czy też paryskiego porozumienia klimatycznego. Co do tego ostatniego – USA republikanów z niego wyszły, USA demokratów do niego z całą pewnością wrócą.
Rosja
Biały Dom z nowym lokatorem będzie kontynuował politykę Trumpa ograniczania wpływów Federacji Rosyjskiej i wyraźnego wobec niej sceptycyzmu. Ba, demokraci zjedzą własny język i będą udawali, że za merytorycznie żałosnym resetem stosunków z Moskwą z czasów pierwszej kadencji Obamy i Bidena jako wiceprezydenta (z nieszczęsną Clinton jako sekretarzem stanu) stali nie oni, tylko krasnoludki i Sierotka Marysia. Demokraci są i będą zakładnikami własnej bardzo antyamerykańskiej retoryki, spowodowanej w jakiejś mierze wyimaginowanymi zarzutami o prorosyjskość Trumpa, i domniemania, że Trump, mając swoje interesy w Moskwie, będzie na pasku Kremla. Dlatego też należy się spodziewać tutaj kontynuacji przez Bidena polityki nieufności wobec Rosji, a nawet jej wzmocnienia.
Chiny
W przypadku Państwa Środka należy oczekiwać kontynuacji polityki Trumpa, określonej w ukutym przez niego terminie, że Pekin to strategiczny konkurent Ameryki. Jednak na pewno osłabnie obecna dotychczas antychińska retoryka. Słowem: Stany Zjednoczone nie zrezygnują z narzuconej przez Trumpa strategii ograniczania wypływów ChRL, choć będzie to się odbywało na innych zasadach werbalnych – bez wojennych werbli republikanów.