Zresztą, w ciągnących się latami, nieskutecznych procesach komunistów odpowiedzialnych za śmierć zwykłych ludzi podsądni bronili się w ten sposób, że to był właśnie przypadek, wypadek czy tragedia, że tego nie chcieli, że tak wyszło. Dziś mówi się głównie o zbrodni na narodzie, do której rzeczywiście doszło w grudniu 1970 r. Ale trzeba spojrzeć szerzej. Bo wtedy w kilku polskich miastach wybuchło spontaniczne powstanie, tym razem klasy robotniczej, przeciwko komunizmowi (co samo w sobie było kompromitacją systemu). Najpierw chodziło o hasła socjalne, ale szybko pojawiły się narodowe – polskie flagi, hymn itd. Powstańcy spalili budynek KW PZPR w Gdańsku, bili się z funkcjonariuszami reżimu. Towarzysze na miejscu i w Warszawie byli przerażeni. Dlatego posunęli się do zbrodni.
Polskie powstanie 1970
W PRL władze usilnie i skutecznie starały się zamazać prawdę o tym, co zdarzyło się na Wybrzeżu w grudniu 1970, więc mówiono w oficjalnym obiegu propagandowym „wydarzenia grudniowe” lub „wypadki grudniowe”, co sugerowało jakiś rodzaj klęski żywiołowej albo właśnie wypadku. Czasami mówiono o „tragedii grudniowej”, ale to też nie oddawało prawdy.