Powstrzymywaniem wpływów Moskwy na wschód od Polski zainteresowane są głównie Rzeczpospolita, kraje bałtyckie i skandynawskie. Po trzecie – UE raczyła przerwać błogi wakacyjny sen i udowodniła, że mimo kanikuły potrafi funkcjonować. Na Białorusi krzyżują się wpływy Rosji i Zachodu. Zachód chce uczynić ten sam manewr co z Ukrainą, czyli przeciągnąć Mińsk na swoją stronę. Kreml zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić, nawet za cenę wspierania… opozycji, często skądinąd bardzo prorosyjskiej. Kreml w ostatnich trzech dekadach stracił ZSRS jako instrument rosyjskich wpływów, nie udaremnił akcesu republik bałtyckich do NATO, czego chce też Gruzja, i widzi, że dawne sowieckie republiki w Azji ciążą bardziej ku Turcji czy Zachodowi niż ku Moskwie. Boi się też wpływu demonstracji w Mińsku na samych Rosjan – stąd tragedia Nawalnego.
Polska, UE, Mińsk, Rosja…
Dobrze, że UE zabrała głos ws. Białorusi. Po pierwsze dlatego, że uczyniła to z inicjatywy Polski – a nasz kraj pokazał, że ze względów historycznych i geopolitycznych powinien być rozgrywającym w ramach UE na tym polu. Po drugie – jest to stanowisko wspólne, jednomyślne, choć przecież dla Madrytu i Lizbony Mińsk to egzotyka, dla Aten pewnie oczywista strefa wpływów Rosji.