Była ona swoistym odkryciem, bo ukazywała dzieje Polski na tle Europy zupełnie inaczej, niż było to praktykowane nie tylko przez nas, lecz także przez zagranicznych historyków. Otóż Zamoyski nie pisał o wojnach ani podbojach polskiego państwa, które przez lata było największe w Europie, bo liczyło ok. 1 mln km kw. (ale też nie o rozbiorach głównie). Skupił się na pokazaniu siły polskiej kultury (czy szerzej: cywilizacji), która spowodowała, że polonizowały się tysiące ludzi przybyłych do nas z wielu krajów, nieraz w poszukiwaniu religijnej wolności. Polska, „państwo bez stosów”, była bowiem atrakcyjnym adresem zarówno dla rosyjskich bojarów uciekających przed samodzierżawiem cara, jak i dla ludzi z Zachodu, którzy w Polsce mieli gwarancję, że nie stracą głowy za to, iż wierzą w to, w co wierzą.
Matematycy, antropolodzy, medycy, geolodzy...
Pomyślałem o tej książce, gdy ostatnio czytałem o historii II Rzeczypospolitej – zresztą też rzecz wydaną w „polskim Londynie”. Rzeczywiście, dorobek naukowy i kulturalny odrodzonej polskiej państwowości był imponujący.
W wielu dziedzinach nauki Polacy zajmowali czołowe miejsca. W światowej matematyce polskie szkoły odgrywały szczególnie ważną rolę: warszawska szkoła matematyczna z Wacławem Sierpińskim i lwowska ze Stefanem Banachem, Hugonem Steinhausem i Stanisławem Mazurem. Na bardzo wysokim europejskim poziomie stała polska astronomia z Tadeuszem Banachiewiczem, ale też logika, logika doświadczalna i teoretyczna, astrofizyka, fizyko-chemia i chemia organiczna. Również geologia – nasi geolodzy odkryli Nadbużańskie Zagłębie Węglowe – oraz geografia ze słynną szkołą Eugeniusza Romera były w ścisłej europejskiej czołówce. Lwowska szkoła antropologiczna Jana Czekanowskiego przeszła do historii antropologii dzięki wprowadzeniu, po raz pierwszy na świecie, statystyki matematycznej do swoich badań. Także polska medycyna była na europejskim topie (zwłaszcza neurologia, psychiatria, chirurgia, pediatria i interna). Polacy odkrywali w medycynie „nieznane lądy”: Ludwik Hirszfeld był twórcą nauki o grupach krwi, a Rudolf Weigl wynalazł szczepionkę przeciw tyfusowi.
Warto podkreślić, że nawet w naukach technicznych, proporcjonalnie słabiej rozwiniętych na skutek zapóźnienia przemysłowego, również mieliśmy osiągnięcia na światowym poziomie. Zwłaszcza w takich dziedzinach, jak bezpieczeństwo górnicze, teoria kolejnictwa, konstrukcje lotnicze oraz energetyczna wytrzymałość materiałów.
„Upadek cywilizacji zachodniej” i... rozwój polskiej filozofii
Absolutnie światową rolę odegrała rodząca się polska socjologia. Pierwszego polskiego socjologa Floriana Znanieckiego uznano za ojca socjologii amerykańskiej (od 1939 r. do śmierci w 1958 r. mieszkał w USA), a jego fundamentalne dzieło „Upadek cywilizacji zachodniej” weszło do światowej klasyki. Smutne jest to, że po wojnie komuna usiłowała dorobek Znanieckiego przemilczeć. Jego światowy bestseller, wspomniany „Upadek cywilizacji zachodniej”, został wznowiony (dwa wydania) dopiero po 40 latach… w podziemiu (!), m.in. przez wydawnictwo Głos. Odrębne szkoły socjologiczne o oddziaływaniu w skali europejskiej stworzyli Stefan Zygmunt Czarnowski („Filozofia społeczna w Polsce w końcu XVIII i początku XIX wieku”) oraz Ludwik Krzywicki z jego teorią idei wędrujących w czasie (w skrócie: to, czego z różnych przyczyn nie można obecnie wcielić w życie, może być zrealizowane w przyszłości).
W ekonomii wyraźnie odcisnęli piętno na europejskim firmamencie wolnego rynku i liberalizmu ekonomicznego tacy badacze, jak – również wznawiani w podziemiu w latach 80. – Adam Heydel, Ferdynand Zweig, Adam Krzyżanowski i Edward Taylor.
Na trwałe do dziejów europejskiej filozofii przeszli Roman Ingarden z jego fenomenologią, przedstawiciele sławnej szkoły lwowsko-warszawskiej – Kazimierz Twardowski, Kazimierz Ajdukiewicz, Tadeusz Kotarbiński, ale też neotomiści i historycy filozofii, ks. Krzysztof Michalski i Władysław Tatarkiewicz. W psychologii zaznaczył swoje miejsce w Europie Tadeusz Tomaszewski.
Światowe znaczenie zyskały polska teoria prawa Leona Petrażyckiego oraz historia prawa antycznego Rafała Taubenschlaga.
Światową pozycję w filologii klasycznej mieli polscy helleniści Tadeusz Zieliński i Tadeusz Sinko, ale także Ryszard Gansiniec, reprezentujący łacińską literaturę średniowieczną, oraz bizantolog Leon Sternbach.
Noblista, skamandryci i prorok Witkacy...
Szczególne miejsce w historii i życiu społecznym II Rzeczypospolitej zajęła kultura. W 1924 r. drugiego literackiego Nobla dla Polski zdobył Władysław Stanisław Reymont. O tę nagrodę otarł się, czterokrotnie nominowany, Stefan Żeromski, a nie dostał go tylko – jak głosi legenda – na skutek specjalnego działania ze strony Niemców, którzy podobno nie byli w stanie przełknąć antyniemieckiej wymowy powieści i nowel autora „Wiatru od morza”.
Obok nich do historii literatury weszli poeci: Jan Kasprowicz („Rzadko na moich wargach/Niech dziś to warga ma wyzna/Jawi się krwią przepojony/Najdroższy wyraz: Ojczyzna”), Leopold Staff i Bolesław Leśmian. Debiutowali też młodsi: medalista olimpijski (jeszcze wtedy na igrzyskach olimpijskich przyznawano laury z dziedziny sztuki) Kazimierz Wierzyński, a także Jan Lechoń i Stanisław Baliński. Owi skamandryci łączyli wielką klasę poetycką z patriotycznym żarem sprzeciwu i nadziei. Każdy z tej trójcy zmarł na obczyźnie… Atmosferę pokolenia poetów ukształtowanych przez Polskę niepodległą oddają słowa Wierzyńskiego: „tylko tym się żyje, za co się umiera”.
W tym samym czasie wielki ekspresjonistyczny dramat religijny tworzy, dziś niesłusznie zapomniany, Karol Hubert Roztworowski. Publikują pisarze i dramatopisarze nawiązujący do naszej historii i podkreślający dziejową ciągłość: Wacław Sieroszewski, Adam Grzymała-Siedlecki, Adolf Nowaczyński, Zofia Kossak-Szczucka, Juliusz Kaden-Bandrowski i Ferdynand Goetel. Ale to także czas eksperymentów pisarsko-teatralnych Witkacego, który proroczo wieszczył katastrofę cywilizacji europejskiej, a życie zakończył samobójczą śmiercią 18 września 1939 r. w Jeziorach na Polesiu na wieść o wkroczeniu Sowietów na terytorium Polski.
Z tego dziedzictwa nauki i kultury II Rzeczypospolitej możemy być dumni. Po półwieczu urodzony u progu II Rzeczypospolitej katolicki ksiądz, polski papież Jan Paweł II, przemawiając w UNESCO, stwierdzi: „Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu”. I doda, że jego naród – naród polski – wyraża się przez kulturę.