Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
24.08.2020 14:00

Nie tylko ja trzymam kciuki za ministra Raua

Nowy minister spraw zagranicznych rządu Rzeczypospolitej Polskiej obejmuje swój urząd w szczególnej sytuacji międzynarodowej. Na Białorusi wrze – nawet jeżeli Łukaszenka się obroni, co jest prawdopodobne, to i tak wymaga to od Polski szczególnie aktywnej polityki wschodniej. Tym bardziej że to Polska inicjuje działania Unii Europejskiej w tej kwestii, podrywając unijnych przywódców z wakacyjnych pieleszy.

W Rosji można się spodziewać zaostrzenia walki z opozycją, co nie wynika akurat z jakiegoś szczególnego wzrostu poparcia rosyjskiego społeczeństwa dla środowisk antyputinowskich, ale ze strachu władz przed przeniesieniem „gniewu ludu” z Mińska do Moskwy i innych miast Federacji Rosyjskiej – zwłaszcza w kontekście niedawnych demonstracji w miastach Syberii.

Relacje Polska–USA po amerykańskich wyborach…

Sytuacja w USA jest wielką niewiadomą: wygrana kandydata republikanów (Donald Trump) czy demokratów (Joe Biden) zapewne nie zmieni polityki Waszyngtonu wobec Rosji i naszego regionu Europy, tak jak stało się to po pierwszym zwycięstwie Baracka Obamy w porównaniu z dwoma kadencjami republikanina George’a W. Busha. Jednak gdy Trump przegra, nowa administracja Białego Domu może ulec swoistej „europeizacji”, gdy chodzi o pokusę wtrącania się w wewnętrzne sprawy Polski, wzorem właśnie Brukseli. Trudno będzie wytłumaczyć przeszło połowie Polaków popierających Andrzeja Dudę, że o ile ingerencje UE są złe i trzeba na nie stanowczo reagować, o tyle ingerencje Waszyngtonu są już „neutralne” i należy pomijać je milczeniem. Można się zatem spodziewać – w wypadku takiego negatywnego scenariusza – wzrostu nastrojów antyamerykańskich w Polsce, a w wymiarze partyjno-politycznym być może wzrostu poparcia dla Konfederacji, tradycyjnie pokazującej duży dystans, delikatnie mówiąc, do USA.

Bejsbol „praworządności” dalej w użyciu

Kolejnym wyzwaniem dla profesora Zbigniewa Raua, dotychczas przez ostatnich dziesięć miesięcy szefa Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, będzie kwestia relacji Polski z Unią Europejską. Swoisty unijny „plan Marshalla”, czyli „Recovery Fund” – Fundusz Odbudowy będący sukcesem polskich władz – wcale jednak nie kończy potencjalnych konfliktów z Unią. Po ostatnim szczycie finansowym w Brukseli pisałem, że wygraliśmy wojnę o pieniądze, ale jedynie bitwę, gdy chodzi o praworządność. MSZ pod nowym kierownictwem oraz cały rząd będą musieli się zmierzyć z nawracającymi, dyktowanymi kwestiami ideologicznymi lub po prostu różnicami w interesach między Polską a dużymi krajami Europy Zachodniej, napaściami ze strony unijnych oficjeli i kolejnymi próbami stawiania Polski do kąta.

Zbigniew Rau, profesor, naukowiec, przez cztery lata wojewoda łódzki, od 2019 r. w polskim parlamencie, będzie miał przed sobą wielkie wyzwania. Może być pewny wsparcia prezesa Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego, ale niekoniecznie powinien liczyć na taryfę ulgową ze strony wielu publicystów czy polityków wspierających obóz dobrej zmiany. Krytykowani byli również poprzednicy Raua – Witold Waszczykowski i Jacek Czaputowicz. Były to skądinąd dwa zupełnie różne style urzędowania i prowadzenia polityki zagranicznej. Waszczykowski, który z MSZ-etowskiej korporacji przesiadł się z dobrym skutkiem do rydwanu polityki, prowadził bardzo ofensywną politykę medialną, tłumaczył opinii publicznej skomplikowany świat międzynarodowych reguł gry, a czasem brak tychże reguł. Jacek Czaputowicz, który blisko ze mną współpracował przeszło dwie dekady temu, gdy byłem ministrem do spraw europejskich, rzadko pojawiał się w mediach, nie twittował namiętnie jak jego poprzednicy: Radosław Sikorski czy Witold Waszczykowski. Starał się zabierać głos, ale też prowadzić politykę w sposób stonowany i wyważony, czasem narażając się we własnym obozie na dość ostrą krytykę, jak choćby w kontekście jego wypowiedzi w Berlinie związanej z reparacjami dla Polski.

Polityka wyważona i stonowana?

Czy ministrowanie Zbigniewa Raua będzie bliższe stylowi Waszczykowskiego, czy Czaputowicza? Sądzę, że raczej tego drugiego. Należy się spodziewać, że nowy minister spraw zagranicznych RP wybierze dla siebie rolę nie tyle pancernika „na oceanie międzynarodowej polityki”, bo w tej roli czułby się raczej nieswojo. Nie sądzę też, aby  międzynarodowe forum uważał za właściwe miejsce do prowadzenia fundamentalnych wojen ideologicznych czy obyczajowo-moralnych, choć pewnie z takiego obrotu sprawy niemała część wyborców PiS by się ucieszyła, jak również wielu posłów i co najmniej paru ministrów. Czy oczekiwać drugiej skrajności, czyli ustępliwości, podlizywania się naszym bliższym albo dalszym sąsiadom lub różnym organizacjom międzynarodowym? Nie. Spodziewałbym się raczej polityki wyważonej, stonowanej, ale dosyć jednoznacznej.  

Profesor Zbigniew Rau zapewne będzie chciał pokazać ciągłość polskiej polityki zagranicznej ostatnich pięciu lat – i będzie musiał takową ciągłość pokazywać. Musi też pamiętać, że polityka międzynarodowa polityką międzynarodową, ale zawsze, pod każdą szerokością geograficzną, w każdym państwie, w jakiejś mierze polityka zagraniczna jest pochodną polityki wewnętrznej. Skoro Polska wstała z kolan, to nie należy się spodziewać, że teraz nagle przyklęknie: nie będzie na to ani przyzwolenia opinii publicznej, ani obozu politycznego będącego zapleczem rządu RP, którego Zbigniew Rau stał się członkiem.

Minister Rau (jak to brzmi!) nie jest człowiekiem, który w polityce jest „od zawsze”, jest w niej od niedawna. Również jeśli chodzi o politykę międzynarodową, zawodowo zajmuje się nią niespełna rok. Nie oznacza to wcale, że będzie ministrem gorszym od swoich poprzedników czy złym. Oznaczać to może, że zapewne będzie bardziej ostrożny  w robieniu polityki zewnętrznej państwa polskiego, jak również w wypowiedziach publicznych. To nie musi być wadą. Czy będzie zaletą? To się okaże.

Na pewno patriotyczna opinia publiczna daje nowemu szefowi MSZ kredyt zaufania. Jego nominacja, uzgodniona przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego z premierem Mateuszem Morawieckim, ma PiS-owski stempel i to wystarcza, aby za nowego członka Rady Ministrów miliony wyborców PiS mocno trzymały kciuki. Jestem i ja wśród owych milionów.

A skądinąd jestem ciekaw, jak sobie ułoży nowy szef resortu relacje ze słynną „korporacją MSZ”, która nie jest strukturą łatwą w zarządzaniu, choć mającą wielu profesjonalnych dyplomatów na różnych szczeblach.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane