Polityka zagraniczna jest sztuką realizowania rzeczy możliwych w danym miejscu i czasie. Na tym, jednak obcym boisku wydaje się, że ugraliśmy to, co mogliśmy ugrać. Co wcale nie oznacza, że antypolska histeria w Parlamencie Europejskim czy w niektórych krajach członkowskich UE (np. w Holandii walczącej o utrzymanie największej w UE ulgi w składce członkowskiej) nie rozpocznie się za parę tygodni na nowo. Warto też przypomnieć, że zawarliśmy już w lipcu korzystne porozumienie budżetowe z niezobowiązującym do niczego zapisem o „praworządności”, które kilka tygodni potem zostało podarte przez prezydencję niemiecką i PE. Mamy więc wygraną – ale nie możemy spocząć na laurach.