Pytam życzliwie, by w przyszłości PiS nie mogło uratować się przed delegalizacją, powołując się na „świadomość płynną” mecenasa, przez którą nie ma z nim kontaktu. Przed komisją może to wyglądać tak, że zdobywając dowody zbrodni PiS wobec sądów, Giertych w świetnej formie wysłucha sędzi Gersdorf, ale słuchając poszkodowanych przez sądy, mafię reprywatyzacyjną czy opozycjonisty skazanego przez sędziego Iwulskiego na trzy lata więzienia, zaśnie. Zresztą w wielu procesach w III RP można było odnieść wrażenie, jakby ta zaraźliwa choroba czyniła spustoszenie wśród sędziów, którzy części argumentów nie słyszeli. Tyle że tamte rozprawy dotyczyły mało ważnych ludzkich spraw, a tu chodzi o sprawę najważniejszą – delegalizację PiS. Dlatego Giertych musi udowodnić, że jest zdrowy, by nie narażać komisji na utratę wiarygodności, a Polaków na to, że PiS ocaleje. Jeśli jest takie ryzyko, lepiej postawić na jej czele całkowicie zdrowego Sławomira Nitrasa.