Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
14.12.2020 18:00

Francuskie elity, francuskie riposty

W moim przedostatnim artykule w „Gazecie Polskiej Codziennie” z 7 grudnia („Próba wody, ognia i… sondaży”) pisałem sporo o francuskiej polityce i francuskich wyborach. Chyba ciągnie mnie do Francji, skoro dziś chcę przedstawić ten kraj przez pryzmat poczucia humoru jego mieszkańców. Także tych najbardziej znanych.

Kiedy słynny polityk Georges Benjamin Clemenceau nie był jeszcze premierem, ale pnąc się po szczeblach polityczno-rządowej kariery, starał się w kolejnym rozdaniu o fotel szefa MSW, przyszedł na przyjęcie, które wydawał prezes Rady Ministrów – Pierwszy Minister w nomenklaturze francuskiej. Swoim zwyczajem, jak każdego z gości, gospodarz witał go przy drzwiach: „Panie Clemenceau, cieszę się, że pana widzę! Co dla pana, wino czerwone? Wino białe? A może szampan?”. Riposta Clemenceau była błyskawiczna: „Sprawy wewnętrzne, panie premierze”. Ale swoiste francuskie poczucie humoru mieli nie tylko politycy nad Sekwaną w XX w.

Ile zarabia król i refleks kardynała Richelieu

Ponoć każdy z licznych francuskich królów o imieniu Ludwik (było ich... 18!) wykazywał się bądź poczuciem humoru, bądź przynajmniej zrozumieniem, że inni je mają. I tak Ludwik XII – panował od 1498 do 1515 r. – pewnego razu niespodziewanie spotkał niezamożnego chłopaka i uprzejmie zapytał go, jak się nazywa i ile zarabia. Usłyszał, że jest to George, a zarabia tyle... ile król! Zdziwiony Ludwik XII zapytał: „Tak? To ile zarabia monarcha?”. Na co rezolutny chłopak rzekł: „Król zarabia na swoje wydatki, a ja zarabiam na swoje”.
Ludwik XIII – panował od 1610 do 1643 r. – zirytował się, gdy dostrzegł na balu, że jego uczestnicy bardziej zabiegają o rozmowę z premierem (już wtedy Pierwszym Ministrem) kardynałem Richelieu niż z nim. Gdy bal się kończył, monarcha złośliwie zaproponował, aby kardynał wyszedł przed nim, jako pierwszy. Stary lis Richelieu przejrzał ironiczny zamysł Ludwika XIII, chwycił czym prędzej pochodnię oświetlającą drogę, skłonił się i rzekł: „Tylko w ten sposób wolno mi iść przed Waszą Królewską Mością”.

Pozwalam sobie cytować słynnego francuskiego kardynała polityka nie dlatego, że może to stanowić asumpt do dyskusji o roli Kościoła katolickiego w życiu publicznym, bo to już uregulował kościelny Kodeks prawa kanonicznego, który uniemożliwił nie tylko hierarchom, lecz także „zwykłym” księżom pełnienie funkcji stricte politycznych. Chodzi mi raczej o to, że owa błyskawiczna riposta Richelieu może być świetną wskazówką, jak się zachować, dla tych, którzy uczestniczą w różnego rodzaju „dworach”. Oczywiście dworach politycznych we współczesnej Polsce.

Feministyczny manifest na dworze Króla Słońce

Jako historyk doceniam chronologię w dziejach, zatem po Ludwiku XII, a następnie Ludwiku XIII pora na najbardziej znanego władcę Francji o tym imieniu – Ludwika XIV, zresztą najdłużej panującego króla w historii Francji, bo był monarchą przez 72 lata! (od 1643 do 1715 r.). Mawiał: „państwo to ja”, a określano go jako „Króla Słońce”. Gdy pewnego razu zachwycał się rządami królowej Anny (Stuart), wtrąciła się księżna de Bourgeque i powiedziała coś, co dzisiaj mogłoby być manifestem feministycznym. No, przynajmniej w połowie: „Nie ulega wątpliwości, że lepiej rządzą królowe niż królowie. Pod panowaniem królów rządzą bowiem kobiety, lecz pod rządami królowych – mężczyźni”.

Pytanie, czy to się zmieniło? Czy XVII-wieczna Francja pod tym względem różni się od świata w XXI wieku?
Ciekawe, że z czasów Ludwika XIV pochodzi wiele anegdot, które pokazują, że co prawda król był zdecydowanym autokratą, jednak pozwalał na dowcipne polemiki ze sobą. Kiedyś Ludwik XIV na dworze prawił o nieograniczonej władzy monarszej. Przy nieśmiałej próbie protestu ze strony księcia Wielkiego Szambelana Henryka II, hrabiego de Guise (1614–1664), król uznał, że musi pokazać, kto tu rządzi: „Władza króla pochodzi od Boga i żaden poddany nie ma prawa głosu! Jeśli, hrabio, każę Ci skoczyć do wody, musisz natychmiast spełnić mój rozkaz”. W tym momencie arystokrata odwrócił się na pięcie i udał do wyjścia. Zaskoczony monarcha zapytał: „Dokąd to hrabio?”. Wielki Szambelan zatrzymał się, skłonił, a następnie odpowiedział: „Najjaśniejszy Panie, idę uczyć się pływać”.

Tenże Ludwik XIV sporządził instrukcje dla swoich ambasadorów (w tamtym czasie zwanych posłami). Było ich bardzo wielu i ta tradycja utrzymała się do dzisiaj, ponieważ, wbrew pozorom, to nie USA, Chiny, Rosja, Indie czy Niemcy mają współcześnie najwięcej ambasadorów na świecie, ale właśnie Francja, która znaczeniem i liczbą ludności ustępuje nie tylko tym państwom. Wracając do „Króla Słońce”: listy z instrukcjami były gotowe, ale ich treść monarcha trzymał w tajemnicy. Gdy jeden z bardziej śmiałych dworzan zapytał, jakie instrukcje będą wysłane do ambasadorów francuskiego dworu, Ludwik XIV spojrzał nie niego badawczo i zapytał: „Jesteś zdolny do dochowania tajemnicy?”. Na co podniecony perspektywą dowiedzenia się tego jako jedyny dworzanin odparł: „Oczywiście! Raczej zginę, niż złamię dane słowo honoru”. I wtedy usłyszał ripostę Ludwika XIV: „To dobrze. Ja jestem taki sam, dlatego nic ci nie powiem”.

Ludwik XV oraz jego Pani Czwarta i Ostatnia

Następcą Ludwika XIV, który był następcą Ludwika XIII, a ten z kolei Ludwika XII był – jak można się domyślić – Ludwik XV. Panował od 1715 do 1774 r., miał dobre serce, rozmawiał ze zwykłymi ludźmi i kiedyś zapytał swojego sędziwego już dworzanina: „No, mój kochany, jesteś już bardzo stary, powiedzże mi, gdzie chcesz być pochowany?”. Staruszek skłonił się nisko z czcią przynależną królewskiemu dostojeństwu i błyskawicznie odparł: „U stop Jego Królewskiej Mości”.

Tenże Ludwik XV był człowiekiem, który chyba lubił matematykę, bo wprowadził na swoim dworze tradycję, że własne córki oficjalnie nazywał nie imionami, tylko… liczebnikami. Długo musiały one czekać na imiona, które dostawały dopiero po chrzcinach, a te następowały po latach! Jego pierwsza córka, Pani Pierwsza, urodziła się w 1727 r., a imię Elżbieta uzyskała dopiero… 10 lat później. Zresztą chrzciny były wspólne, razem z Panią Drugą i Panią Trzecią (w roku 1737). Rok później król Ludwik XV dowiedział się o narodzinach czwartej córki i chyba nie był tym zachwycony. Stąd też, gdy zapytano go tradycyjnie, czy zostanie nazwana Panią Czwartą, aż ryknął: „Będzie się nazywać Panią Ostatnią”.

Sagę francuskich Ludwików zakończę na Ludwiku XVIII, bracie nieszczęsnego Ludwika XVI, który po 18 latach swych rządów został zgilotynowany w 1793 r. podczas wydarzeń zwanych przez jednych Wielką Rewolucją Francuską, a przez innych Wielką Rewolucją Antyfrancuską. Po ostatecznej klęsce cesarza Napoleona i powrocie na tron Francji władców z dynastii Burbonów Ludwik XVIII ustalał z księciem Talleyrandem, swoim premierem, nowe rozporządzenie dotyczące posłów. Doszło między nimi do polemiki, bo król chciał, aby posłowie pracowali honorowo, nie pobierając żadnej pensji, na co Talleyrand, realista i pragmatyk, zdecydowanie zaoponował: „Ale to nas będzie więcej kosztowało”.

Czy pod tym względem Francja z końca XVIII wieku różni się od XXI-wiecznego świata?

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane