Pismo w imieniu Sądu Okręgowego w Warszawie wysłała rzecznik prasowa ds. cywilnych sądu, Katarzyna Kisiel. Oburza się w nim na kontrolę działań sądu, a więc krytykę decyzji sędzi Magdaleny Kubczak, która postanowiła, że za podanie nazwisk autorów zdjęć córki śp. pary prezydenckiej, mimo że zgodne z poszanowaniem praw autorskich – „Gazeta Polska” powinna zapłacić im odszkodowanie.
Mecenas Piotr Kruszyński – który zaznaczył na wstępie, że nie jest specjalistą od prawa prasowego – nie rozumie, dlaczego z rzecznik sądu wysłała takie pismo.
– podkreśla w rozmowie z portalem niezalezna.pl mec. Kruszyński.Moim zdaniem, rzecznik prasowy sądu nie powinien zwracać się do mediów z tego typu – nie wiem, jak to nazwać – apelem, żeby nie krytykować orzeczenia sądowego. To jest święte prawo środków masowego komunikowania się, aby komentować orzeczenia sądowe. Oczywiście musi to być zrobione w formie cywilizowanej, kulturalnej, nie może być to w żadnym razie poczytane jako próba wpływania na orzeczenie sądowe. Natomiast do krytyki po ogłoszeniu orzeczenia ma prawo każdy obywatel, a tym bardziej mass media. Żyjemy w wolnym kraju, gdzie istnieje wolność słowa. Nie rozumiem tego typu postawy rzecznika sądu
CZYTAJ WIĘCEJ: Kara dla całego środowiska „GP” za pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej
Z kolei szef warszawskiego oddziału SDP uważa, że sąd swoim pismem „brnie w śmieszność”.
– mówi Marcin Wolski.Po pierwsze, jest to dalsze brnięcie w śmieszność. Po drugie, można tu, a propos tego środowiska sędziowskiego, przywołać opinię jednego z najwybitniejszych naszych prawników, czyli mecenasa Wiesława Johanna, który powiedział, że przyjął ten wyrok ze wstydem i zażenowaniem oraz, że w żadnej wyższej instancji on się nie utrzyma. Poza tym, niecelne jest oskarżanie krytyków – oni się wywodzą nie tylko z kręgów „Gazety Polskiej”, bo dość powszechnie i jednoznacznie w mediach wyrok został skrytykowany. Ta krytyka dotyczy owiem absurdalności samej kwestii, ponieważ został skazany nie ten, co powinien być skazany. Jeżeli faktycznie ukazanie się nazwisk tych dwóch osób w „Gazecie Polskiej” spowodowało dla nich kłopoty, to w pierwszym rzędzie należałoby się zająć sprawcami kłopotów, ponieważ to jest przestępstwo dużo większej rangi. Jeżeli ktoś w kraju za fakt umieszczenia w stopce filmu jest represjonowany brakiem pracy, to na ławie oskarżonych powinien usiąść na przykład PISF, czy inne tego rodzaju organizacje, które pozbawiły tego człowieka prawa. I tu jest sprzeczność, bo jeśli byłaby to nieprawda, to w tym momencie należy oddalić wniosek skarżących, że publikacja ich nazwisk w „Gazecie Polskiej” im zaszkodziła. Jeżeli im to zaszkodziło, no to w takim razie należy uderzyć w tych, którzy tę szkodę spowodowali, ale nie w „Gazetę Polską”. „GP”, można powiedzieć, spełniła tu tylko rolę słupa, na którym wywieszono ogłoszenie, które miało przynieść im straty
– dodaje Wolski.Pani rzecznik sądu wykonuje polecenia swoich przełożonych, przełożeni – nie wiem, czyje polecenia. Ja nadal uważam, że ten cały proces to jest jednostka chorobowa, a nie prawna
Jak zaznacza w rozmowie z niezalezna.pl szef warszawskiego SDP, w całej sprawie nasuwa mu się jeszcze jedna, zupełnie inna refleksja.
– podkreśla Marcin Wolski.Jest mi po prostu potwornie wstyd, że tak zasłużony dla opozycji człowiek, jak Janek Strękowski, mój kolega ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa i Stowarzyszenia Dziennikarzy, daje się używać do rozgrywek przeciwko „Gazecie Polskiej”. Dla mnie – w przypadku Janka Strękowskiego – jest to rodzaj śmierci cywilnej