Zanim w aptekach pojawiły się popularne dziś spraye odkażające rany, w domowych apteczkach naszych mam mogliśmy znaleźć co najwyżej wodę utlenioną i spirytus, które ustępowały nieraz poważniej wyglądającej na kolanach i łokciach gencjanie. A gdy zostawaliśmy pod opieką babci, i to takiej miejskiej, gotującej pyszności w zaciszu zamkniętej kuchni PRL-owskiego mieszkania, przy skaleczeniach, otarciach, ukąszeniach na pomoc ruszały liście babki lekarskiej. Wystarczyło je zerwać z osiedlowego trawnika, nieco wymiętolić i przyłożyć do rany. Żeby lepiej się trzymały, dzieciaki z podwórka stosowały najlepszy plaster – własną ślinę, i tak opatrzone biegały dalej, dopóki z okien bloków nie zaczynały wychylać się posiwiałe głowy wołające po imieniu na obiad.
Kiedy bolał brzuch i nie było w zasięgu ręki kropli żołądkowych, dostawaliśmy napar z mięty. Kiedy coś nam podrażniło oko albo gdy w buzi zrobiła się bolesna afta, do gry wkraczał rumianek. A kiedy nie mieliśmy apetytu, za to męczyły nas wzdęcia i łagodne skurcze, babcie wyciągały kolejnego asa z rękawa – mniszek lekarski lub krwawnik pospolity.
Dziś, zdawać by się mogło, wszystkie te rośliny magicznie zniknęły nam z oczu, ustępując miejsca gotowym preparatom z apteki, a przecież nadal rosną na tych samych trawnikach, łąkach i skwerach, na których bawią się kolejne pokolenia dzieci. Tyle że np. charakterystyczny liść babki lekarskiej zlewa się dziś dla niewprawnego oka z innymi roślinami.
Podobnie jest z pozostałymi ziołami z dawnej domowej apteczki. Miętę częściej widzimy w saszetce niż rosnącą w ogródku, rumianek kojarzymy z pudełkiem herbaty albo kosmetykiem, a mniszek z żółtymi kwiatami, które trzeba usunąć z trawnika. Krwawnik ze swoimi drobnymi białymi płatkami dla wielu osób jest po prostu kolejną rośliną rosnącą gdzieś przy drodze czy na łące, a mniszek najczęściej zauważamy wtedy, gdy jego żółte kwiaty zaczynają pojawiać się na wypielęgnowanym skwerku.
Co ciekawe, wszystkie te rośliny, które tak dobrze znamy z doświadczeń pierwszych lat naszego życia, znalazły się w dokumentacji zielarskiej Europejskiej Agencji Leków (EMA). Agencja dla mniszka lekarskiego, krwawnika pospolitego, mięty pieprzowej, rumianku, a także babki lancetowatej opracowała monografie dotyczące konkretnych surowców roślinnych i ich zastosowań.
Oto one:
- Mniszek lekarski – jednym z wykorzystywanych surowców jest korzeń. EMA opisuje jego tradycyjne stosowanie przy łagodnych dolegliwościach trawiennych i przejściowej utracie apetytu, a także w celu zwiększenia ilości moczu i wspomagania przepłukiwania dróg moczowych.
- Krwawnik pospolity – jego tradycyjne zastosowanie obejmuje m.in. niewielkie dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, takie jak uczucie pełności, wzdęcia i łagodne skurcze, oraz przejściową utratę apetytu. W przypadku zastosowania zewnętrznego EMA wymienia również niewielkie, powierzchowne rany.
- Mięta pieprzowa – EMA opisuje liść mięty pieprzowej w kontekście dolegliwości żołądkowo-jelitowych.
- Rumianek – kwiat rumianku również ma własną unijną monografię zielarską EMA.
- Babka lancetowata – w dokumentacji EMA znalazł się także jej liść. Co ciekawe, Agencja wskazuje przede wszystkim zastosowanie związane z kaszlem i przeziębieniem.
Może więc warto czasem spojrzeć pod nogi?