Wydawać by się mogło, że serial o alimentach i Kazimierzu Marcinkiewiczu nie może być już bardziej absurdalny. Tymczasem "Fakt" donosi, że gdy komornik, w asyście policji, zapukał do drzwi byłego premiera - ten miał czmychnąć przez balkon w najbliższe krzaki. Sam zainteresowany, gdy został o tę sytuację zapytany przez tabloid stwierdził, że nie wypowiada się dla mediów.
Historia o długach alimentacyjnych Marcinkiewicza jest bardzo długa. Niedawno sam na Instagramie żalił się, że komornik dopadł go... na zawodach i próbował odebrać mu rower. Pojazd nie należał jednak do byłego premiera, więc komornik odszedł z pustymi rękoma.
Tymczasem "Fakt" opisał niecodzienną sytuację w mieszkaniu Marcinkiewicza. Według tabloidu, do drzwi byłego premiera zapukała asesor z kancelarii komornika oraz policjanci. Według relacji "Faktu" Marcinkiewicz na ten widok miał podjąć skuteczną próbę ucieczki.
Nieoficjalnie dziennikarze ustalili, że były polityk opuścił mieszkanie przez balkon, ogródek i żywopłot.
Sam Marcinkiewicz nie zamierza komentować tych doniesień.
Nie wypowiadam się dla mediów, dobrego dnia
- odpowiedział na pytania dziennikarzy tabloidu.
Takie dziwne zachowanie Marcinkiewicza gryzie się nieco z jego niedawną wypowiedzią dla Onetu. W rozmowie z portalem stwierdził, że "z chęcią pójdzie do więzienia Ziobry".
- Wikt i opierunek i spokój, a dam radę, skoro wytrzymałem ze stalkerką trzy lata pod jednym dachem – powiedział.