Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Wiesław Gołas kończy... 90 lat!

- Nie przewidywałem dla siebie takiego poważnego wieku, ale skoro w niebie tak zarządzono to się nie sprzeciwiam - powiedział Wiesław Gołas, który w piątek obchodzi 90. urodziny. Powolutku sobie chodzę - sprostował pogłoski o problemach z nogami. Ale grać już bym chyba nie potrafił - dodał.

Autor:

Oficjalnie, urzędowo, urodziłem się 4 października 1930 roku w Kielcach, a naprawdę – 9 października. Przy chrzcie pijany organista wpisał do mojej metryki błędną datę, i tak już zostało

- wspominał wykonawca piosenki "W Polskę idziemy" w książce swej córki Agnieszki Gołas-Ners "Gołas".

Mama mi opowiadała, że po pierwszym "klapie", jaki daje się noworodkowi, nie zapłakałem, ale roześmiałem się głośno. W karierze odbierającej poród doświadczonej akuszerki byłem pierwszym przypadkiem ryczącego ze śmiechu noworodka

 - dodał.

"To jest jeden z największych polskich komików, jacy w ogóle występowali na scenie" - powiedział  reżyser Jarosław Kilian.

"Kreowany na komika, jest w gruncie rzeczy o wiele głębszym aktorem niż wskazuje to, co dane mu było zagrać" - ocenił Gustaw Holoubek.

Jeszcze nie wiedziałem, że będę aktorem, a Wiesław Gołas już wzbudzał we mnie wielką sympatię - powiedział Jacek Kawalec, który pracował z Gołasem w stołecznym Teatrze Polskim. "Przede wszystkim chyba swoją dobrą, budzącą zaufanie twarzą. Można powiedzieć, że już sam wygląd wyznaczył go do ról ludzi dobrych – z późniejszego własnego doświadczenia wiem, że są one trudniejsze, bo zło jest dramatycznie bardziej atrakcyjne" - wyjaśnił.

Przecież byłem esesmanem w "Jak być kochaną?". Moja mama się potem na mnie obraziła

 - Gołas przypomniał, że grywał także czarne charaktery. "Kiedy Wojciech Has zaproponował mi tę rolę, powiedziałem: proszę bardzo… Miałem przecież w pamięci dobry wzór tego gestapowca, który mnie lał podczas przesłuchań w Kielcach. Na premierę filmu zaprosiłem mamę. Jak ty mogłeś?! - powiedziała po seansie" - wyjaśnił.

"Dziękuję też za inny ważny rozdział Pańskiej twórczości, który stanowi kino wojenne. Czerpie Pan przy tym z własnych wspomnień o dramatycznych przeżyciach okupacyjnych swoich i rodziny. Zapewne także dlatego role w tych obrazach cechuje nie tylko doskonałość rzemiosła, ale też pewien rys osobisty, wynikający ze wspólnych doświadczeń Pańskiego pokolenia"

– napisał do Wiesława Gołasa z okazji 90. urodzin prezydent Andrzej Duda.

"Tak, to siedzi w człowieku na zawsze. Byłem w Szarych Szeregach, mam kilka odznaczeń, legitymację AK-owską. Byłem najmłodszy z całej grupy. Starsi koledzy zawsze mówili: Wiesiek wszystko potrafi. Gdy dziś wspominam tamte sytuacje, to aż się dziwię, że przeżyłem"

- powiedział Gołas Jakubowi Wątorowi (wyborcza.pl)."Kiedyś, tuż przed godziną policyjną, szedłem z bronią zawiniętą w gazety pod pachą, a w drugiej ręce miałem walizkę z ważnymi dokumentami. Wchodziłem na schody przy kieleckiej katedrze, a przede mną wyrósł gestapowiec. Chciałem przeskoczyć dwa schodki, ale się potknąłem i wywróciłem. Broń i walizkę jednak twardo trzymałem. Wtedy ten mężczyzna wziął mnie pod łokieć i podniósł. Gdyby mu się trochę ręka obsunęła, to poczułby to żelastwo, które niosłem i mogło być po mnie" - wspominał.

Wpadł podczas kradzieży broni. Trafił do celi w której wcześniej przebywał aresztowany przez Niemców jego ojciec. Był torturowany. "Pod sam koniec Niemcy stali się szczególnie okrutni, bili okropnie" - opowiadał córce.

"Wtedy już nie miałem siły i modliłem się, żeby bomba trafiła w nasze więzienie, ale zabiła nie tylko mnie, ale i ich. Narobiłem sobie wtedy guzów na głowie. Podczas badania siedziałem na stołku przodem do ściany, a ręce miałem wykręcone do tyłu. Lali mnie nahajem po plecach, a ja z całej siły wciskałem głowę w mur, tak chciałem uciekać od tych razów. Nie spadła jednak na nas żadna bomba, za to któregoś ranka, w niedzielę, Niemcy zapędzili nas wszystkich do jednej dużej celi. Byliśmy przerażeni, że nas rozwalą, ale wszedł oficer w pełnym rynsztunku, w skórzanym płaszczu i z karabinem, po czym powiedział, że puszczają nas wolno"

- wspominał Gołas swoje uwolnienie.

Kojarzony głównie z postaciami komediowymi m. in. Tomkiem Czereśniakiem z "Czterech pancernych i psa", Przemysławem Stefanem Waldkiem z "Dzięcioła", Robertem z "Żony dla Australijczyka" - i kreacjami kabaretowymi - aktor ma w dorobku ważne role dramatyczne.

Chętnie wspomina tytułowego "Ogniomistrza Kalenia" w filmie Ewy i Czesława Petelskich. Już sam stopień wojskowy bohatera skojarzył mu się z ojcem - Teofilem Gołasem, ogniomistrzem w przedwojennym wojsku polskim, zamordowanym przez Niemców na Majdanku. Pieczołowicie przechowuje po nim pamiątki m.in. szablę. "Jak umrę, to niech mi ją włożą do trumny, zawiozę ojcu do nieba" - powiedział.

Po serialu "Kapitan Sowa na tropie" (1965) wyreżyserowanym przez Stanisław Bareję milicjanci salutowali mu na ulicy.

Do ponad 120 ról w filmach i serialach Wiesław Gołas może dołączyć występy w niezliczonej liczbie anegdot stanowiących swoistą miarę popularności. Poproszony, by zagrał ołówek, aktor miał zapytać: kopiowy czy zwykły?. Kiedyś, jadąc jako pasażer i chcąc wybronić kierowcę - był nim muzyk Tadeusz Suchocki - przed mandatem, artysta zwrócił się do milicjanta: "pan mnie nie poznaje?! Poznaję pana, panie Gołas, ale ja pana nie lubię" - odparł niespeszony funkcjonariusz drogówki. Innym razem radiowóz niespodziewanie zajechał mu drogę i wysiedli zeń dwaj milicjanci, by oświadczyć: "bardzo przepraszamy za głupi dowcip, ale nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności, żeby nie zrobić panu jakiegoś żartu, bo tak pana kochamy, panie Siemion". Pracując przy serialu "Droga" (1973) - rolę kierowcy Mariana Szyguły scenarzysta Andrzej Mularczyk napisał specjalnie dla Gołasa - aktor nie miał prawa jazdy. Podczas kręcenia sceny wyprowadzania "pijanego" z knajpy - wypominał mu reżyser Sylwester Chęciński - "oddałeś go milicjantowi, mówiąc, że nam nietrzeźwy w zdjęciach przeszkadza".

Warto przypomnieć, że "Droga" - która wywołał kolejną falę "ogólnopolskiej" popularności Wiesława Gołasa - liczyła sobie raptem sześć odcinków.

Ostatnią rolę filmową zagrał w "Szabli od komendanta" Jana Jakuba Kolskiego (1995). W lutym 2015 r. zdecydował się zakończyć karierę aktorską. W tym samym roku ukazała się książka "Gołas" autorstwa córki artysty Agnieszki Gołas-Ners, z której pochodzi część przytaczanych faktów i anegdot.

W licznych wspomnieniach przewija się motyw swoistej "staroświeckości" artysty - nie był bohaterem żadnych skandali, oceniany jest jako ktoś "z prawdziwą klasą", nietolerujący chamstwa. "Wiesław Gołas jest niezwykle kulturalny, wręcz szarmancki" - podkreślił w rozmowie z PAP Jarosław Kilian. "To nie jest tylko efekt dobrego wychowania, kindersztuby, to wypływa z jego naturalnej wrażliwości. Jest po prostu otwartym, dobrym i ciepłym człowiekiem" - podsumował. 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Kultura i Historia