Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Tyle Napoleona w Napoleonie, ile Ridleya w Ridleyu

Coś poszło nie tak, skoro „Napoleon” na Filmwebie ma gorsze oceny widzów niż polski świąteczny film Ilony Łepkowskiej „Uwierz w Mikołaja”... To, co szokuje, to brak pomysłu na zbudowanie filmowej sylwetki Napoleona. A to niewybaczalny grzech, który musi przełożyć się na filmowe fiasko, bez względu na to, ile dolarów wpompuje się w sceny batalistyczne, w honoraria dla aktorskiej śmietanki i błyskotki mające nadać produkcji uwielbiane w branży miano widowiska.

film "Napoleon"
mat. pras. - mat. pras.

A pieniędzy nie oszczędzano, bo jak doniósł serwis Hollywood Reporter, budżet opiewał na kwotę 200 mln dol. (tyle, ile najdroższy w historii bond – „Nie czas umierać”). Spełnia się stara jak świat mądrość, że pieniądze to nie wszystko. Gdy historycy przerzucają się kolejnymi dowodami na historyczne przekłamania, krytycy między ziewnięciami upewniają się, że film, który oglądają, na pewno wyreżyserował wielki Ridley Scott. Najwyraźniej tak słynny, topowy reżyser, jak i genialny Joaquin Phoenix, musieli bardzo nie lubić swojego bohatera.

„Co się gapisz? – Nie gapię się. – Gapisz się. – Gapię się”. Ten filmowy dialog między Napoleonem a podrywaną przez niego Józefiną (pozbawiona blasku, za który jest uwielbiana Vanessa Kirby) może śmiało walczyć o antynagrody, ze Złotymi Malinami na czele. Bonaparte w podrywach zachowuje grację słonia w składzie porcelany. Ale jest też równocześnie przemocowo zaborczy i toksycznie uzależniony. Słaby i dziki. Podobne cechy przejawia na polu bitwy. Owszem, zwycięża je, ale jednak Scott prowadzi opowieść tak, że geniuszu przywódczego Bonapartego nie sposób zrozumieć. Filmowy Napoleon ma być w ­ridleyowskiej wizji sparaliżowany strachem i jednocześnie brawurowy. Mądry i głupi. Odpychający, ale jednak z tym czymś, co niestety nie jest w żaden sposób doprecyzowane. Na takim zadaniu aktorskim poległby najlepszy wykonawca. I poległ nawet Phoenix. Owszem, kilka razy malowniczo wybucha niekontrolowanym śmiechem, ale to jedynie przywołuje dawne wspomnienie jego fantastycznego „Jokera”, który wywindował go na szczyty listy najbardziej pożądanych aktorów filmowego świata. Oby Ridley Scott, swoim nieprzystającym do dorobku filmem, nie pociągnął ­Joaquina Phoenixa na dno, niczym Moskali w swojej wersji bitwy pod Austerlitz. Na marginesie, Rosjanie utopili się wtedy w jeziorze być może w liczbie kilkunastu, a nie kilku tysięcy, jak pokazuje Scott... 

Tomasz Łysiak, szef działu „Historia” w „Gazecie Polskiej”, napisze, że z historycznego punktu widzenia „Napoleon” to... stek bzdur. Tekst naszego błyskotliwego historyka gorąco polecamy!

NIE PRZEGAP: Więcej jutro na łamach tygodnika "Gazeta Polska" w tekście Tomasza Łysiaka "Karykatura Napoleona w wydaniu Ridleya Scotta"

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Sylwia Krasnodębska
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo