Wpadli w pułapkę, niepomni różnych ostrzeżeń (choćby wskazania Rady Jedności Narodowej, czyli swego rodzaju „parlamentu” Polski Podziemnej) i znaków na niebie i ziemi, że Sowietom ufać nie wolno. A jednak uwierzyli "na słowo", dali wiarę w zapewnienia o dobrych intencjach, a także o gwarancjach bezpieczeństwa.
Okazało się, że o żadnych rozmowach na temat choćby legalizacji partii politycznych w Polsce Sowieci nawet nie myśleli. Zamiast tego schwytali szesnastu polskich czołowych polityków Państwa Podziemnego i wywieźli ich do Moskwy na pokazowy proces, który odbył się w czerwcu 1945 roku. Poza Jankowskim i Okulickim wśród porwanych Polaków byli: przewodniczący Rady Jedności Narodowej Kazimierz Pużak, Józef Stemler-Dąbski, Antoni Pajdak (PPS-WRN), Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Kobylański, Zbigniew Stypułkowski i Aleksander Zwierzyński ze Stronnictwa Narodowego, Józef Chaciński i Franciszek Urbański ze Stronnictwa Pracy, Adam Bień, Kazimierz Bagiński i Stanisław Mierzwa ze Stronnictwa Ludowego oraz Eugeniusz Czarnowski i Stanisław Michałowski ze Zjednoczenia Demokratycznego.
Wszystkim postawiono idiotyczne zarzuty i pomimo, wymuszonej przez polskich dyplomatów, interwencji ambasadorów USA i Wielkiej Brytanii skazano ich (w większości) na więzienie. Kilku zapewne zamordowano. Gen. Okulicki zginął 24 grudnia 1946 roku, Stanisław Jasiukowicz zmarł także w tym roku w więzieniu na moskiewskich Butyrkach, inni, jak wicepremier Jankowski (1953) lata później.
Porwanie, uwięzienie i w zasadzie zamordowanie części polskich polityków z Państwa Podziemnego to był jasny sygnał i dla Polski i dla świata: Sowieci mają głęboko gdzieś szacunek, opinie i pokrzykiwania w prasie. Zrobią co chcą, jeśli tylko chcą. Są brutalni i idą po trupach do celu. Trzeba zabić przywódcę obcego państwa? Zrobią to bez mrugnięcia powieką.
Warto o tym pamiętać choćby wtedy, gdy mówi się o Smoleńsku roku 2010. Bo Rosja to bezpośredni spadkobierca ideologiczny i praktyczny Sowietów. I wreszcie rzecz najważniejsza: nigdy nie ufaj słowu bolszewików. Nawet gdy zarzekają się, że tego słowa dotrzymają. Nawet gdy biją się w pierś i krzyczą: "Słowo honoru!".