Poprzedni, „Niedźwiedzica z Baligrodu”, powstał dzięki temu, że leśniczy podzielił się ze światem słynnym już zimowym nagraniem: spotyka w lesie znajomego niedźwiedzia Grzesia, zwraca się do niego po imieniu i pyta dlaczego nie śpi, skoro jest środek zimy. Filmik rozniósł się w internecie w zawrotnym tempie. W tłumie dziennikarzy, którzy dotarli wówczas do leśniczówki Kazimierza był również autor, Marcin Szumowski. Gdy inni pojechali w swoją stronę, został na dłużej, a potem wracał i spisywał opowieści z bieszczadzkich połonin.
Całe życie w Bieszczadach
Kazimierz „Kazek” Nóżka od dziesięcioleci pełni funkcję leśniczego w jednym z najstarszych lasów w Polsce. Przez te lata zebrał ogromne doświadczenie w czytaniu znaków przyrody i tropieniu zwierząt. Mimo że zna każdy metr kwadratowy „swojego” lasu, wciąż potrafi się dziwić i zachwycać toczącym się tam życiem roślin i zwierząt. Zna historie rodowe wilczych watah i niedźwiedzich rodzin, wie, gdzie można spotkać jelenie, sarny, dziki. Nadaje zwierzętom imiona, tropi je i cieszy się, gdy uda mu się wypatrzyć któregoś ze swoich ulubieńców.
Wędrowiec
W swoim obwodzie Kazimierz poluje z aparatem. Używa również fotopułapek, które pozwalają mu być w kilku miejscach jednocześnie i sprawniej dokumentować życie jego ukochanych niedźwiedzi i wilków. Lasami Bieszczad wędruje od tak dawna, że jest kopalnią opowieści: anegdot, historii z dreszczykiem, wzruszających historii rodzinnych.
W drugiej książce Marcina Szumowskiego główną rolę grają wilki. Podążając za „Kazkiem”, odkrywamy ich niezwykłe zwyczaje, śledzimy pasjonujące przygody i przełomowe życiowe momenty. Unikalna opowieść o życiu zwierząt w Bieszczadach staje przed nami otworem. Spotykamy niedźwiedzie kradnące pszczelarzom miód, wilki jedzące jabłka, sprytne dziki, dostojne puszczyki i inne, małe i duże zwierzęta, których leśne życie widoczne jest tylko dla doświadczonych obserwatorów.
Fragment książki
„Po kilkunastu metrach Kazek zatrzymał się przy niewielkiej rachitycznej jabłonce. W koronie drzewa wisiało jeszcze trochę małych żółtych jabłuszek. Leśniczy schylił się i zdjął przymocowaną do pnia fotopułapkę. Po chwili pokazywał mi wilka, który z lubością zajadał się tymi jabłuszkami. Spojrzałem pod nogi. Wśród owoców leżących na ziemi bardzo łatwo można dojrzeć te przegryzione na pół lub wymęczone wilczymi zębami.
– Przychodzą tu od czasu kiedy jabłoń owocuje. Czasem jest to jeden wilk, czasem dwa, a nawet więcej. – Kazek spojrzał na drzewko. – Nie wiem jaki jest powód tej konsumpcji, może to witaminy, może minerały? Widocznie coś w tych jabłkach jest czego potrzebują – leśniczy przewinął film i pokazał mi ujęcie, na którym w miejscu, w którym teraz staliśmy trzy wilki zajadały się owocami. – Gang starej wilczycy. To tylko z wczorajszej nocy. Mam taką koncepcję, że one tu przychodzą na deser, jak się już najedzą jeleniny. Biorą to na polepszenie trawienia, rozluźnienia żołądka – Kazek puścił do mnie oko i zdjął z drzewa małe żółte jabłuszko.”
Pan „Kazek” zna las i jego mieszkańców i wie, jak poznać po zachowaniu jednych zwierząt obecność innych: wie, że kiedy sójki krzyczą to znaczy, że coś się dzieje. Kilka minut później zza jodły wyłania się niedźwiedź. Leśnik prowadzi Marcina Szumowskiego nieuczęszczanymi leśnymi szlakami, by pokazać mu to, co w Bieszczadach najbardziej niezwykłe:
„Kazek przyłożył lornetkę do oczu i skierował ją na lewą stronę wzgórza. Oddał mi ją po chwili, wskazując ręką kierunek.
– Pod tą szeroką jodłą tuż przy lesie… – Aż podskoczyłem. Gdy skierowałem szkła lornetki w dół ujrzałem dwa młode wilki, które wygrzewały się w słońcu. Jakieś kilka metrów dalej dwa kolejne baraszkowały ganiając jeden za drugim. Niedaleko od nich w trawie leżały kolejne dwa. Przesunąłem lornetkę bardziej w lewo. Obok szerokiej jodły siedziała ona – Zołza. Bacznym wzrokiem obserwowała okolicę. Lornetka miała dobre zbliżenie. Widziałem ją jak na dłoni. Piękna, choć mająca już swoje lata wilczyca. Od razu było widać, że należy do pary Alfa. W pewnej chwili spojrzała w moją stronę. Odruchowo opuściłem lornetkę.
– Widzą nas? – spojrzałem w kierunku Kazia.
– Nie sądzę, to jednak jest bardzo daleko. Choć mogły usłyszeć silnik auta. Z wiatrem nas nie poczują, bo wieje od nich – leśniczy jakby chcąc się upewnić, wystawił rękę. “
„Wilczy Gang i nowe historie Kazimierza Nóżki” to zajmująca lektura, którą można potraktować zarówno jak opowiastkę do poduszki, jak i poważny przewodnik po Bieszczadach. Mimo, że nie znajdziemy tu konkretnych szlaków, dowiemy się jak reagować w sytuacji spotkania z dzikim zwierzęciem, na co zwracać uwagę by znaleźć trop, jak się poruszać i patrzeć, by zauważyć to, co w tym regionie najpiękniejsze i niepowtarzalne.