Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Polonijne wigilie w Azji

Polacy na stałe mieszkający w Indiach, Bangladeszu i Nepalu obchodzą wigilię w egzotycznych warunkach. Improwizują wigilijne potrawy lub zdają się na restauracje. Szukają kontaktu z rodakami i tęsknią za bliskimi w Polsce.

Autor:

"Podczas przygotowań do wigilii najbardziej będzie mi brakować ziela angielskiego" - mówi Ewa Jednaszewska, która od jesieni mieszka z mężem w Nepalu. "Nie będzie kapusty i ogórków kiszonych. Ale za to może zupa z buraków, boczniaki i pierożki momo, które zrobię z nadzieniem z kartofli" - wylicza.

Pierożki momo - specjalność Nepalu - są rodzajem pierogów, ale gotowanych na parze. Nepalczycy nie uznają jednak farszu z ziemniaków lub grzybów, akceptowane jest tylko mięso i warzywa. Od rana w hotelu Ewy i Pawana JB Rany nad jeziorem Begnas w pobliżu Pokhary grają kolędy, a wnętrze udekorowane jest kompozycjami z szyszek, pomarańczy i kwiatów.

Para jest małżeństwem od sześciu lat. Ewa przyjechała do Nepalu w 2011 r. w ramach wolontariatu. Szkoliła nauczycieli w szkołach podstawowych w zachodniej, mniej zaludnionej części kraju. "Nie było to łatwe doświadczenie, to jest inny świat. A już w Katmandu poznałam męża" - opowiada.

Decyzja o przeprowadzce z Wielkiej Brytanii zapadła niedawno. Pawan JB Rany wyjechał do Nepalu na początku roku, a Ewa miała wkrótce dołączyć. "I wtedy wybuchła pandemia koronawirusa" - mówi Ewa. Nepal zawiesił loty międzynarodowe i wprowadził krajową kwarantannę z zakazem poruszania się. Nepalczycy utknęli w domach, a ich bliscy za granicą. "Przyjechałam tu dopiero w październiku po długich staraniach o wizę. Przez niejasne przepisy, o mały włos nie wpuszczono by mnie do samolotu" - wspomina.

"Kilka dni przed wylotem z Tamilnadu na Andamany, Indie zamknęły kraj" - opowiada Michał Bysiec. 31-latek z Kielc podróżował już kilka miesięcy po Indiach. "I tak już zostałem w Tiruwannamalai na 10 miesięcy" - dodaje. Michał zamieszkał pod świętą górą Arunaćala, gdzie nauczał guru Ramana Mahariszi. "Od dawna interesowałem się jego naukami, więc pobyt w tym miejscu stał się dla mnie czasem transformacji wewnętrznej" - tłumaczy.

"Epidemia była tu obecna tylko na początku, później ludzie przestali na nią zwracać uwagę, raczej nie noszą maseczek"

- opisuje życie w Indiach, zaznaczając, że mieszka praktycznie na wsi, w domku, gdzie czuje się bezpiecznie.

"W Delhi są spore kary za brak maski" - tłumaczy Marzena Magnuszewska, przewodniczka w Indiach, która od 9 lat mieszka w tym kraju. Studiowała indologię w Polsce, a pierwszy raz odwiedziła kraj jeszcze w 1984 r. za czasów premier Indiry Gandhi. "Kilka dni przed zamachem na Indirę, wróciłam do Polski" - wspomina.

"Życie toczy się już w miarę normalnie. Jest może mniej ludzi w metrze, dlatego ten czas wykorzystałam na fotografowanie zabytków"

- tłumaczy dodając, że zagraniczni turyści wciąż nie mają wstępu do kraju. "To cudowny czas na zwiedzanie, bo jest pusto" - zaznacza. Z niecierpliwością czeka jednak na otwarcie granic, by wrócić do wykonywania zawodu.

Polonia w Delhi liczy tylko kilkadziesiąt osób, część spotka się na mszy w pierwszy dzień świąt w kościele pod wezwaniem św. Alfonsy Mutthathupadam, która była pierwszą Hinduską kanonizowaną przez Watykan. "Chrześcijan jest mało w Indiach i w kościołach jest pusto. Ale to wolny dzień od pracy" - tłumaczy Magnuszewska.

Sama spędzi wigilię ze swoją byłą uczennicą, Tatianą Szurlej, która wykłada na delhijskim uniwersytecie. Wieczorem, w gronie indyjskich przyjaciół, zbiorą się wokół elektrycznego grzejnika. "W Delhi w zimie jest bardzo zimno. Indyjskie mieszkania są przewiewne i nieogrzewane. U mnie jest 14 stopni" - wyjaśnia.

"W Wigilię Bożego Narodzenia, z garstką tutejszych Polaków, wybieramy się do restauracji"

- opowiada Karolina Ozimek, która od trzech lat mieszka na obrzeżach Dakki, w Bangladeszu. "Tutejszy klub niemiecki ma wieprzowinę, kiszoną kapustę, potrawy zbliżone do polskich" - tłumaczy.

Na polskiej wigilii będzie zaledwie 6-7 osób. "Większość osób wyjechała z Bangladeszu z powodu epidemii" - mówi Ozimek, która jest architektem i razem z mężem Bengalczykiem prowadzi firmę architektoniczną.

"Święta będziemy obchodzić również w naszym biurze. Nasi pracownicy, mimo że muzułmanie, chcieli nawet wybrać się do kościoła"

- opowiada zaznaczając, że mieszkańcy Bangladeszu w większości wyznają islam. Jednak państwowa szkoła w pobliżu jej domu postawiła choinkę z bombkami i św. Mikołajem. "To pewnie wynika również z fascynacji Zachodem, choinki są również w centrach handlowych" - dodaje.

"Tutaj w dzień jest koło 30 st. C, a w nocy temperatura spada do 18 st." - mówi Bysiec. "Nie czuję Świąt, bo nie są obecne tutaj w przestrzeni. I nie ma śniegu" - dodaje. Przyznaje zarazem, że kilka ostatnich świąt w Polsce było bezśnieżnych. Dla niego to pierwsze święta z dala od rodziny.

"Zawsze święta spędzaliśmy razem. Po kilku latach podróży zagranicznych, mama się już chyba trochę oswoiła z tym, że mnie nie ma"

- mówi. "Będę do nich dzwonił z życzeniami w wigilię" - zaznacza.

Ewa Jednaszewska wyjechała z Polski zaraz po studiach w 2006 r. "Mama przyzwyczaiła się trochę do mojej emigracji. Zwłaszcza, że sama jest trochę podróżniczką i była już raz w Nepalu" - opowiada o rozłące z rodziną Ewa, która zdecydowała się przeprowadzić na stałe do Nepalu, by prowadzić rodzinny biznes męża.

"Martwi mnie, że nie ma jej z nami. To trudne. Bo gdyby w Polsce coś jej się stało..." - mówi. "Może przeprowadzi się do nas, do Nepalu na starość?" - dodaje z nadzieją w głosie.

Autor:

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Kultura i Historia