Przyszły generał urodził się w Krakowie, w roku 1895. W wieku sześciu lat rozpoczął szkolną edukację, która szczególnie na poziomie gimnazjum nie wyglądała, w jego przypadku, najlepiej. Kilka razy zmieniał szkołę, a ich rygor, nie przypadł mu do gustu. Stąd konflikty z kolejnymi nauczycielami i częste wagary. Janina, późniejsza żona Fieldorfa wspominała: […] „szkołę uważał za dopust Boży, uprawiał wagary i choć bardzo zdolny, często przynosił oceny niedostateczne. Za to był duszą i inicjatorem przeróżnych wybryków, kawałów, bójek. W tym młodzieńczym buncie można było już wtedy dostrzec cechy późniejszego żołnierza, który jako oficer i dowódca nie patrzył na swoich podwładnych jedynie przez pryzmat wojskowego regulaminu. Poczucie odpowiedzialności za „swoich chłopaków” oraz dawanie przykładu, to cechy, które towarzyszyły mu przez całe życie. Ostatecznie w wieku piętnastu lat Emil zakończył swoją edukacyjną przygodę i zaczął pracować fizycznie. Prawdziwym przełomem w życiu nastolatka był rok 1912, wtedy został członkiem krakowskiego Towarzystwa Sportowo-Gimnastycznego „Strzelec”. Ta paramilitarna organizacja zalegalizowana przez władze austriackie dwa lata wcześniej miała być kuźnią kadr wojskowych i zalążkiem przyszłej armii polskiej, która pójdzie w odpowiednim momencie do Kongresówki „bić Moskala” i walczyć o niepodległą Polskę. Przyszły dowódca Kedywu poczuł się w „Strzelcu” jak ryba w wodzie. Wykłady, ćwiczenia wojskowe, patriotyczne rozmowy z podobnie do niego myślącymi młodymi ludźmi i wreszcie ukończona szkoła podoficerska ukształtowały go na kolejne lata. „Strzała” – bo takim ochrzczono go pseudonimem – był też pod ogromnym wrażeniem Józefa Piłsudskiego. W sercu miał Polskę i Komendanta – mówiła potem żona Fieldorfa.
Krzyczeli żeśmy stumanieni…
Kiedy wybucha I wojna światowa, dziewiętnastoletni Fieldorf rusza w długą drogę walk o wolną i niepodległą Polskę. Bił się między innymi pod Łowczówkiem, gdzie został ranny, pod Konarami, Ożarowem, Jastkowem i Hulewiczami, gdzie mimo ogłuszenia wybuchem i ostrzału nieprzyjaciela, zdołał naprawić karabin maszynowy i dalej walczyć. Za bohaterstwo w tej bitwie otrzymał order Virtuti Militari V klasy. Kiedy w lipcu 1917 roku wybucha kryzys przysięgowy, a legioniści odmawiają złożenia przysięgi na wierność cesarzowi, Fieldorf jako poddany austriacki trafia na front włoski. Jesienią 1918 roku jest już w Krakowie. Działa w Polskiej Organizacji Wojskowej, uczestniczy w rozbrajaniu żołnierzy austriackich. Walczy w szeregach na nowo stworzonego 5 Pułku Piechoty Legionów – słynnych „Zuchowatych” – z Ukraińcami o Przemyśl i Lwów, a wiosną 1919 roku przeciwko bolszewikom o Wilno. Za swoją postawę zostanie odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem „Wilno-Wielkanoc”. Właśnie w Wilnie poznaje Janinę Kobylińską, która skradnie jego serce na całe życie. Kilka miesięcy później zostają małżeństwem. To nie był jednak czas na spokojne życie rodzinne, ze wschodu młodemu polskiemu państwu zagrażało śmiertelne, czerwone niebezpieczeństwo. Oczywiście w walce z bolszewikami nie może zabraknąć Fieldorfa, który bierze udział w styczniowej kampanii łatgalskiej na Łotwie, walczy o Białystok, Nowogródek i Lidę. Bił bolszewika pod Kijowem, Żytomierzem i w trakcie Bitwy Warszawskiej. W 1921 roku jest już w randze kapitana. Takiej postawy w trakcie wojny z bolszewikami nie zapomnieli Fieldorfowi komuniści. W powojennym akcie oskarżenia pisali: „Wrogość swą do ruchu lewicowego i Związku Radzieckiego Fieldorf August wykazał już w latach 1920, podczas których będąc w stopniu porucznika jako dowódca kompanii 1. Pułku Legionów Polskich brał czynny udział w marszu Piłsudskiego na ZSRR i za szczególne wyróżnienie się w walkach został czterokrotnie oznaczony Krzyżem Walecznych oraz awansowany do stopnia kapitana”.
Spokojne lata II Rzeczpospolitej i ponowna walka o Polskę
Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej Fieldorf postanowił swoją przyszłość związać z Wojskiem Polskim. Predyspozycje do tego posiadał bez wątpienia bardzo duże. Oto fragment opinii służbowej pochodzącej z tamtego czasu: „odznaczał się odwagą, umiejętnością szybkiego podejmowania decyzji, rozwagą w chwilach zagrożenia, absolutnym brakiem cech karierowicza w formie potakiwania przełożonym […]. Umie żyć z żołnierzami 5 i wychowywać ich w zamiłowaniu dyscypliny i porządku; bardzo lubiany przez swoich podkomendnych. Spokojny, taktowny, pracowity; posiada duże zdolności gospodarcze. Ogólna ocena: nadzwyczajny”. W niepodległej Polsce przechodził kolejne szczeble wojskowej kariery, zostając jednocześnie szczęśliwym ojcem dwóch córek. W 1928 roku otrzymał awans na majora, a cztery lata później podpułkownika. W 1935 roku został dowódcą samodzielnego batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza „Troki”, a później zastępcą dowódcy pułku KOP „Wilno”. Na rok przed wybuchem wojny objął dowództwo 51. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych im. Garibaldiego w Brzeżanach. Po klęsce wrześniowej zdecydował się walczyć dalej w szeregach armii polskiej tworzonej we Francji. Tutaj trafił pod skrzydła gen. Sosnkowskiego. W lipcu 1940 roku, już po klęsce Francji ruszył jako emisariusz do okupowanej Polski. Służył w Komendzie Głównej ZWZ, a w styczniu 1943 roku został dowódcą Kierownictwa Dywersji. Był to wyraz uznania i zaufania dla jego umiejętności ze strony gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Kedyw bowiem miał za zadanie planowanie i organizowanie akcji dywersyjnych oraz sabotażowych przeciwko niemieckim okupantom. Wtedy Fieldorf zaczął używać pseudonimu „Nil” (nawiązując do swej długiej podróży do okupowanej Polski, która z Wielkiej Brytanii wiodła między innymi przez Egipt). Wybór „Nila” na szefa Kedywu, był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Procentowało doświadczenie konspiratora i żołnierza. Akcja pod Arsenałem, zamach na kata Warszawy Franza Kutscherę, czy zdobycie ponad 100 milionów złotych z Banku Emisyjnego – to tylko kilka najbardziej znanych i świetnie przeprowadzonych akcji żołnierzy Kedywu pod kierownictwem Fieldorfa. W lutym 1944 roku wobec coraz bardziej realnej okupacji sowieckiej Polski, dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wyznaczył go do zbudowania ściśle zakonspirowanej organizacji „Nie” – skrót od „Niepodległość”. Fieldorf miał przejść do jeszcze głębszej konspiracji, dlatego nie brał udziału w Powstaniu Warszawskim. „Nie” w swoim założeniu miała tworzyć kadry dla przyszłego ruchu oporu w opanowanej przez Sowietów Polsce.
W czerwonych kleszczach
7 marca 1945 roku Fieldorf został przypadkowo aresztowany. Na szczęście Sowieci nie zorientowali się kogo złapali. Miał papiery na fałszywe nazwisko Walenty Gdanicki, a ponieważ znaleziono przy nim trochę dolarów i kawy uznano go za spekulanta. Wkrótce z dwoma tysiącami towarzyszy niedoli został wywieziony do łagru na Ural. Tam przez pracował ponad dwa lata w skrajnie ciężkich warunkach, ocierając się wielokrotnie o śmierć. Jesienią 1947 roku skrajnie wyczerpany wrócił do Polski. Zamieszkał w Łodzi. Rok później, w lutym, postanowił się ujawnić, korzystając z ogłoszonej przez komunistów amnestii. Czy wierzył w szczerość komunistycznych obietnic? A może po prostu po latach walki i konspiracji, chciał wreszcie żyć normalnie? Jeśli o tym marzył, to szybko i brutalnie te plany zgruchotała komunistyczna bezpieka. „Nil” został aresztowany w listopadzie 1950 roku. Trafił na osławioną Rakowiecką. Oskarżony został ze słynnego dekretu „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego”. Fieldorf nie tylko z determinacją odrzucał te absurdalne zarzuty, ale też konsekwentnie odmawiał kolaboracji, na której komunistom bardzo zależało. Chcieli go wykorzystać w rozgrywce przeciwko innym żołnierzom AK, proponując między innymi, żeby wydał odezwę do swoich towarzyszy broni o ujawnianie się i zaufanie władzy ludowej. Żona generała od jego obrońcy z urzędu usłyszała: „Pani mąż to człowiek ze stali, nie okazuje ani skruchy, ani żalu. Szkoda, że nie jest po naszej stronie”.16 kwietnia 1952 roku „Nil” został skazany na karę śmierci. Na wykonanie wyroku czekał kolejne dziesięć miesięcy… O łaskę nie chciał prosić, ale robiła to jego rodzina. W grudniu 1952 roku sąd napisał: „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje. Skazany wykazał wielkie natężenie woli przestępczej […]. Zdaniem sądu nie istnieje możliwość resocjalizacji skazanego”. Gen. Fieldorf został powieszony 24 lutego 1953 roku. Prokurator Witold Gatner tak mówił o tym po latach: „Skazany patrzył mi cały czas w oczy. Stał wyprostowany. Nikt go nie podtrzymywał. Po odczytaniu dokumentów zapytałem skazanego, czy ma jakieś życzenie. Na to odpowiedział: Proszę powiadomić rodzinę. Oświadczyłem, że rodzina będzie powiadomiona. Zapytałem ponownie, czy jeszcze ma jakieś życzenia. Odpowiedział, że nie. Postawę skazanego określiłbym jako godną. Sprawiał wrażenie bardzo twardego człowieka. Można było wprost podziwiać opanowanie w obliczu tak dramatycznego wydarzenia".
Epilog
Ciała generała Fieldorfa nie udało się odnaleźć do dzisiaj, choć ciągle trwają poszukiwania prowadzone przez pracowników IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Żadna z osób odpowiedzialnych za mord sądowy na generale nie poniosła kary, wszyscy spokojnie dożyli swoich dni przy dziwnej bezczynności sądów III RP. W lipcu 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył gen. Fieldorfa Orderem Orła Białego. W ostatnim liście do swojej żony generał pisał: „Kochana Janinko! Zmian u mnie nie ma. Gdyby nie to, że się o Was martwię, wszystko byłoby do zniesienia. […] O mnie się nie martwcie zupełnie, ani to ulgi nie przyniesie, ani też pomoże”.