W roku 1943 doszło do kilku fundamentalnych zmian biegu wydarzeń II wojny światowej: Niemcy przegrali pod Stalingradem, w lipcu rozpoczęła się mająca się także skończyć dla nich źle bitwa na Łuku Kurskim, zaś po przegranej w północnej Afryce musieli się zmierzyć z inwazją Aliantów na Sycylię i Półwysep Apeniński. Na jesieni w Teheranie doszło kluczowych dla Polaków ustaleń Wielkiej Trójki – nie dość, że nie było nas przy stole rozmów, to jeszcze podjęto decyzje dotyczące polskiej wschodniej granicy (na tzw. Linii Curzona) i wytyczono kurs na podległość przyszłej Polski wobec Sowietów. Wszystko to jednak działo się nie w oderwaniu od sprawy katyńskiej, ale w bliskim z nią związku. W grudniu, już po Teheranie, w Italii wylądowali żołnierze generała Andersa – z 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Stanowili „miks” żołnierzy z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich oraz byłych jeńców i więźniów sowieckich. Nieśli ze sobą i za sobą ponurą wieść dla świata o tym, co spotkało Polaków z rąk Sowietów. Problem w tym, że świat nie tylko nie chciał ich słuchać (a przede wszystkim polityków i przedstawicieli polskiego rządu w Londynie), ale próbował uciszyć i stłamsić. Prawda o Katyniu stała się dla Aliantów niewygodna.
Element antyradziecki
13 kwietnia 1943 roku na falach rozgłośni berlińskiej pojawił się komunikat: „Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazał władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych, dokonywanych przez bolszewików, i gdzie GPU wymordowało 10 000 oficerów polskich”. Dzisiaj wiemy, że ta informacja była niepełna, gdyż od kwietnia do maja zamordowano 14 500-14 600 jeńców z trzech różnych obozów – z Ostaszkowa, Kozielska i Starobielska. Uratowała się jedynie niewielka część, dość przypadkowo, z obozu w Griazowcu. Wśród nich był także malarz i pisarz Józef Czapski, który swój pobyt w obozie opisał we „Wspomnieniach Starobielskich” (lecz nie obejmowały one kwestii samego mordu masowego z kwietnia 1940 roku). Byli „szczęściarzami”, chociaż sami tego wówczas nie wiedzieli – sądzili, że omija ich wymiana jeniecka z Niemcami (o której wcześniej była mowa: Niemcy mieli za oficerów polskich wydawać Sowietom Ukraińców, lecz wstrzymali się z tym pomysłem) i wręcz protestowali, gdy odłączono ich od kolegów. W ramach tego samego rozkazu Berii i Stalina z 5 marca 1940 roku Sowieci wymordowali także ponad 7 000 więźniów rozmieszczonych w różnych więzieniach w Rosji, w podpadających pod te same kategorie – inteligentów, urzędników państwowych i samorządowych, działaczy politycznych i społecznych, nauczycieli, prawników i wszystkich tych, którzy zostali uznani za „element antyradziecki”. Razem niespełna 22 tys. polskiej elity zostało zamordowanej przy użyciu bestialskich, nieludzkich metod. Wiadomość radia berlińskiego podawała informacje o głębokości dołów w katyńskim lesie, o sposobach mordowania (związane ręce, strzał w tył głowy z pistoletu). I tak zaczęła się wojna propagandowa, w której Związek Sowiecki zaczął natychmiast przekonywać świat, że zbrodni dokonali sami Niemcy, a całość jest jedynie zagrywką Goebbelsa. Rzecz w tym, że zagrywką szefa propagandy Hitlera była – ale jednak opierała się na prawdziwych ustaleniach, co zresztą potwierdziła zaproszona przez Niemców na miejsce zagraniczna, niezależna komisja, w której składzie znalazł się m.in. Józef Mackiewicz, który na udział w delegacji Polskiego Czerwonego Krzyża otrzymał zgodę polskiego podziemia. Przedstawiciele państwa polskiego w Londynie zaczęli się domagać reakcji sojuszników: Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jednak Katyń okazał się być solą w alianckim oku...
Cały artykuł można przeczytać w tygodniku GP