Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

Czy państwo polskie pomaga małym ośrodkom dbającym o pamięć?

Państwo niemieckie bardzo dobrze dba o dziedzictwo rozproszone w małych ośrodkach, np. to dotyczące tzw. wypędzonych – wsparcie ma postać instytucjonalną, wysoki budżet. Czy państwo polskie pomaga małym ośrodkom? W debacie (na 18. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym NNW) pod tytułem PAMIĘĆ. OD MAŁEJ IZBY DO MUZEUM rozmawiali: dr Andrzej Jerie (Centrum Historii Zajezdnia), dyrektor Jacek Pawłowicz MŻWiWP PRL, dr Mateusz Szpytma (z-ca Prezesa IPN).

Dr Mateusz Szpytma powiedział, że z jednej strony czas III Rzeczypospolitej to był czas niesamowitego rozwoju, także muzealnego, szczególnie za czasów premiera Piotra Glińskiego. W dodatku widać, że te muzea są odwiedzane, placówki żyją.

Moim największym zmartwieniem, kiedy pracowałem nad muzeum w Markowej było to, czy te pieniądze nie pójdą na marne, bo muzeum jest na uboczu w wiosce, dużej, ale jednak wiosce. Ale okazało się, że martwiłem się niepotrzebnie.

– powiedział z-ca prezesa IPN i dodał, że z drugiej strony widać, że jest dużo przestrzeni niezagospodarowanej, działalność społeczna nie wystarcza, trzeba mieć środki i czas, trzeba umieć wystąpić o granty, to często przekracza możliwości małych społeczności.

Dużym pesymistą okazał się Jacek Pawłowicz, który mówił, że np. na Mazowszu Północnym gdzie było rozwinięte podziemie niepodległościowe, nie ma ani jednej placówki, która by przedstawiała tę historię. Środowiska społeczne, które kultywują tę pamięć są pomijane, a wręcz utrącane. Za chwilę będziemy wracać do polityki wstydu czy wręcz rzeczy wymyślonych.

Znam wielu ludzi, którzy upamiętniają społecznie różne wydarzenia historyczne, ale praktycznie bez wsparcia państwa polskiego. Grupa Radosław straciła swoje muzeum, bo podniesiono im czynsz i musieli się zwinąć, a oni mieli absolutnie wyjątkowe eksponaty, prowadzili lekcje dla młodzieży, i prowadzą nadal, ale powoli zaczyna im brakować sił. Mamy więc środowiska patriotyczne, które upadłyby, gdyby nie wsparcie IPN, ale nikogo więcej. Naprawdę wiele idei zamiera. Taki przykład – we wsi Kamesznica otwarto, przy wsparciu IPN, cmentarz oddziału Flamego „Bartka”. Okazało się, że w pobliskim lesie jest gajówka, gdzie była kwatera oddziału, zrobiliśmy tam dokumentację faktograficzną, po czym pojechaliśmy do nadleśniczego z propozycją, że zorganizujemy bezpłatnie centrum edukacyjne. Po trzech tygodniach okazało się, że budynki rozebrano, miejsce zaorano i posadzono las! Jak to nazwać? To jest bardzo bolesne.

Pawłowicz stwierdził też, że Muzeum na Rakowieckiej istnieje tylko dzięki IPN. Nie byłoby go po prostu, mimo że jest polską golgotą… – powiedział. Przywołał też przykład Płocka, gdzie była siedziba gestapo, NKWD, SB i UB – budynek, gdzie w piwnicach są napisy, jakie więźniowie zrobili na murach. I mimo wsparcia historyków, rodzin żołnierzy, którzy tam byli więzieni, nie można zorganizować centrum edukacji. Tam były straszne zbrodnie po wojnie, jest jakaś blokada w państwie, albo nawet kontrdziałanie środowisk niechętnych historii. Politycy partii rządzącej tej historii nie chcą, nie chcą jej pamiętać.

Dr Marcin Musiał mówił, że obszar lokalnego dziedzictwa jest znacznie szerszy niż pamięć o czasach II wojny światowej i po niej. Z jego perspektywy izby pamięci i oddolne inicjatywy przeżywają renesans, pojawiła się potrzeba społeczna, żeby opowiadać o swoim dziedzictwie ustami lokalnych społeczności. Takich lokalnych izb pamięci jest ponad 1600, mają różne formy prawne, różnie działają.

Według mnie sytuacja nie jest tragiczna, ale jest zmienna Jestem tu trochę optymistą, bo choć nie ma systemowego wsparcia państwa, to ta energia oddolna jest mimo wszystko bardzo żywotna. Trzeba ich też wspierać mądrze, żeby nie zabierać im głosu. – powiedział.

Źródło: festiwalnnw.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Kultura i Historia