Spotkanie byłych więźniów politycznych w PRL, debaty, koncerty, msze św., pokaz filmu i odsłonięcie Muru pamięci ofiar stanu wojennego - to elementy głównych obchodów 40. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, które odbywają się w byłym Areszcie Śledczym przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie. Tegoroczne uroczystości organizowane są przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL oraz NSZZ „Solidarność”.
Podczas niedzielnego wydarzenia „Noc Generała na Rakowieckiej 37”, głos zabrał marszałek Antoni Macierewicz.
- To więzienie jest symbolem polskiego męczeństwa, ale także polskiej walki. Walki, która musi być zwycięska. Wspomnienie stanu wojennego to wspomnienie walki, która trwa. Stan wojenny miał bardzo różne oblicza - rozpoczął polityk.
- Miał oblicze militarne, mające przywrócić stalinizm, represje mające złamać kręgosłup narodowi. Temu narodowi, który po latach walki, kolejnych powstań, Żołnierzy Niezłomnych, robotników, studentów, utworzył narodowy związek zawodowy. We współczesnej historii była to największa organizacja społeczna, nie tylko na terenie Europy, ale chyba na całym świecie. Ciągle nie jesteśmy świadomi wielkości tamtego wydarzenia, tamtego ruchu
- przekonywał były minister obrony narodowej.
- Trzynaście milionów ludzi - dziesięć milionów zorganizowanych w NSZZ „Solidarność”, dwa miliony zorganizowanych w „Solidarności” wiejskiej, milion zorganizowanych w „Solidarności” w rzemieślniczej. Wreszcie - Niezależny Związek Studencki, który odgrywał olbrzymią rolę. Stan wojenny to było wypowiedzenie otwartej, militarnej wojny narodowi polskiemu - podkreślił.
Przyznał, że „do dzisiaj nie mamy pełnego wymiaru, jak wielkie były to represje”. - Nie ma takiej rodziny w Polsce, która nie cierpiałaby na skutek represji stanu wojennego. Musimy pamiętać o tych, którzy zostali zamordowani. Z nazwiska, znamy ich ponad stu. Ile zginęło naprawdę? Czekamy, aż historycy się tym zajmą - mówił dalej.
Zwrócił też uwagę na „aspekt społeczny” stanu wojennego.
- Taki, którego w dotychczasowych dziejach Europy chyba nie było. Likwidacja wszystkich mediów, zamknięcie wszystkich telefonów, wprowadzenie godziny milicyjnej, wyprowadzenie armii ludowej na ulice. We wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach, na skrzyżowaniach dróg stanęły czołgi i wozy bojowe
- przypominał zebranym opozycjonistom z czasów PRL.
- Potem strzelano do ludzi. Potem strzelano do górników. Potem strzelano do demonstrantów. Potem zabijano księży, jeszcze pod koniec - w 1989 roku, gdy rozpoczęto rozmowy tak zwanego okrągłego stołu. Ksiądz Jerzy Popiełuszko został zamordowany w 1984 roku, ale później także dochodziło do zabójstw duchownych. Tutaj Kiszczak rozmawiał z Michnikiem, a tam mordowano księży - mówił Macierewicz.
40 lat temu, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., wprowadzono stan wojenny, którego celami była likwidacja struktur opozycji demokratycznej w PRL-u, a także obrona reżimu komunistycznego.
13 grudnia 1981 r. Polskie Radio i Telewizja Polska nadawały od rana wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym poinformował on o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego i wprowadzeniu dekretem Rady Państwa stanu wojennego na terenie całego kraju. Na ulicach polskich miast pojawiły się liczne patrole milicji i wojska, a nawet czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Władze komunistycznego państwa wprowadziły również oficjalną cenzurę korespondencji i łączności telefonicznej; zmilitaryzowano też najważniejsze instytucje i zakłady pracy.
Służbom PRL udało się spacyfikować 40 spośród 199 strajkujących w grudniu 1981 r. zakładów. Najbardziej tragiczny przebieg miała akcja w kopalni "Wujek" w Katowicach, gdzie 16 grudnia 1981 r. interweniujący funkcjonariusze ZOMO zastrzelili dziewięciu górników.
W wyniku stanu wojennego, który władze PRL ostatecznie zniosły po ponad 1,5 roku - 22 lipca 1983 r. - zginęło co najmniej kilkadziesiąt osób, a tysiące internowano, w tym niemal wszystkich członków Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".