„Pogoda”, brat legendarnego Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, zaplanował akcję perfekcyjnie. Wejście do miasteczka nastąpiło z trzech stron, a na wypadek gdyby nadeszła jakakolwiek pomoc dla strażników z UB, zaryglowano drogi wylotowe z Krasnosielca w kierunku na Maków Mazowiecki, na Przasnysz i na Ostrołękę. Po krótkiej wymianie ognia i unieszkodliwieniu w niej strażników z UB którzy schronili się na piętrze budynku, żołnierze NSZ rozpoczęli uwalnianie uwięzionych z piwnic budynku. Zabito 9 funkcjonariuszy UB, wielu raniono.
Po stronie Wyklętych zginął tylko jeden żołnierz – Julian Pszczółkowski „Myśliwiec”. Jego ciało ubowcy postawili na drugi dzień pod murem więzienia licząc na to, że ktoś z przechodzących ludzi go rozpozna, ponieważ żołnierze biorących udział w akcji nie zabierali ze sobą żadnych dokumentów. Jednak podejrzewano, że może to być Pszczółkowski, więc w domu jego rodziny w Przasnyszu przez kilkanaście dni bezpieka trzymała kocioł. Co wieczór zawożono domowników do więzienia, gdzie spędzali noc w lochach wypełnionych po kolana zimną wodą. Ciągle pytano, gdzie jest Julian „bo jeśli nie powie, to zgnije w tej wodzie, a ojca zatłuką". Jednak nikt z nich nie uległ.
Uwolnieni więźniowie weszli w skład oddziału Dziemieszkiewicza.