"Mozart, wybacz swojemu mordercy. Przyznaję, że cię zabiłem" - to pierwsze słowa filmu Milosa Formana "Amadeusz", wypowiada je kompozytor Antonio Salieri. Ta fikcyjna scena zawiera w sobie również źdźbło prawdy. Salieri nie zabił Mozarta, ale rzeczywiście, kiedy pod koniec życia zapadł na chorobę psychiczną, sam opowiadał, że otruł jednego z klasyków wiedeńskich.
Plotka ta rozeszła się po Wiedniu, a potem po całym świecie, i przetrwała do naszych czasów. W 1830 r. - pięć lat po śmierci Salieriego i 39 lat po odejściu Mozarta - Aleksander Puszkin napisał sztukę "Mozart i Salieri", w której podtrzymuje ową legendę. Na dramacie Puszkina Nikolai Rimski-Korsakow oparł operę o tym samym tytule (1898 r.). W 1979 r. Peter Shaffer napisał sztukę "Amadeusz", bezdyskusyjnie najbardziej znane na świecie i najczęściej wystawiane swe dzieło. Na jej podstawie w 1984 roku powstał film Milosa Formana, który rok później rozbił bank z Oscarami, otrzymując osiem statuetek, m.in. dla odtwórcy roli Salieriego F. Murraya Abrahama.
Jednak od początku nie wszyscy wierzyli w fałszywą informację, że Salieri był zawistnym mordercą genialnego Mozarta. Już współcześni kompozytorzy próbowali ją zdementować. Guiseppe Carpani, przyjaciel Salieriego, przekonał znanego lekarza, dr Guldenera von Lobesa, żeby napisał list, w którym zdementuje dowody zatrucia Mozarta i tym samym oczyści Salieriego. Dr Guldener 10 czerwca 1824 r. napisał testament, w którym stwierdził, że Mozart jesienią 1791 r. zachorował na gorączkę reumatyczną, która wówczas nagminnie atakowała mieszkańców Wiednia. Wielu pacjentów zmarło z jej powodu, wcześniej uskarżając się na podobne objawy, jakich doświadczał Mozart. Guldener przytaczał również teorię lekarza Wolfganga Amadeusza dr Nikolausa Closseta, który zdiagnozował u niego schorzenie związane z mózgiem. Przytoczył również słowa innego poważanego lekarza, który stwierdził, że nie ma najmniejszego podejrzenia w kwestii otrucia.
Z plotką rozprawił się w 1984 r. Donal Henahan, krytyk muzyczny, laureat nagrody Pulitzera w tej dziedzinie w 1986 r. W artykule dla "New York Timesa" przytaczał badania nad śmiercią Mozarta przeprowadzone przez lekarza Petera J Daviesa z St Vincent's Hospital w Melbourne w Australii. Z kolei w tekście "Never Mind Salieri, Sussmayr did it" dziennikarz stwierdza, że to uczeń Mozarta, który zasłynął z dokończenia "Requiem", miał motyw, by zabić swojego mistrza.
Sussmayr uczył się również u Salieriego. Henahan pisze o dowodzie, który rzekomo ma świadczyć, że Franz Xaver Sussmayr miał romans z żoną Mozarta, Konstancją. Przytacza też teorię badacza Dietera Schicklinga, że to Sussmayr był ojcem Franza Xavera Wolfganga Mozarta. Jednak, według Henahana, "trudno uwierzyć, że miałaby ona (Konstancja) czelność i wyobraźnię, żeby nazwać dziecko imionami kochanka i męża". Śmierć Mozarta pozostaje niewyjaśniona do dziś, jest wiele hipotez dotyczących jej przyczyny.
Rezonans, jaki wywołały film Formana i dramat Shaffera, sprawił, że w powszechnej świadomości utrwalił się obraz Salieriego jako zakompleksionego dworskiego intryganta, cierpiącego z powodu braku talentu właściwego największym, i rozgrzeszającego takie jak on "miernoty świata". Tymczasem Cecilia Bartoli (mezzosopran koloraturowy), która w 2003 r. wydała płytę "The Salieri" z ariami z oper (napisał ich 39), sumiennie zgłębiła biografię kompozytora. W jednym z wywiadów wyjaśniała, że Salieri nie miał powodów do zazdrości, ponieważ za życia był słynniejszy niż Mozart. Jej zdaniem, kompozytorzy byli ze sobą w dobrych stosunkach. Opowiadała, że żona Mozarta po jego śmierci napisała, że jest szczęśliwa, że ich syn Xaver pobiera lekcje muzyki u "świetnego kompozytora Salieriego".
Przypomniała, że Salieri uczył Ludwiga van Beethovena, Franza Schuberta i Franza Liszta. "Myślę, że był bardzo ważną postacią w XVIII w." - mówiła Bartoli. Jednak zdaniem śpiewaczki, muzyka Salieriego jest lekceważona. "Kompozytor może się bronić przez swoją muzykę, ale kiedy jego muzyka nie jest wykonywana, nie ma tej możliwości" - tłumaczyła.
Aleksandra Konieczna w "Encyklopedii muzycznej" PWM stawia podobną tezę.
"Za życia Salieri cieszył się niezmiennie uznaniem i szacunkiem zarówno mocodawców, jak i słuchaczy i uczniów, a jego opery wystawiane były na wielu europejskich scenach. Po śmierci kompozytora zniknęły jednak niemal zupełnie z repertuaru, postrzegane jako przestarzałe stylistycznie"
- podsumowała.
O tym, jak poważany był w swoich czasach Salieri, świadczy np. fakt, że jego opera "L'Europa riconosciuta" została wykonana jako pierwszy spektakl w mediolańskim Teatro alla Scala (3 sierpnia 1778 roku). Poza tym to właśnie Salieriemu powierzono oprawę muzyczną Kongresu Wiedeńskiego. W 1774 r. został dworskim kammerkomponist oraz kapelmistrzem opery włoskiej. Po śmierci Józefa II (1790) został zdymisjonowany ze stanowiska w teatrze dworskim. Jednocześnie od 1788 r. do 1824 r. (zmarł w 1825) był nadwornym kapelmistrzem za panowania cesarzy Leopolda VII i Franciszka.
Jak podaje "Encyklopedia Muzyczna PWM", był jednym z założycieli Musikakademie (1817) oraz Gesellschaft für Musikfreunde w Wiedniu. W uznaniu zasług Antonio Salieri odznaczony został 1815 orderem Legii Honorowej oraz 1816 Złotym Medalem, przyznanym w 50. rocznicę jego przyjazdu do Wiednia.
Zmarł 7 maja 1825 roku, w wieku 74 lat, dotknięty demencją, samemu sobie przypisujący zamordowanie genialnego rywala.