Posty opatrzone tajskim hashtagiem #DlaczegoPotrzebujemyKróla? w ciągu doby pojawiły się na Twitterze przeszło 1,2 mln razy. Jednym z jego pierwszych użytkowników był emigracyjny aktywista, historyk Somsak Jeamteerasakul. W sobotę prof. Somsak, który śledzi podróże lotnicze władcy, poinformował na platformie mikroblogowej, że mimo kryzysu związanego z pandemią Covid-19 tajski monarcha jest w Niemczech i podróżował właśnie z Monachium do Hamburga. Inni użytkownicy udostępnili post ponad 60 tys. razy.
W niedzielę, kiedy hashtag stał się popularny, minister odpowiedzialny za cyfrową gospodarkę, a wcześniej rzecznik rządu Puttipong Punnakanta opublikował na Twitterze ostrzeżenie przed łamaniem prawa. “Nie uściślałem czego (mój post) dotyczył – to ogólne przypomnienie. (…) Szanujemy prawo do autoekspresji, ale jeśli spowoduje to szkody, będziemy stosowali przepisy” - wyjaśnił w poniedziałek agencji Reutera.
W Tajlandii obowiązuje surowe prawo o obrazie majestatu, zgodnie z którym za krytykę monarchii grozi do 15 lat więzienia. Mimo to w ostatnich miesiącach Tajowie wielokrotnie wyrażali swoje niezadowolenie ze sposobu, w jaki 67-letni Vajiralongkorn, który panuje jako Rama X, sprawuje obowiązki monarchy.
Rama X mieszkał w Niemczech jako następca tronu i nadal spędza tam dużo czasu. Obecny król jeszcze jako książę był krytykowany m.in. za swój kontrowersyjny styl życia i afery związane z życiowymi partnerkami. Choć formalnie panuje od śmierci swojego ojca, powszechnie szanowanego Bhumibola Adulyadeja, to został koronowany dopiero w 2019 roku. Zdaniem części komentatorów mogło to mieć związek z jego publicznym wizerunkiem, nieakceptowanym przez wielu Tajów.
Subtelna krytyka poczynań władcy była widoczna podczas studenckich protestów antyrządowych, które odbyły się w lutym po zdelegalizowaniu przez sąd drugiego największego opozycyjnego ugrupowania, Partii Nowej Przyszłości (Phak Anakhot Mai). W czasie demonstracji pojawiły się aluzje do osoby monarchy. „Jaką mamy pogodę w Niemczech?” – głosiło pytanie na jednym z transparentów na uniwersytecie Srinakharinwirot.
„Czcimy nowego króla, ale nie aż tak, jak starego” - przyznaje zastrzegająca anonimowość absolwentka zarządzania z Bangkoku.
„Kto wie, może za 20 albo 30 lat nie będziemy mieli już monarchii. Nastawienie młodych ludzi zmienił chyba powszechny dostęp do internetu. Wiemy dziś więcej o tym, co się dzieje na świecie i śledzimy kontrowersje na dworze”
- wyjaśnia.
Również komentatorzy tajskiego życia politycznego coraz częściej dostrzegają słabnącą więź między młodymi Tajami a monarchią.
Założyciel i szef think tanku Siam Intelligence Unit, Kan Yuenyong nie chce komentować bezpośrednio sprawy krytyki króla w mediach społecznościowych, ale ocenia, że niezależnie od rozwoju wypadków monarchia nadal będzie pełniła ważną rolę w tajlandzkiej państwowości.
„Monarchia to nie tylko osoba króla, ale również instytucja reprezentująca duszę narodu”
- przekonuje. Jak dodaje analityk, junta, która de facto rządzi krajem, z pewnością będzie bronić jej wizerunku. „Armia, która sześć lat temu przejęła władzę w wyniku zamachu stanu, nie ma legitymacji do rządzenia, więc potrzebuje bliskich relacji z tronem” – wyjaśnia Kan.