Oficer prasowy szamotulskiej policji mł. asp. Sandra Chuda poinformowała, że dziś, ok. godz. 1 w nocy nieznany mężczyzna zadzwonił na numer alarmowy 112 informując, iż ma koronawirusa. - Myślał, że dodzwonił się na policję. Chciał się spotkać z policjantami. Najpierw mówił, że ma koronawirusa, a gdy dyspozytor skierował go do sanepidu, stwierdził, że zabił człowieka i nie wie, kto mu teraz pomoże. Podkreślił, że koniecznie chce zobaczyć policjantów – powiedziała rzeczniczka.
Mężczyzna podał dyspozytorowi fałszywe dane i przekazał, że mieszka w Szamotułach przy ulicy, która nie istnieje. - Został jednak namierzony i dyżurny policji wysłał do niego patrolowców – wyjaśniła Chuda.
- Okazało się, iż zgłoszenie było fałszywe. Na szczęście nie doszło do żadnego zabójstwa, mężczyzna nie miał też stwierdzonego wirusa COVID-19. Niemniej jednak, przebywał na kwarantannie domowej, policjanci musieli więc dla własnego bezpieczeństwa wykorzystać środki ochrony osobistej
– przekazała.
Dodała, że 36-letni mieszkaniec Szamotuł początkowo zaprzeczał, jakoby to on wzywał policję. - Na koniec interwencji przyznał jednak, że to on zadzwonił, bo chciał narobić policjantom roboty – powiedziała Chuda.
Przyznała, że na miejscu funkcjonariusze nie sprawdzili stanu trzeźwości 36-latka, ale sposób mowy wskazywał, że był pod wpływem alkoholu. Mężczyzna został objęty kwarantanną po powrocie z zagranicy. Za bezprawne wywołanie alarmu podaniem fałszywej informacji i spowodowanie niepotrzebnych czynności policjantów odpowie przed sądem. Grozi mu kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.