Kiedy premier Narendra Modi z powodu koronawirusa ogłosił 21-dniową ogólnokrajową kwarantannę Indii, Hakim Din razem z trzema znajomymi z wioski Sailan utknął w oddalonym o 250 km od domu mieście Dżammu.
Podczas kwarantanny zawieszono wszelkie połączenia krajowe, a podróże są dozwolone tylko w nagłych przypadkach. Din przekonał więc kierowcę karetki Abida Hussaina, który mieszka w Rajouri, blisko rodzinnej wioski Hakima, do śmiałego planu.
Według dziennika „Hindustan Times” mężczyźni namówili pochodzącego z Rajouri Noora Alama, pracownika szpitala, do użyczenia szpitalnego formularza i pieczątki urzędnika odpowiedzialnego za potwierdzanie zgonów. Wystarczyło podrobić podpis urzędnika i załączyć polecenie dla policji: „Ciało ma być przeniesione ze szpitala GMC do (wioski ) Baflaiz Saillan. W czasie kryzysu 'koronawirusa', nikt ma im nie przeszkadzać”.
Polecenie dotyczyło trzech mężczyzn towarzyszących Hakimowi, który udawał zwłoki.
W ściśle strzeżonym terytorium związkowym Dżammu i Kaszmiru, gdzie regularnie dochodzi do niepokojów społecznych i ataków terrorystycznych, karetka z ciałem gładko pokonywała kolejne posterunki rozsiane na 250 km drodze, aż do okręgu Surankote.
„Ambulans był blisko celu, kiedy zespół policji na posterunku zorientował się, że zmarły mężczyzna żyje”
- potwierdził dziennikowi "Hindustan Times" Ramesh Kumar Angral, wyższy rangą oficer z dystryktu Poonch.
Policja aresztowała „zmarłego” Hakina Dina oraz trzech towarzyszy razem z kierowcą Abidem Hussainem. Śledztwo toczy się również wobec pracownika szpitala Noora Alama.
Policjant z Surankote Anil Sharma w rozmowie z „Hindustan Times” przyznał, że karetki bywają wykorzystywane do nielegalnego przewozu ludzi podczas ogólnokrajowej kwarantanny. Zwykle kosztuje to 7,5 tys. rupii (ok. 415 zł).