Prof. Włodzimierz Gut zauważył, że szczytowa liczba zakażeń koronawirusem w Polsce przypadła na połowę czerwca.
- Potem wszystko zapowiadało, że będzie bardzo dobrze, bo zmniejszyliśmy liczbę osób chorujących aktualnie z ponad 14 tysięcy do 8 tysięcy. Tu przyjemność się skończyła. Od ok. 8 lipca mamy wzrost liczby zachorowań, co powoduje, że przestała spadać liczba chorujących, czyli liczba osób, którymi musimy się zajmować i które muszą być kontrolowane, a wcześniej dojść z kim się zetknęli - mówił wirusolog.
- Problemem stało się to, co zaczęło nam się rozsypywać po Polsce - czyli spotkania towarzyskie, stosunkowo masowe, ale bez żadnego nadzoru - mówię tu o weselach i pogrzebach. To powoduje, że mamy wzrosty
- dodał.
Prof. Gut zauważył, że pod względem liczby zakażeń na milion mieszkańców Polska plasuje się w dość dobrej pozycji na tle pozostałych krajów Europy.
- Wydawałoby się, że jest całkiem dobrze. Problemem jest to, że przestaje spadać - co oznacza, że zacznie nam rosnąć. Jeżeli mamy dziennie 30 zachorowań w Polsce, to każdego z tych [zakażonych] można sprawdzić bardzo dokładnie, z kim się spotkał, wszystkie te osoby wychwycić, poddać kwarantannie i zatrzyma się. Jeżeli to jest 300 zakażonych - pojawia się problem. Tu znacznie trudniej wszystkich wychwycić i jest duże ryzyko, że osoby się wymkną i przekażą wirusa dalej. Jeżeli to będzie 3000 dziennie - stanie się to prawie niemożliwe
- ocenił wirusolog.
Profesor stwierdził, że zaczyna obserwować się "bezwzględną tolerancję dla osób, które nie przestrzegają reguł" obostrzeń sanitarnych.
- Zdumienie wywołuje fakt, że ktoś zwrócił uwagę osobie nieprzestrzegającej zasad, a to nie jest dobre - powiedział.
Prof. Włodzimierz Gut potwierdził, że przestrzeganie zasad zasłaniania ust i nosa, zachowywania dystansu oraz higieny rąk pozwoli przywrócić kontrolę nad sytuacją epidemiczną.