Jak podkreśla, jego akcja ma przyczynić się do powstania mody na noszenie masek. - Maski są świetne, wczoraj jeździłem na rowerze nad jeziorem Rusałka i dzięki zasłonięciu ust maską z materiału nie połykałem zbyt wiele zimnego powietrza i nie przeziębiłem się – zachwala Lisiewicz. Jak mówi, sam zamierza na co dzień chodzić w dwóch maskach: – Nie na ulicy, bez przesady, tam wystarczy jedna, ale w środkach komunikacji miejskiej czy sklepach już tak.
Przypomnijmy, że Piotr Lisiewicz był liderem Akcji Alternatywnej Naszość i kilkadziesiąt razy w III RP sądzony był za happeningi wyśmiewające SLD, PO i biznesową oligarchię. Jak patrzy na bunt przeciwko maseczkom i innym ograniczeniom dotyczącym pandemii?
– W historii III RP pojawiały się najróżniejsze fale buntu, od kibiców piłkarskich po anarchistów. Wiele z nich, niezależnie od poglądów buntowników, obnażało prawdziwe patologie i popychało sprawy do przodu. Od walki z represjami na stadionach piłkarskich, po blokowanie niesprawiedliwych eksmisji lokatorów. Ten bunt jest najgłupszy w historii, dorośli ludzie na złość babci odmrażają sobie uszy. Maseczki oczywiście nie uniemożliwiają zarażenia się, ale znacząco ograniczają to ryzyko. Rozumiem, że młodzi ludzie nie boją się zarażenia się, ale zwiększają ryzyko, że zarażą się ich dziadkowie. I że szpitale się zatkają. Zabraknie miejsc zarówno dla chorych z Covidem, jak i z innymi, także cięższymi chorobami
– mówi.
Jak ocenia to, że protesty współorganizuje Konfederacja? – W Brooklynie maski palili ortodoksyjni Żydzi, u nas walczy z nimi Grzegorz Braun. Czy to przypadek? – żartuje. Jak mówi, w jego opinii, liderzy Konfederacji, w której działa wielu wspaniałych młodych ludzi, od dawna zachowują się jak świadome lub nie „ruskie popychadła”: – A wraz z nimi na ulice wyległa cała pseudoprawicowa prorosyjska menażeria. To oczywiście znikoma część protestujących, ale jej obecność jest bardzo znacząca.