- Dziennie rozpoznajemy kilkanaście osób. To jest dokładnie tyle, ile rozpoznawaliśmy w szczycie epidemii. W szczycie epidemii zdecydowana większość osób, u których stawialiśmy pozytywne rozpoznanie to były osoby z klinicznymi objawami przeziębieniowymi. Dzisiaj zdecydowana większość, w których stawiamy pozytywne rozpoznanie ws. koronawirusa to osoby bezobjawowe
Z dnia na dzień rośnie w Polsce dobowy bilans zakażeń koronawirusem. W 19 powiatach w Polsce przywrócono część obostrzeń, w tym nakaz zasłaniania ust i nosa w przestrzeni publicznej. W programie "W punkt" w rozmowie z Katarzyną Gójską prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego zwraca uwagę, że aktualna sytuacja wygląda źle, choć "koronawirus powoduje mniejsze skutki kliniczne".
- Objawy wywoływane u większości pacjentów są mniej nasilone, są często bezobjawowe. Jeśli chodzi o liczbę przypadków - sytuacja wygląda źle. To sytuacja bardzo niepokojąca. Osób zgłaszających się do naszego szpitala z podejrzeniem jest w granicach 250 - w szczycie epidemii mieliśmy ok. 500 osób tygodniowo. Dziennie rozpoznajemy kilkanaście osób. To jest dokładnie tyle, ile rozpoznawaliśmy w szczycie epidemii. W szczycie epidemii zdecydowana większość osób, u których stawialiśmy pozytywne rozpoznanie to były osoby z klinicznymi objawami przeziębieniowymi. Dzisiaj zdecydowana większość, w których stawiamy pozytywne rozpoznanie ws. koronawirusa, to są osoby zgłaszające się przy okazji zupełnie innych dolegliwości, czasem to osoby do planowych hospitalizacji. Te osoby są bezobjawowe
- powiedział lekarz.
Jak podkreślił prof. Gielerak, osób zakażonych w naszym otoczeniu może być więcej, niż się wydaje, stąd stosowanie się do zaleceń sanitarnych jest pożądane i właściwe. Dodał, że szczególnie stosują się do zaleceń osoby starsze, dla których koronawirus stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia i życia.
Czy koronawirus się zmienił?
- Na to jednoznacznie z punktu widzenia naszego terenu, Polski, nie mogę odpowiedzieć, natomiast dysponujemy danymi z rynku brytyjskiego. Brytyjczycy dokonali badań molekularnych tamtejszego szczepu i okazało się, że w Birmingham ten szczep całkowicie zdominował, wyparł szczep z Wuhan. Jest on zmutowany w jednym tylko nukleotypie, efektem czego są dwa czynniki. Jest znacznie bardziej zakaźny - tak jak klasyfikowaliśmy na początku koronawirus jako wirus o miernej zdolności przenoszenia z osoby zakażonej na osoby podatne, w skali 1-10 miał wartość 4, przy czym wirus odry ma wartość 9. Natomiast jednocześnie jego przebieg kliniczny jest łagodniejszy. Czy z tą sytuacją mamy do czynienia w Polsce, czy ten wirus zmutował w Polsce - trudno mi na ten temat powiedzieć
- mówił prof. Grzegorz Gielerak.
- Warunki atmosferyczne, w jakich wirus obecnie funkcjonuje, są dla niego skrajnie niekomfortowe. Wysokie temperatury, promieniowanie UV, kwestie wilgotności w których jego zdolności biologiczne zarażania i wywoływania skutków klinicznych są mniejsze i dlatego obserwujemy taki przebieg epidemii - dodał.